F1 Grand Prix Abu Dhabi 2018

Autor: MarK
Data: 01 grudnia 2018

W ostatnich latach finałowy wyścig sezonu raczej nie dostarczał wielkich emocji. Na szczęście F1 Grand Prix Abu Dhabi 2018 pozwoliło fanom cieszyć się wyścigami, pomimo dawno rozstrzygniętej walki o tytuł.

Wyścig w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ma pewną niepowtarzalną charakterystykę. Dość powiedzieć, że Yas Marina Circuit jest (przynajmniej według mnie) jednym z tych mniej irytujących torów autorstwa Hermanna Tilke. Do tego dochodzi fakt rozgrywania treningów w innych warunkach niż sam wyścig, czyli przed zachodem Słońca. W teorii taka mieszanka powinna gwarantować ciekawe wyścigi i sporo walki. Jednak, jako weekend kończący sezon, impreza nieraz musi mierzyć się z brakiem realnej walki w stawce, dla odmiany dając nam przepych i splendor z widocznym ogromnym budżetem by tylko pokazać się światu.

Tegoroczny wyścig był jednak bardzo specjalny pod wieloma względami. Przede wszystkim dla nas Polaków jako ten, przy którym ogłoszono powrót Roberta Kubicy do królowej motorsportów. Dla całego świata także ze względu na zakończenie kariery Fernando Alonso, ale też przez naprawdę duże przetasowania w składach na sezon 2019. W wyniku tych zmian dla dużej części kierowców był to ostatni wyścig w F1 (przynajmniej na razie) lub ostatni wyścig przed zmianą zespołu. To w połączeniu z presją, która już odpuściła, dało na torze dużo wzruszeń i pozytywnych emocji, przez co po prostu miło się śledziło ten weekend wyścigowy.

Przygrywka


Treningi przy świetle dziennym zaczęły się od prężenia muskułów przez Red Bull Racing. W kolejnych sesjach Red Bulle nieco odpuściły i na czele meldowały się Mercedesy. Jednak fakt przeprowadzania sesji treningowych za dnia, nie pozwala zespołom dokładnie sprawdzić ustawień na wyścig i kwalifikacje, które rozgrywane są po zmierzchu, nie dając tym samym jednoznacznej informacji o układzie sił w stawce.

Kiedy przyszło już jednak do samej sesji kwalifikacyjnej, rozkład sił okazał się idealnym obrazem tego sezonu. Po pierwszej części odpadł cały zespół Williamsa i Toro Rosso, a towarzystwa Panom dotrzymał Stoffel Vandoorne z McLarena. Fernando Alonso udało się awansować do Q2, jednak niemożliwe było wywalczenie czegokolwiek ponad to. Z resztą Alonso nigdy mistrzem kwalifikacji nie był, czego nawet sam nie ukrywał. Wraz z nim odpadli Ericsson, Sainz, Magnussen i Perez. Ostatnia część sesji nie przyniosła gigantycznych emocji i na starcie wyścigu zespoły ustawiły się rzędami. Poczynając od Hamiltona, który pewnie zgarnął Pole Position, ze startującym obok Bottasem, przez całe Ferrari i Red Bulla. Za bykami ustawili się szybsi reprezentanci zespołów środka stawki, czyli w kolejności: Grosjean, Leclerc, Ocon i Hulkenberg.

Spokojny początek… prawie


Start wyścigu przebiegł dość spokojnie, choć przez chwilę wydawało się, że Sebastian Vettel spróbuje rozdzielić dwa Mercedesy na czele. Z tyłu Fernando Alonso walczył by… mieć szanse na ukończenie wyścigu. Innymi słowy trzymał się w bardzo bezpiecznym dystansie od skrzydeł przeciwników, które ostatnio często go zahaczały. Skończyło się to stratą pozycji na torze, ale cel został osiągnięty i Hiszpan przetrwał start bez uszczerbku. Świetnie wystartował za to Leclerc, który uporał się z Haasem i Red Bullami i już po kilku zakrętach meldował się na piątej pozycji, podczas gdy Verstappen miał podczas startu wyraźne problemy, co zaowocowało spadkiem na dziesiąte miejsce.

Jednak już na pierwszym okrążeniu, za plecami Leclerca atakującego Ricciardo, po długiej prostej i dohamowaniu do szykany z zakrętów 8-9, doszło do bodaj jedynej w tym wyścigu kolizji, która w dodatku wyglądała dość niebezpiecznie. Atakujący Grosjeana Hulkenberg zrównał się z Haasem na wejściu w szykanę, ale przy wyjściu z niej przez zakręt numer 9., znajdujący się po zewnętrznej Nico kompletnie zamknął drogę bolidowi Romaina. Potem Hulkenberg przyznał, że po prostu nie widział już bolidu Haasa w lusterkach, stąd obrał taką linię jazdy myśląc, że nikogo po wewnętrznej już nie ma. Tymczasem Renault zahaczyło tylnym kołem o przednie bolidu Grosjeana i wyskoczyło w górę, zaliczając podwójne koziołkowanie. Nico, jak sam powiedział, „zawisł na pasach jak jakaś krowa” głową w dół w bolidzie opartym o bandę. W dodatku auto zaczęło się palić. Przez chwilę wyglądało to dość niebezpiecznie, na szczęście sytuację szybko opanowano.

Wznowienie rywalizacji przebiegło nad wyraz spokojnie. Wydawało się wręcz, że Vettel przespał restart i dał się zostawić w tyle za kierowcami Mercedesa. Tymczasem Max Verstappen przez chwilę mógł zwątpić, bo w jego bolidzie przegrzewał się silnik. Po każdym udanym ataku kierowcy Red Bulla na Ocona w Force India, ten był w stanie zaraz skontrować, z dość dużą przewagą prędkości na prostej. Ta „zabawa” trwała dłuższą chwilę, dostarczając widzom niezłych emocji. W końcu, po zaleconej przez inżyniera wyścigowego korekcie ustawień na kierownicy, problem udało się opanować i Max wrócił do swojego normalnego tempa wyścigowego, ostatecznie wyprzedzając kierowców Force India.

1  2  >> Następna strona

Najbliższe premiery

Speed Lista

Ankieta

Na jakiej platformie głównie grasz?















Partnerzy


Czas tworzenia: 0.4690 sekund(y). DB queries: 16.
Speed Zone używa cookie i innych technologii. Korzystając z wortalu wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Więcej informacji znajdziesz w Regulaminie