Autor: Zaix Data publikacji: niedziela 09 kwietnia 2006
Powrót do złotej ery
Wyścigi - występują w kilku odmianach: od amerykańskich wyścigów Nascar, przez niemieckie DTM, F1, wyścigi terenowe, na wyścigach na 1/4 mili kończąc. Ale czy czegoś im nie brakuje? Mimo, że jest napięcie, ryzyko kierowców, wielkie emocje i bardzo duża prędkość. Jeżeli pomyślałeś teraz o unikalnym klimacie wyścigów, który ostatnio czasami z lekka zagubił się, możesz czytać dalej.
Co przede wszystkim zabija klimat wyścigów? Moim zdaniem to, że podczas ich trwania bardziej liczą się ułamki sekund, dziwna taktyka zespołów czy jakieś graty i rozmaite systemy montowane w samochodach. Gdzie umiejętności kierowców? Czy liczą się mniej? Złota era dla samochodowych wyścigów – lata 60-te, 70-te i 80-te. Wtedy naprawdę mistrz był mistrzem, a nie tylko farciarzem, któremu dopisało szczęście. Wtedy teoretycznie dużo słabszy samochód z powodzeniem mógł konkurować z większymi i mocniejszymi, bo oprócz koni mechanicznych liczyło się także to, jak kierowca z daną maszyną sobie radzi. Jeżeli w wyścigach widzisz to „coś” i wolisz wyścigową symulację, gdzie liczy się to co umiesz, od zręcznościówek, gdzie liczy się szybkość walenia w klawisze, to już teraz zdradzę Ci, że GT Legends jest grą, w którą powinieneś zagrać!
Muszę przyznać, że naprawdę ucieszyłem się z możliwości zrecenzowania GT Legends. 90 oryginalnych licencjonowanych samochodów, 25 prawdziwych tras, licencje FIA-GT-TC i prawdziwie realistyczne wyścigi, podziałały na moją wyobraźnię. Głównie dlatego, że ostatnio mało było prawdziwych symulacji wyścigów. Jedną z tych nielicznych był GTR - FIA GT Racing Game stworzony przez Simbina. Gra była dobra, ale i przy okazji piekielnie trudna. Gdy nie miałeś minimum miesiąca na nauczenie się w niej podstaw kierowania, to nie miałeś po co do niej podchodzić. Jednak Simbin zapowiedział grę, w której sterowanie, mimo braku kompromisów, miało być trochę łatwiejsze. Dlatego tytułem GT Legends interesowałem się już od jakiegoś czasu. W końcu spełniło się moje małe marzenie i opakowanie z najnowszą produkcją Simbina wylądowało u mnie w domciu. Włożyłem płytkę do napędu DVD (gra wydana jest tylko na DVD), zapuściłem instalację gry i zająłem się opakowaniem i instrukcją. Przyjrzałem mu się dobrze po czym zacząłem czytać kilka słów od twórców umieszczonych na opakowaniu. Nie jestem wybitnym znawcą polskiej ortografii, ale niektóre umieszczone weń zdania wydawały mi się lekko dziwne. I mimo, że bądź co bądź nie mogłem się do nich doczepić, to do napisu: „ponad 25 różnorodnych torów, identycznych jak te w prawdziwe” mam zupełne takowe prawo. Nie wiem kto był odpowiedzialny za tłumaczenie gry, ale momentami mu to niezbyt wyszło (drugi przykład: „specjlanmi” zamiast specjalnymi czy dziwnie brzmiące nazwy widoczne już w grze. A macie na klawiaturze przyciski „szare”? według tłumacza obsługuje się nimi „spolnienie” – czymkolwiek by ono nie było). Ale oprócz kilku małych błędów, zauważyłem, że instrukcja do gry tutaj odgrywa większą rolę niż niektóre zadrukowane nikomu nie potrzebnymi pierdołami karteczki dodawane do innych gier. Tutaj, mimo że jest czarno-biała zawiera poradnik do gry, objaśnienie zasad gry czy list od koordynatora FIA-GTC-TC. Razem instrukcja zawiera bite (drukowane :P) 32 strony raczej przydanego tekstu. Ciekawostką jest, że screeny umieszczone w instrukcji były robione przy pomocy… kodów! Skąd takie przypuszczenie? Gdy dokładnie się przyjrzycie zdjęciom, widać, że mimo że ClassicDriver nie zaliczył ani jednego wyścigu, to ma już cztery samochody, a stan jego konta wynosi… 99,923,000 kredytów. Nice :D
Problemy natury technicznej
Po zakończonej instalce czym prędzej odpaliłem grę. Zanim jednak dane mi było obejrzeć intro z gry, musiałem odczekać swoje, a nawet restartować kompa z powodu sprawdzania dysku, które przeprowadzane jest za każdym razem gdy odpalamy grę (na szczęście restart czeka nas tylko za pierwszym razem). Na szczęście dalej gra odpaliła się bez żadnych problemów i po wyświetleniu średniej jakości intra czekała na moje rozkazy. O menu gry nie można powiedzieć złego słowa, chyba że ktoś się uprze… Jest ono zrobione w starszym stylu, ale raczej ze względu na charakter gry, to efekt zamierzony. Doszedłem jednak do wniosku, że ulubionymi kolorami grafika pracującego nad GT Legends były pomarańczowy z niebieskim, ponieważ taki kolor dominuje i w menusach gry, i na okładce, i na płytce. Ale to taka mała uwaga. Jednak zanim zasiadłem do pierwszego wyścigu czekała mnie mała niespodzianka. Moja kierownica na 4 urodziny postanowiła zrobić mi prezent i odmówiła współpracy. Na szczęście przeciwnik był słaby a walka krótka i już po trzech godzinkach wróciłem do menu głównego GT Legends. Nie tracąc cennego czasu rzuciłem się na karierę …