Recenzje

Recenzja DriveClub

DriveClub, najnowsze dzieło Evolution Studios, które dało nam serię Motorstorm. Gra swoją premierę w naszym kraju miała 8 października 2014 roku z polskimi napisami. Już na początku produkcja wzbudzała skrajne emocje za sprawą podejścia do dystrybucji. Posiadacze PS Plus mogli grać w darmową, mocno okrojoną wersję produktu. Posiadała ona raptem 1 lokację z 11 trasami i zatrważającą ilością 10 aut. Można ją było „ulepszyć” kupując rozszerzenie warte około 200zł. Nie jest jednak tak wesoło jakby się mogło wydawać. Kupując w tej opcji nie zaoszczędzamy 50 złotych od ceny pudełkowej, gdyż mamy prawo do pełnego produktu tylko na czas posiadania subskrypcji PS Plusa. Po jej wygaśnięciu wracamy na wersję free. Kompletnie nieopłacalne, skoro za niewiele więcej można mieć pełnoprawną produkcję. Strasznie słabe podejście koncernu do graczy wyposzczonych grami wyścigowymi w tamtym okresie. Sony jak dla mnie totalnie nie przemyślał tej opcji i zebrał za to pokaźną ilość negatywnych wypowiedzi.

Starczy jednak biadolenia na korporacyjne zagrywki i przechodzimy do meritum, czyli samej gry. Tytuł po instalacji zajmuje na dysku prawie 35GB, co nie jest w obecnym czasie jakąś olbrzymią ilością miejsca. Do pozycji zostało wydane 70 mniejszych oraz większych dodatkowych treści. Są to paczki z autami jak i pojedyncze egzemplarze, rozszerzenia do trybu tour, motocykle oraz wzory malowań. Szczęśliwie, jest też kilka darmowych dodatków w postaci Mazzanti Evantra czy Mercedes AMG GT S oraz dodatkowe malowania aut dla klubów. Po zainstalowaniu oraz ściągnięciu darmowych treści odpalamy grę. Wita nas całkiem dobrze zrobiony trailer tego co nas za chwilę czeka. Pokazówka tras, motocykli (które należy zakupić osobno) oraz samochodów jakimi przyjdzie nam śmigać. Samo menu jest przejrzyste i kafelkowe. Nie ma tu mowy o szukaniu czegokolwiek. Wszystko jest na swoim miejscu i nie sprawia problemu poruszanie się po nim. Możemy odpalić tryb kariery, wyzwania, założyć własny klub, obejrzeć powtórki lub pozmieniać opcje gry. Mamy na przykład opcję stworzenia swojego awatara z gotowych już elementów. Wybieramy kompletne zestawy głowy, jednak bez możliwości wyboru fryzury. Określamy płeć, jeden z paru zestawów ciuchów oraz kask. W sumie nic ciekawego oraz kompletnie nie wnoszącego do zabawy. Natomiast w ustawieniach rozgrywki określamy opcje jazdy np. tryb zmiany biegów pomiędzy auto, a manual, tryb sterowania – zwykły dla arkadowych graczy lub hardcorowy, który polecam dla bardziej doświadczonych wyjadaczy. Mamy też parę ustawień kamery. DriveClub oferuje także opcję gry zdalnej i ustawień kierownicy. W naszym profilu możemy podejrzeć znajomych (z którymi możemy rywalizować w czasie wyścigów), rankingi oraz nasze statystyki, jak i odpalić wyzwania.

Zaczynamy więc zabawę i wybieramy w co chcemy zagrać. Jest tutaj tryb Tour, czyli odpowiednik kariery dla jednego gracza, oferujący kilkanaście serii zawodów składających się z różnych lig. W ligach tych mamy wyścigi, drifty, próby czasowe, pojedynki konkretnych marek lub modeli. Każda liga składa się z paru wyścigów, w których możemy zdobywać gwiazdki uprawniające nas do startów w kolejnych bardziej wymagających zawodach. Przykładowo w pierwszym wyścigu musimy pojawić się na 3 miejscu na mecie oraz uzyskać czas okrążenia 1:17 bądź pobić rekord pkt za drift. Osobiście najbardziej lubię, gdy gra chce bym uzyskał jak najwięcej pkt za czysty przejazd lub utrzymanie najwyższej prędkości w danym sektorze toru. Jest to bardzo ciekawa opcja urozmaicająca troszeczkę rozgrywkę, tym bardziej że każde nasze działanie jest porównywane z wynikami znajomych. Wprowadza to nutkę rywalizacji pomiędzy nami i znajomymi o to kto lepiej driftuje czy pokonuje zakręty. W trakcie wybierania imprezy określamy poziom trudności pomiędzy amatorem oraz średnio zaawansowanym. Z czasem odblokowuje się także poziom legendy. Poza tourem są jeszcze standardowo losowe i pojedyncze zawody jak i multiplayer.

