Autor: Kiko_1 Data publikacji: piątek 17 marca 2006
Let's Get The party started
Zasiadając do komputera, miałem przed sobą czystą i pachnąca nowością płytkę. Wrzuciłem ją do napędu, w pośpiechu zainstalowałem i drżącą ręką odpalam ikonkę dumnie podpisaną Crashday. Długo czekałem, aż wpadnie mi w ręce ten tytuł. Nie przeczę, że po przeczytaniu demotestu, nie żywiłem zbyt wielkich nadziei względem tego tytułu. No, ale wracając do testu. Oglądając intro byłem mile zaskoczony jakością grafiki i przygotowaniem scenek zapowiadających grę. Nie wytrzymałem napięcia i nacisnąłem ESC...
Zaczęło się
Przed moimi oczami, pokazało się ładnie wyglądające, intuicyjne menu główne. Po krótkiej chwili grzebania w ustawieniach, skonfigurowaniu grafiki i kontrolera, ruszyłem w dalsze zakamarki menu. Pierwszą rzeczą, jaka mnie niemile zaskoczyła, były zmienione nazwy samochodów, oraz same pojazdy. Nie są takie jak oryginały „znane” nam z dróg. Ale cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Postanowiłem więc wybrać "coś", co wyglądało jak Lamborghini Diablo. Dalej czekało mnie już tylko wyruszenie na trasę...
Kto dał tyle masła!?
Jadę sobie po prostej drodze, niby nic nadzwyczajnego. Osiągi są dość przeciętne, jak na takie „monstrum”. Crashday na pewno symulatorem nie będzie, ale przecież nie miała to być gra symulacyjna. Samochód na każdym zakręcie ślizga się jak na lodowisku. Troszkę to irytujące i na początku bardzo ciężko się do tego przyzwyczaić. Jednak po kilku zaliczonych ślizgach i jeszcze większej liczbie wycieczek poza trasę, idzie to cudo opanować. Grafika w grze jest na wysokim poziomie, ale zdarzają się też małe niedopatrzenia, jak na przykład krzaczki na poboczach. Możemy na takiego „petenta” wjechać, a on będzie nam wystawał z dachu. Troszkę to mało realistyczne. Zapewne większość graczy nie zwróci uwagi na taki szczegół, ale na pewno zwróci uwagę na zachowanie się samochodu w zakrętach. Nasz pojazd przy wjeździe na nasyp z dużą prędkością, prawie w ogóle nie odrywa się od ziemi, a jeśli już to na bardzo krótki czas. Nie ma efektu wybicia, a górki na poboczach są naprawdę niemałe.
Karierę czas zacząć
Co by to była za gra, gdyby nie było w niej trybu kariery i możliwości odblokowania wielu akcesoriów do naszego ukochanego wózka oraz kilku zablokowanych na początku tras i minigier? Cała idea gry, opiera się więc na walce z rywalami i odblokowywaniu kolejnych tras.
W opcjach kariery możemy odwiedzać garaż oraz sklep. Przy odpowiednim stanie naszego portfela możemy nabyć tam wszystko, co będzie przydatne podczas wyścigów oraz zmagań. Od gadżetów rodem z Pimp my Ride, aż po akcesoria militarne oraz części do tuningu mechanicznego. Sam tuning nie jest raczej zbyt rozbudowany, opiera się bowiem jedynie na zmianach body-kitów, zawieszenia i wzmocnienia silnika w ogólnym tego słowa znaczeniu. Nie zmienia to faktu, że jest to kolejna gra, w której idea ulepszania samochodu została wzięta pod uwagę. Gdy już po czasie będzie nas stać na wszystkie ulepszenia do samochodu stanie się on „czołgiem” lub, jak kto woli „zabójcą na kołach”.
Uwaga jadę, czyli ratuj się, kto może.
Do dyspozycji gracza oddano 12 samochodów. Możemy je nazwać replikami, bo jak już wspomniałem autorzy nie wykupili licencji. Od imitacji starego Mustanga, aż po najnowsze cuda techniki, jak Lamborghini Gallardo, Nissan Skyline i Dodge RAM. Nie wymienię wszystkich, żeby pozostawić graczom troszkę satysfakcji z możliwości odkrycia samemu, co to jeszcze ich czeka.
W menu głównym, widnieje również ciekawa opcja, podpisana jako "Track Editor". Za jego pomocą, możemy sami stworzyć swój tor, na którym będziemy ćwiczyć umiejętności. Stworzenie własnej trasy jest jak zabawa klockami Lego - szukamy elementu i dopasowujemy go tam, gdzie chcemy i tak powstaje nasza trasa. Potem ustawiamy miejsce startu i ruszamy na zwiedzanie naszego dzieła.