F1 Grand Prix Monako 2019

Autor: MarK
Data: 02 czerwca 2019

Grand Prix Monako 2019 może nie było legendarnym wydarzeniem, które zostanie zapamiętane na lata, ale dostarczyło nieco emocji, także polskim kibicom.

Nietypowy typ


Specyfika weekendu wyścigowego Grand Prix Monako powoduje, że dwie sesje treningowe odbywają się w czwartek, a piątek jest dniem przerwy by miasto – państwo mogło normalnie funkcjonować. W dodatku zawodnicy jeżdżą przecież po drogach publicznych, które pod wpływem intensywnego użytkowania przez bolidy wyścigowe mocno zmieniają swoje własności w trakcie weekendu. Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, w ciągu minionego roku wymieniono nieco ponad 70% nawierzchni składającej się na nitkę toru F1.

Wszystko to spowodowało, że czwartkowe treningi miały dość małą wartość, jeśli chodzi o określanie realnego tempa poszczególnych zawodników. Zdominował je Hamilton, ale także Red Bull pokazywał tempo przynajmniej porównywalne, jeśli nie lepsze od Ferrari. W piątek już najlepszym czasem, nieco zaskakująco, popisał się Charles Leclerc. Choć był szybszy od kierowców Mercedesa jedynie o włos, to był to kolejny przebłysk nowego nabytku Ferrari. Przebłysk, który Ferrari znów zmarnowało, podczas kolejnej sesji, ale o tym za chwilę. Nas cieszyć mogła minimalnie mniejsza strata Williamsa do reszty stawki, a także fakt iż, wbrew opiniom „speców”, Robert Kubica dawał sobie radę na najwęższym i najbardziej krętym torze w kalendarzu. Mało tego, na torze gdzie największy wpływ na tempo ma właśnie kierowca, Kubica dawał sobie radę naprawdę nieźle.

Nietypowe kwalifikacje


Kwalifikacje rozpoczęły się oczywiście od odpadnięcia Williamsa, całego zespołu Racing Point, który poczyna sobie coraz słabiej oraz… dramatu Ferrari. Najpierw Leclerc wykręcił niezły czas, więc zjechał do boksów, w tym samym czasie Vettel popełnił błąd, dotknął ściany i musiał zjechać do zespołu na sprawdzenie auta, bez wykręcania żadnego dobrego czasu. Powrócił na tor w ostatniej chwili by się poprawić, jednak warunki na torze poprawiały się tak szybko (nawet czasy Williamsów poprawiały się o kilka dziesiątych), że po chwili Leclerc, którego zespół zapewnił, że może wysiąść z auta, bo jest pewien awansu, znalazł się na miejscu zagrożonym spadkiem. Niecałe dwie minuty później Sebastian Vettel wykręcił czas ratujący go przed odpadnięciem, spychając tym samym do tej strefy swojego zespołowego kolegę. Tym oto durnym sposobem Ferrari po raz kolejny samo pozbawiło się szans na walkę z Mercedesem i ich najszybszy zawodnik z góry mógł zapomnieć o dobrym wyniku.

Kolejne sesje przebiegały już nieco bardziej standardowo, choć zaskakująco szybko (bo już w Q2) odpadł cały zespół Alfa Romeo, który podczas treningów meldował się w pierwszej dziesiątce. W ostatniej sesji świetnym czasem popisał się Bottas, ale ostatecznie został pobity przez Hamiltona, zapewniającego sobie kolejne pole position. Trzeci na starcie ustawił się Verstappen, a Vettel dopiero jako czwarty. Z piątym czasem zameldował się Gasly, natomiast miłą niespodzianką było załapanie się całego Toro Rosso do pierwszej dziesiątki.

Nietypowe ataki


Przebieg wyścigu w Monako jest specyficzny tak bardzo, jak i sam tor. Wyprzedzać się tu nie da, bo po prostu nie ma miejsca, tak jak i nie ma miejsca na błąd. Jeśli już coś się dzieje, to są to wydarzenia raczej spektakularne. Tym razem jednak nic spektakularnego się nie wydarzyło, a najwięcej działo się z tyłu, gdzie Robertowi Kubicy udało się przeskoczyć o dwa miejsca do przodu, co w Monaco jest już niemałym wyczynem.

Nieco dalej na przedzie niesamowitymi manewrami popisywał się rozwścieczony postawą swojego zespołu Charles Leclerc. Pomimo poleceń by jechać dość spokojnie, Charles jechał niesamowicie agresywnie. Najpierw wyprzedził na nawrocie Lando Norrisa, a nieco później Grosjeana w Rascasse. Jechał po torze w Monako, jakby to był każdy inny tor z miejscem do wyprzedzania. Już na kolejnym okrążeniu po udanym ataku na kierowcę Haasa, Leclerc znalazł się za plecami Hulkenbarga i przypuścił atak w tym samym miejscu.

To by było wręcz nierealne gdyby się udało, ale skończyło się zdecydowanie gorzej. Bolidowi Ferrari zabrakło dosłownie kilku centymetrów by zmieścić się w torze. Te kilka brakujących centymetrów oznaczało uderzenie prawą tylną oponą o bandę i flaka. Leclerc mógł zapobiegawczo od razu zjechać do boksów, ale tego nie zrobił, a wiadomość o przebitej oponie dostał kilkadziesiąt metrów po minięciu zjazdu do boksów. Wystarczyło, by resztki opony kompletnie się rozdarły i dosłownie rozmontowały tylną część podłogi Ferrari do stanu, gdzie nie było nawet jej strzępów. Leclerc zjechał mocno uszkodzonym autem po nowy komplet kół, ale od razu po powrocie zaczął meldować, że praktycznie nie da się jechać bolidem w takim stanie.

1  2  >> Następna strona

Najbliższe premiery

Ankieta

Planujesz zakup Need for Speed Heat?











Speed Lista

Partnerzy


Speed Zone używa cookie i innych technologii. Korzystając z wortalu wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Więcej informacji znajdziesz w Regulaminie