W trybie multi mamy do wyboru prywatne poczekalnie oraz przeglądarkę zawodów, która pokazuje nam możliwe do odpalenia zawody typu endurance, próby czasowej czy specjalne eventy dla posiadaczy Plus Edition. W prywatnej jak i otwartej sesji mamy do wyboru warunki na torze, porę dnia wraz z ustawieniami pomocy przy dohamowaniu, kolizji, bądź puli samochodów. Oczywiście wybieramy lokalizację jednocześnie z trasą i porą startu. Dodatkowo mamy upływ czasu. Ścigać się możemy maksymalnie z 11 rywalami. Niestety liczba oponentów nie robi wrażenia. Standardem jest raczej liczba 16 i więcej zawodników w jednych zmaganiach. Jednak tryb multi żyje i ma się dobrze. Nie ma problemu z wyszukaniem kogoś do zabawy. Nie spotkałem się z lagami czy zrywaniem połączenia z winy serwera lub produkcji. W tym aspekcie tytuł został solidnie przygotowany, jednak bez jakichś fajerwerków. Gra tak naprawdę zyskuje dużo, jeśli gra się w gronie znajomych, gdyż nic nie zastąpi rywalizacji z kolegą, który po ostatniej porażce chce się na nas odgryźć.

Czas na wybór miejscówki. Do dyspozycji mamy Kanadę z wyścigami w mieście, malownicze Chile oraz Indie, kręte górskie trasy Japonii, śnieżną Norwegię oraz deszczową i ponurą Szkocję. Różnorodność lokacji jest mała, lecz za to każda charakteryzuje się innymi widokami oraz specyfiką tras przez co ma unikalny klimat. Świetna robota, tylko jakoś ta lista wygląda bardzo licho. Każdy kraj ma parę torów w różnych wariantach, więc ilość pojedynczych tras jest skromna w porównaniu z konkurencją i często mamy wrażenie dużej powtarzalności imprez na danym obiekcie. Brakuje mi tutaj większej liczby państw z kilkoma dobrze zaprojektowanymi trasami. Same tory wyglądają świetnie, lecz moim zdaniem nie dają dużej frajdy podczas zabawy. Wszystkie trasy są torami ulicznymi. Brak tutaj licencjonowanych obiektów za co osobiście ode mnie minus. Jaką frajdą było by sprawdzić AMG GT S na zmyślonej krętej trasie w Japonii by później przetestować Merca na Suzuzce? Bezcenne. Niemniej tory wizualnie nie nudzą się. Duży wpływ ma na to ich umieszczenie, gdzie zaczynamy od dzielnicy biznesowej z drapaczami chmur w tle by za chwilę znaleźć się przy marinie i wracając zahaczyć o drogę w industrialnej części miasta. Tłum żywo reaguje oklaskami na zbliżające się auta, flagi łopoczą podczas burzy, jednak nie ma co liczyć na większą interakcję z otoczeniem. Trasy są jak korytarze nie dające nam możliwości odjechania kawałek poza asfalt. Gra trzyma nas na trasie barierami lub ogrodzeniami oraz o zgrozo niewidzialnymi ścianami! Nie da się tutaj wypaść z trasy podczas szybkich zjazdów w dół zbocza. Zaliczymy tylko potężnego dzwona i albo zdążymy opanować nasz pojazd albo gra zasugeruje postawienie nas na trasie.

