Autor: Lampek Data publikacji: piątek 19 września 2008
Opisywana gra skupia się na przemocy podanej w różnych formach. W związku z tym zapowiedź i sama gra adresowane są dla dojrzałych graczy.
„A Rockstar mówił…”
Oficjalny symulator zabijania ludzi, wysadzania w powietrze nieruchomości oraz kradzieży wszelakich pojazdów zawita wkrótce w nowej odsłonie na PC. Zaskoczeni? Nie, raczej nie. Powiedzmy sobie szczerze… ilu z Was uwierzyło w tę paplaninę, że „nie wiadomo, czy GTA IV powstanie na PC”? O ile się nie mylę, to już przy Vice City konsolowi złośliwcy zarzekali się, że „Rockstar mówił, że Vice City na blaszaki nie wyjdzie”. Jak do tej pory żadna z tych przepowiedni się nie sprawdziła a my cieszymy się (a właściwie, będziemy się cieszyć) kolejną częścią jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii gier jakie kiedykolwiek powstały.
I, jak w wypadku PC, będzie to bardziej dopracowana wersja, niż na jakąś tam konsolinkę ;).
Nazywam się Niko Belić. Rozjeżdżam babcie.
Co dostaniemy w chwili premiery? Odgrzewany kotlet czy może egzotyczną potrawę, której skład jest dla nas zupełnym zaskoczeniem (nie mówię tutaj o wszelakich Fast Foodach, w przypadku których zaskoczenie jest przeważnie negatywne i kończy się rozstrojem żołądka)? Otóż, powiem Wam: dostaniemy coś pomiędzy. Dobrze przyprawiony kotlecik, ale przystrojony w najsmaczniejsze ziemniaczki i surówki. Coś, co dobrze znamy i lubimy, podane w sposób doskonały i dopracowany (przyprawiony) pod każdym względem :).
Wcielimy się w postać Niko Belića, Serba, który poszukuje w Liberty City (a gdzieżby indziej!) przyszłości, nowego życia. Nie da się nie polubić tego gościa, ubranego w obciachowe materiałowe dresy, ze słowiańskimi rysami twarzy i cholernie charyzmatycznym głosem… zresztą, spójrzcie tylko na trailery i konsolowe gameplaye. Gra wydaje się również bardziej dojrzała, dorosła. Nie zabraknie tu jednak znanego wcześniej humoru, tutaj podanego z przymiotnikiem „czarny”.
GTA IV pozostanie tym, czym były poprzednie części. Grą o gangsterce, zabijaniu i twardym życiu w przestępczym światku. Grą bezkompromisową i nie zważającą na wszechogarniającą modę ugrzeczniania wszystkiego i wszystkich na siłę. Przy okazji zachowała swój smak i serwuje nam to wszystko w ekstremalnie grywalnej oprawie, dla której przemoc i bezkompromisowość jest przyjemnym dodatkiem a nie niestrawnym świństwem (jak na przykład w Postalu).
Tak więc Niko nadal będzie mógł cały dzień rozjeżdżać babcie i kraść samochody a wieczorem wyskoczyć do klubu ze stripteasem.
Więcej, lepiej, dokładniej
Nowa część GTA doskonale pasuje do powyższego określenia. O ile „więcej” mieliśmy już w San Andreas, o tyle tutaj wszystkie elementy gry zostały dopracowane. I bardzo dobrze! Odejście od SA nie sprawiło mi trudności i porzuciłem je mniej więcej w połowie gry, natomiast mniejsze i krótsze Vice City przeszedłem dwa razy pod rząd. Mnogość opcji i miejsc nie jest wyznacznikiem grywalności, tylko ich jakość. A jakość ma wyróżniać czwórkę.
Już od pierwszego spojrzenia na screeny czy trailery (lub filmiki z gry na konsole) dostrzec można bardziej dopracowaną grafikę z większą dbałością o detale, które do tej pory leżały w oprawie GTA. Animacje, wygląd samochodów, postaci czy choćby natury i otoczenia… to wszystko robi bardzo dobre i świeże wrażenie! Nie jest to Crysis, ale nie tego oczekujemy od tej gry.