Autor: Tadeo Data publikacji: sobota 17 marca 2007
Ze wszystkich pojazdów uczestniczących w ruchu drogowym bez wątpienia największym źródłem ekstremalnych doznań są motocykle. To poczucie prędkości, ryzykowna jazda, świszczące powietrze... Jeśli zawsze marzyłeś o podobnych przeżyciach, a nie stać cię na własny jednoślad lub po prostu nie zamierzasz podzielić losu wielu motocyklistów-szaleńców i skończyć jako dawca organów, nie łam się – zawsze pozostaje ci twój pecet i gry nań przeznaczone.
Jedną z nich jest Moto Racer 3, leciwa produkcja studia Delphine Software, która niedawno trafiła do Polski w odświeżonej, oznaczonej zgrabnym dopiskiem „Gold Edition”, wersji. Czy warto wydać na nią prawie sześćdziesiąt złotych, które życzy sobie rodzimy wydawca?
Na asfalcie, żwirze i w przestworzach
Głównym atutem tytułu, odróżniającym go od licznej konkurencji, jest mnogość trybów zabawy. Tutaj, prócz typowego i wszędzie spotykanego Moto Grand Prix, znajdziemy również aż 4 inne dyscypliny!
Pierwszą z nich jest traffic, pozwalający na rywalizację z jednym oponentem na zatłoczonych ulicach metropolii. Nie skłamię znacznie jeśli powiem, że dla większości graczy – nie wyłączając mnie – jest to najbardziej ekscytujący, ale także najtrudniejszy element MR3. Nawet jeśli siedzimy przed monitorem, a nie za prawdziwą kierownicą, szalony slalom między pojazdami nieobliczalnych współużytkowników ulic należy do niezapomnianych przeżyć.
Kolejnymi trybami spotykanymi w grze są motocross oraz supercross – wyścigi po błotnistych, zakręconych i powyginanych nie gorzej niż rollercoaster szlakach wyznaczonych na specjalnie przygotowanych stadionach lub też po prostu pod gołym niebem. Ta konkurencja, przygotowana niemniej solidnie od pozostałych, powinna zadowolić fanów spokojniejszej jazdy i uczenia się trasy na pamięć.
Kolejną pozycją na liście jest freestyle – bez dwóch zdań najbardziej efektowna część całej zabawy. Pozwala ona wziąć udział w czymś na wzór emitowanego od czasu do czasu na Polsacie Red Bull X-Fighters i zamienić się w akrobatę na dwóch kółkach. Dzięki intuicyjnemu sterowaniu skakanie i latanie jest bardzo przyjemne, a paleta tricków do wykonania całkiem szeroka.
Ostatnią dyscypliną dostępną w trzeciej odsłonie Moto Racer jest trial, polegający na pokonywaniu naszym dwukołowcem stalowych konstrukcji, składających się na krótkie, acz wąskie i pokrzywione trasy. Z prozaicznego powodu nie zainteresuje on jednak zbyt licznej rzeszy graczy – wymaga bowiem cierpliwości i aptekarskiej precyzji, a to raczej wśród ludzi sięgających po tytuły pokroju MR3 cechy recesywne.
Szybki koniec szybkiej jazdy
W grze naszym głównym celem jest zdobywanie punktów poprzez zajmowanie miejsc na podium w poszczególnych wyścigach. Za te z kolei wykupujemy w specjalnym sklepiku dostęp do nowych tras, na których także wygrywamy i tak w kółko, aż do odblokowania wszystkich torów (a to – patrz następny akapit - następuje nadspodziewanie szybko). Później pozostaje nam już nudne wykręcanie coraz to lepszych czasów na dawno wyuczonych na pamięć trasach lub – co brzmi już dużo ciekawiej – rywalizacja z żywymi przeciwnikami przez sieć lokalną lub internet. Ostrzegam jednak lojalnie, że jeśli zdecydujesz się na drugą opcję, będziesz musiał umówić się ze znajomymi i przyjaciółmi na wspólną zabawę, gdyż znalezienie przypadkowych graczy, gotowych podjąć twoje wyzwanie, do łatwych zadań nie należy.
Tu i tam na tym i tamtym
Wspomniałem już o ilości lokacji dostępnych w grze, więc warto tę myśl rozwinąć. Nie jest ich zbyt wiele – zaledwie 18, ale za to jakich! Mamy tu między innymi znany tor Suzuka w Japonii, jak zawsze zatłoczone ulice Paryża (z widokiem na Wieżę Eiffla), arenę w Barcelonie oraz chlubę całej Francji – stadion Saint-Denis.
Nieco gorzej wypada wybór głównych bohaterów tejże gry – motocykli. Na pierwszy rzut oka liczba dostępnych ścigaczy wygląda imponująco – mamy tu bowiem kilkadziesiąt różnych maszyn, podzielonych na 5 typów (każdy odpowiada jednemu trybowi gry). Po chwili jednak okazuje się, że to tylko pozór – w większości przypadków różnice pomiędzy poszczególnymi modelami ograniczają się do modyfikacji wizualnych (zmiana koloru, nalepek sponsorów etc.). Przez to decyzja o tym, którym z jednośladów wyruszymy na trasę nie ma większego znaczenia – wszystkimi jeździ się prawie identycznie.