Przebrnęliśmy przez te wszystkie niuanse i pora na wybór naszej fury. Lista producentów nie zachwyca. Mamy co prawda Alfę, Astona, Audi, Bentleya, BMW, Caterhama, Citroena z prototypem DS, Ferrari, Lotusa, Maserati, Merca, Peugeot, Renault, Ruf, VW oraz kilka mniejszych marek z jednym modelem. Cała Ameryka z Chevy i Dodge jest tylko do kupienia jak i jedyne japońskie auto Civic! W grach konkurencji takiej dyskryminacji nie ma. Uważam, że jest to poniżej wszelkiej krytyki by nie można było choćby jednym autem danego producenta pośmigać po torze. Nie spotkałem się u konkurencji z tak durną selekcją samochodów pomiędzy dostępnymi i tymi za które muszę płacić. Słabo Evolution, bardzo słabo.

Same auta odwzorowane są jednak z dużą dbałością o detale. Karoserie mienią się odbitymi refleksami słońca, zarysowują się przy kontakcie. Blacharka skrzypi i gnie się w bardzo ograniczonym stopniu nie wpływając na to jak zachowuje się pojazd. Klosze zbierają kolejne rysy po dzwonach, lecz nie są elementem, który podlega jakimkolwiek uszkodzeniom ważnym dla rozgrywki. Ponadto w naszych pojazdach nie możemy dokonać żadnych zmian. Felgi, zderzaki, spojlery? Zapomnijcie, że w innych grach możecie to zmienić. Tutaj jedyną opcją personalizacji jest zmiana lakieru z ubogiej palety. Dodatkowo możemy wybrać sobie jeden z kilku wzorów malowań. Jak na grę o zacięciu multiplayerowym oraz społecznościowo – klubowym… żenada. Wielka szkoda, że twórcy nie stworzyli edytora malowań choćby takiego jak w NFS czy starym Juiced. Często zdarzy się, że trafimy na kogoś z identycznym wariantem malowania. Telemetria, ustawianie siły hamulców, ciśnienia opon, typu ogumienia, siły docisku? Szukajcie u konkurencji. Tutaj macie jedynie do wyboru siłę z jaką gra będzie za was hamować przy wchodzeniu w zakręt. Na plus zasługują jednak wnętrza aut, które są odwzorowane z dbałością. Widać tutaj różnice w fakturze materiałów. Przywiązanie do jakości detali stoi także na dobrym poziomie. Świetnie wykonano odbicia w lusterkach co w niektórych bardziej uznanych markach strasznie kuleje i jest traktowane po macoszemu.

Kiedy zaczynamy zmagania na torze, pierwsze co uda nam się zauważyć podczas kilku okrążeń to dziwny model jazdy wprowadzony przez twórców. Poplątanie z pomieszaniem arkadówki oraz symulacji. Z jednej strony gra zachęca do driftowania w arkadowym wydaniu, by za chwilę przy najmniejszym błędzie z dodaniem gazu dać nam po łapach obracając auto, nie dając szansy na wyratowanie sytuacji. W arkadowym trybie nie mogłem się odnaleźć ze względu na lekki model jazdy pozwalający z jednej strony na większą zabawę, a z drugiej karzący nas za np. ścinanie zakrętów. Ponadto uderzanie z dużą prędkością w barierki czy rywali prowadzi do kary w postaci blokowania na 2-3 sekundy prędkości do określonego poziomu. Jeśli twórcy już zrobili podział na arcade i hardcore, to mogli być konsekwentni i tego typu rzeczy zachować jednak dla wymagającego poziomu. Niemniej, każde auto trzeba wyczuć. Inaczej jeździ się przednionapędówką, która dziarsko wchodzi w zakręt, a niżeli typowym tylnonapędowcem zrywającym przyczepność przy za dużych obrotach. AWD spisują się świetnie i pozostaje czasami wrażenie, że tego diabelstwa nie ruszy nasz nawet największy błąd. W trybie hardcore lepiej poczują się doświadczeni gracze znający takie rzeczy jak drafting za rywalem, czyste wyprzedzanie oraz staranie się o utrzymanie idealnego toru jazdy. W trybie legendy odkrywamy swoje auto na nowo z jeszcze większym zapasem bestii pod karoserią. Tutaj już trzeba się napocić by wykręcić lepszy czas i wykazać się umiejętnościami, gdy chcemy walczyć o czołowe lokaty, tym bardziej, że AI nie popełnia błędów. Jeździ jak tramwaj po torach, nie przejmuje się zachowaniem gracza i taranuje. Wkurzające jest to, że gdy prowadzimy nawet o kilkaset metrów po najmniejszym błędzie, boty od razu są już na naszym tyłku. Dostają takiego kopa by tylko nas dorwać. Z drugiej strony, gdy grzejemy tyły stawki, gra spowalnia boty byśmy mieli szansę na dogonienie ich. Woda pojawiająca się na torze i zmienne warunki atmosferyczne, jak i pory dnia nie wpływają znacząco na zachowanie aut. Szkoda, ale jak widać twórcy złapali dwie srogi za ogon z czego obie im się wyrwały i nie za bardzo wiedzieli, jak poskładać to co zostało. Nie możemy w modelu jazdy zmienić kompletnie nic. Nie ma do wyboru ABS czy kontroli trakcji. Za to w autach, które posiadają rzeczywiście systemy KERS i DRS możemy je odpalić w grze. W ustawieniu pada, czy kierownicy decydujemy tylko o poziomie wibracji i mapowaniu przycisków, FFB oraz kącie obrotu.

