Autor: Dagmara Kottke - GameTrance.pl Data publikacji: poniedziałek 20 listopada 2006
W dzisiejszych czasach trudno znaleźć grę, przy której miło spędzimy czas i świetnie się zabawimy bez utraty nerwów i życiowego optymizmu. Stworzenie właśnie takiej gry, w której nie trzeba by było nadużywać szarych komórek, miało na uwadze studio Eutechnyx. W wyniku realizacji jego nowatorskiego pomysłu powstała prosta i zarazem oryginalna produkcja, nazwana Big Mutha Truckers. Gdy twórcom udało się uzyskać zamierzony efekt, wcielono w życie plany powstania seqela gry, a skutkiem ich zamierzeń powstała niniejsza recenzja. Co więc zmajstrowano tym razem?
Zacznijmy od przedstawienia fabuły. Gra przedstawia historię pewnej nietuzinkowej rodzinki, której seniorka- Mamuśka we własnej osobie- trafia za kratki pod zarzutem niepłacenia podatków, 8000 mandatów za parkowanie oraz ciągłego naruszania zasad BHP. Jedyną nadzieją zdruzgotanej założycielki rodu są jej dzieci- Cletus, Bobbie- Sue, Rawkus i Earl. Wybieramy jedną z tych trefnych latorośli i wcielamy się w nią na czas trwania całej rozgrywki. Każdy z bohaterów gry różni się od innych posiadanym TIRem oraz swoją osobą, którą będziemy oglądać podczas przerywników filmowych- to tyle, jeśli chodzi o "inność" rozgrywki zależną od wyboru postaci. Później stajemy przed zadaniem odszukania sześciu przysięgłych w celu zapłacenia łapówki za wyjście niesfornej Mamuśki. Potrzebne pieniądze otrzymamy poprzez kupowanie i sprzedawanie towarów w całym okręgu, uprawiając hazard oraz imponując miejscowej telewizji poprzez brawurowe wyczyny na okolicznych drogach. Co jakiś czas wypełniamy ciekawe misje specjalne. Zdobytą w jeden z kilku sposobów kasę możemy, prócz zbierania na łapówkę dla Mamuśki przeznaczyć na zakup broni i innych, całkiem niepotrzebnych rzeczy typu śmierdzący serek, w celu ich sprzedaży bardziej opłacalnych sklepach.
My tu gadu- gadu, a robota czeka... A będzie co robić. W ciągu całej gry poznamy, porozmawiamy i dobijemy targu z ponad 20 postaciami. Big Mutha Truckers 2 jest tak dobrze skonstruowana, że nie będzie czasu na nudę. Właściwie, to na nic nie będzie czasu... Trzeba koniecznie dojechać do celu, a zrobić to musimy tak, by zmieścić się w niewielkim odstępie czasowym, niecierpliwi klienci czekają! Do zaliczania misji prócz potężnych towarowców otrzymamy kilka innych pojazdów typu limuzyna, których obecność jest pierwszą nowością którą napotkałam podczas zagłębiania się fabule tej ciekawej produkcji. I w tym miejscu pragnę z żalem stwierdzić, że jest to jedyna istotna zmiana (nie licząc oczywiście odmienionej, dynamicznej kontynuacji fabuły), która zagościła w drugiej części BMT. Są jakieś jeszcze, ale nie wpływają one na przebieg rozgrywki, jedynie ją urozmaicając. Do owych można zaliczyć przeszkadzające w ukończeniu misji sondy Obcych, masę pijanych autostopowiczów oraz kilka różnych plików muzycznych w radiu, które niekoniecznie wszystkim przypadną do gustu, ale o tym później... Do tego, gdy dodamy wybuchowe ciężarówki rakietowe i naszych starych znajomych - nietrzeźwych motocyklistów i policję - zaczyna robić się naprawdę interesująco.
Gra bazuje na engine z poprzedniej części opisywanej zręcznościówki. W technikaliach graficznych niestety nie zmieniło się za wiele- nadal mamy dość ładną grafikę, podziwianą podczas zaliczania poszczególnych misji i niezbyt dopracowane przerywniki filmowe, których bohaterzy wyglądają wręcz okropnie. Gdyby nie one, gra prezentowałaby się śliczniutko, zróżnicowane krajobrazy, bałwanki na śniegu... To przecież widać na screenach.
Z dźwiękiem nie jest aż tak tragicznie jak z przerywnikami filmowymi, aczkolwiek niektóre stacje radiowe poprostu nie nadają się do słuchania. Kto bowiem chciałby burzyć ład ulicznego porządku, wysłuchując rozgadanego spikera, który praktycznie nie ma nic do powiedzenia? Jeśli do tego dołączy się głosik jakiejś rezolutnej babeczki, ręka sama szuka przycisku głośnika, po czym wyłącza go; po chwili z satysfakcją zdajemy sobie sprawę, że zrobiliśmy to podświadomie (czyli jeszcze trochę kontaktujemy z otoczeniem). Poza tym incydentem, dość denerwująca okazała się muzyka w menu głównym. Resztę da się wytrzymać, ba, jest nawet lepiej niż przeciętnie, nie mówiąc o radosnym "iiiiihaaaa", które słyszymy już na samym wejściu do rozgrywki.