Oprawa audio-wizualna stoi na bardzo wysokim poziomie. System płynnej zmiany pogody jak i cyklu dnia i nocy w trakcie wyścigów robi piorunujące wrażenie. Zaczynając wyścig w bezchmurny poranek, metę możemy osiągnąć wieczorową porą przy kanonadzie gromów w silnej burzy. Słońce pięknie odbija się w karoserii wraz z elementami otoczenia tworząc realistyczne odczucie siedzenia w kabinie. Z kamery nad maską możemy dokładnie zobaczyć nierówności warstwy lakierniczej, która załamuje odbity obraz. W deszczu krople ślizgają się ku tylnemu zderzakowi wędrując po przedniej szybie, podczas gdy wycieraczki walczą byśmy mogli zachować pole widzenia. Deszcz wygląda obłędnie i śmiem twierdzić, że jako efekt wizualny nie wpływający na rozgrywkę w takim stopniu jak w innych tytułach, powoduje opad szczęki. Gra świateł i cieni potęguje we właściwy sposób klimat nocnych zmagań. Udźwiękowienie produkcji stoi na podobnym poziomie i nie odstaje od warstwy wizualnej. Dźwięki inaczej rozchodzą się z kamery zza auta i inaczej je odbieramy z kabiny, gdzie są wygłuszone przez karoserię oraz materiały znajdujące się wewnątrz. Słychać różnicę w muzyce płynącej z wydechów różnych jednostek napędowych, świstanie turbo. Muzyka w grze jest, lecz raczej neutralna. Nie przeszkadza ani nie podbija klimatu. Dla mnie totalnie niezauważalna.

Podsumowując, DriveClub to produkcja dobra, ale nie wyróżniająca się na tle konkurencji. Z dobrym modelem jazdy w trybie hardcore i legendy oraz troszkę zepsutym w arcade przez implementacje opcji z wyższych poziomów. Ponadto to gra z pięknie wykonanymi samochodami i kapitalną oprawą graficzną, która nadal może śmiało konkurować z niektórymi rywalami. Jednocześnie, kiedy nie mamy znajomych chętnych do zakupu propozycji od Evolution, tytuł w samym trybie single po kilku godzinach robi się monotonny i nie zachęca do dalszego odblokowania kolejnych imprez. Brak tutaj jakiegoś pchnięcia gracza w karierze by parł przez kolejne zawody do osiągnięcia najważniejszych imprez. DriveClub to gra tak naprawdę do dodania na listę zakupów w późniejszym terminie niż w dzień premiery. Dobra na oczekiwanie na większe produkcje i do odstawienia na półkę po ich premierze. Można powiedzieć, że to idealny zapychacz na wyścigową posuchę.

Podsumowanie

Plusy:
+ model jazdy hard-core
+ oprawa wizualna i dźwiękowa
+ bicie rekordów znajomych

Minusy:
– skromna liczba producentów oraz aut
– brak możliwości ustawienia asyst
– monotonna
– brak zachęcenia gracza do kontynuowania kariery
– „doganianie” botów

Ocena: 60 km/h

0 0 głosy
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments