Recenzje

Recenzja Colin McRae: DIRT

Wprowadzenie

Colin Steele McRae (ur. 5 sierpnia 1968 w Lanark, Szkocja, zm. 15 września 2007 tamże) — szkocki kierowca rajdowy. Syn Jimmy’ego McRae, 5-krotnego rajdowego mistrza Wielkiej Brytanii. Colin McRae był jednym z najsłynniejszych kierowców rajdowych na świecie. Wiele osób zapamiętało go również przez serię gier komputerowych Colin McRae Rally, która była promowana jego nazwiskiem.

W latach 1991 i 1992, Colin zdobył mistrzostwo Wielkiej Brytanii. Trzy lata później po raz pierwszy i jedyny został mistrzem świata. W Wielkiej Brytanii przyznano mu za zdobycie mistrzostwa jedno z najwyższych odznaczeń: Member of the British Empire (MBE). 15 września 2007 r. Colin McRae zginął w katastrofie pilotowanego przez siebie śmigłowca, pozostałe trzy ofiary to pasażerowie maszyny: 5-letni syn Colina – Johnny Gavin McRae, 6-letni Ben Porcelli, kolega Johnny’ego, z którym chłopiec bawił się przed wypadkiem oraz Graeme Duncan, przyjaciel rodziny.

Czy to nadal Colin?

Fani serii wyścigów, która w przyszłym roku będzie obchodzić dziesięciolecie, z pewnością gdy po raz pierwszy zobaczą ich najnowszą odsłonę – DiRT, nieźle się zdziwią. Gra ma o wiele więcej wspólnego z Rallisport Challenge ze stajni Digital Illusions niż z poprzednimi częściami Colin McRae Rally. Czy to oznacza, że Codemasters zawiodło? Absolutnie nie. Mimo że zwolennicy podejścia do tematu od strony symulacji z pewnością zauważą nieco bardziej arcade’owy kierunek, w DiRT nie wypada nie zagrać, a już na pewno grzechem byłoby na niego nie popatrzeć…

Graficzny szok…

W nowej odsłonie Colina, w której jeździmy po bezdrożach, po prostu nie ma innej opcji jak zacząć opis generalny od warstwy graficznej produkcji. W ostatnim czasie było trochę wyścigów w których mogliśmy pozachwycać się stroną wizualną, ale to co pokazuje sobą DiRT bije na głowę wszystkie te pozycje. Na tę chwilę jest to jedna z najbardziej powalająco wyglądających gier w jakie przyszło mi grać. Pojazdy są świetnie renderowane i posiadają ogromną ilość detali co jeszcze dokładniej widać w czasie stłuczek. Podziwiać możemy samochody klasyczne i nowoczesne, z napędem na dwa lub cztery koła. Wystarczy spojrzeć na Mitsubishi Lancer Evolution IX czy Peugeota 307 albo Subaru Imprezę z 2006 żeby wiedzieć co mam na myśli pod określeniem „piękna grafika”. Colin to jednak nie tylko słynne samochody, ale i pojazdy typu buggy i ciężarówki o niskim zawieszeniu. A co dzieje się gdy na drodze zdarzy się wypadek? Tracimy zderzak, drzwi, wypadają nam szyby z samochodu, a lakier rysuje się. Wygląda to tak realistycznie jak w żadnej innej grze do tej pory. Krajobrazy, które przyszło mi zobaczyć również spowodowały, że musiałem żuchwę zbierać z podłogi.

Padający na asfalt deszcz w Japonii czy zakurzone bezdroża we Włoszech albo błotniste okolice wiejskie w Wielkiej Brytanii – nie ma tu elementu, który mógłby zawieść. Doskonale działa system oświetleń, dzięki któremu nie tylko widać otaczającą samochód naturę w odbiciu karoserii, ale i można poczuć niepowtarzalny klimat każdego toru. Dech w piersiach zapiera popołudniowa jazda po pustynnych wzniesieniach. Oczywiście zniszczyć można nie tylko swój samochód, ale i otoczenie: płoty, barierki, krzaki i wszystko inne co nie jest na stałe uziemione. A skoro już o podłożu mówimy, cały piach, brud i błoto osadza się na pojeździe, co sprawia, że podtytuł kolejnej części wyścigów jest absolutnym strzałem w dziesiątkę.

…za który słono płacimy

Naiwnym jest ten, kto myślał, że za te zachwyty nie będzie trzeba słono zapłacić. Aby grać w DiRT i czerpać z niego maksimum przyjemności, trzeba mieć prawdziwą maszynę do gier, a przy okazji i do pieniędzy. Nie będę ukrywał, że podczas zabawy wielokrotnie ilość klatek na sekundę skakała na moim komputerze jak oszalała, zwłaszcza gdy na ekranie pojawiało się więcej wozów. Podobny problem ma mój znajomy na konsoli Xbox360, ale szkopuł w tym, że nawet na prawdziwie high-endowym sprzęcie, Colin w pełnej krasie i tak się krztusi. Przede wszystkim wypada mieć kartę graficzną obsługującą DirectXa w wersji 10 z 768MB pamięci.

W związku z tym od razu można zaopatrzyć się w Windowsa Vistę. Od siebie radziłbym jeszcze procesor Intel Core 2 Duo i z 2GB pamięci RAM. To oczywiście nie zawsze wystarcza by gra działała płynnie przy włączonych wszystkich detalach. Gracze nie inwestujący często w swój komputer, będą mogli co najwyżej pooglądać świetnie zrealizowane menu gry. Składa się ono z wielu ramek prezentujących informacje, między którymi można się poruszać – przybliżać je i oddalać. Nawet ekrany pokazujące ładowanie się toru są świetne, bo pokazują statystyki z naszej gry, takie jak najczęściej wybierane pojazdy, średnią prędkość jaką osiągaliśmy, a nawet ulubioną nawierzchnię, na której najczęściej jeździliśmy.

Warstwa dźwiękowa

Jeśli chodzi o stronę dźwiękową, nie jest już tak cudownie jak w przypadku grafiki, co nie znaczy, że jest słabo lub choćby przeciętnie. Każdy z pojazdów ma unikalny odgłos silnika. Świetnie nagrane zostały odgłosy zderzeń i inne efekty, które słychać na torze. Gra nie posiada soundtracku, ale instrumentalne kawałki, które słychać w menu i w czasie replayów.

Wszystkie one stoją na dobrym poziomie. Przyczepić można się natomiast do pilota, który brzmi po prostu nieprzyjemnie. W dodatku jego pojawiające się co jakiś czas komentarze, mające być zabawnymi, po jakimś czasie zaczynają nieco irytować. Z drugiej strony, pilot przed rozpoczęciem wyścigu daje bardzo ciekawe i dobre rady dotyczące zachowania się na torze.

Konkrety

Tak się pozachwycałem jak to dawno nie miałem okazji czynić. Nie oceniając jednak książki po okładce, przejdźmy do sedna. Gra oferuje sześć różnych dyscyplin, które większości graczy mogą wydać się nieco egzotyczne. Jest tu bowiem m.in. mało popularny w Polsce rallycross czy hillclimb i, być może kojarzony przez część osób crossover. Na szczęście każdy z wyścigów jest szczegółowo opisany przez narratora, a pierwsze potyczki w każdej z dyscyplin są bardzo łatwe. Część z tras na których przychodzi nam się ścigać jest bardzo popularnych. Np. w hillclimbie, czyli wyścigu górskim, dostępny jest Pikes Peak znajdujący się w stanie Kolorado, który liczy 156 zakrętów na 20 kilometrach długości. Największe różnice między konkurencjami to najczęściej sposób prowadzenia danego typu pojazdu. Mimo wszystko jednak postawiono na arcade’owe rozwiązania, dzięki czemu bardzo szybko można nauczyć się kierowania nawet najbardziej opornie wyglądających samochodów. Nie ma obawy, że w pewnym momencie gra stanie się zbyt łatwa. Wystarczy wtedy zmienić poziom trudności. Im wyższy tym przeciwnicy stają się bardziej wymagający.

Zwolennicy ekstremalnych doznań od razu niech ustawią najwyższy poziom. Po jednej stłuczce zostaną odesłani przez organizatorów do domu. DiRT wciąga, jest uzależniający i zdecydowanie potrafi stanowić wyzwanie dla każdego gracza. W dodatku widoki zza siedzenia kierowcy pozwalają na jeszcze głębsze wczucie się w klimat wyścigów. Trzeba zaznaczyć, że kamera umiejscowiona w tym miejscu zdecydowanie spełnia swoje zadanie, co nie jest częstą cechą w tego typu grach.

Tryb kariery

To chyba to, co większość osób lubi najbardziej. Nie pojedyncze wyścigi i turnieje, ale właśnie tryb kariery, który zresztą w DiRT został świetnie skonstruowany. W czasie gry pniemy się w górę po drabince wydarzeń. Za wygrane wyścigi otrzymujemy punkty, dzięki którym możemy odkrywać nowe warstwy trybu i otrzymać pieniądze na kolejne pojazdy i dodatki do nich. Ponad 60 turniejów, 50 pojazdów do odkrycia i 180 dodatków do nich zajmuje nam długie godziny. Rozpoczynając przygodę na samym dole rankingu (na szczeblu pierwszym), przed nami jest 11 różnych wyścigów i tyleż szczebli.

Awans wyżej zależy od ilości punktów zdobytych w czasie wyścigu. Im lepiej idzie nam gra, tym stawia ona przed nami większe wyzwania, ale wyposaża nas też w lepsze samochody, które mają poruszać się już nie po prostych, ale wyboistych drogach w których pilot nie może nadążyć nad następującymi jeden po drugim zakrętami. To świetny system, bo pozwala słabszym graczom dłużej uczyć się dobrej jazdy, a lepszym pozwala pominąć poziom trudności, który może ich tylko zanudzić. Dodatkowo, przed każdym wyścigiem można ręcznie zmienić poziom, gdy np. zdarzy nam się gdzieś utknąć na dobre.

Przeżyj to jeszcze raz

Warta odnotowania jest opcja replayów. Nie będę ukrywał, że w prawie każdej grze, czy to są wyścigi, czy jakaś inna symulacja sportu, gdy pojawia się w rogu ekranu charakterystyczna literka R, uparcie naciskam ESC by pominąć ten mało interesujący mnie element. Jednak w przypadku nowego Colina jest inaczej. Można tutaj stworzyć bardzo interesujący filmik, składający się z różnych ujęć kamery, przyspieszonego lub zwolnionego tempa akcji, a to wszystko by nagrać demo, które będzie wyglądać jak prawdziwa relacja telewizyjna.

Multiplayer

Tryb gry wieloosobowej to jedyny element DiRT, który naprawdę zawodzi. Dostępne są tu tylko dwie dyscypliny – zwykły wyścig i górski. Przy czym obie nie pozwalają na bezpośredni kontakt z przeciwnikami, a jest to tylko i wyłącznie walka na czas. W praktyce oznacza to, że obietnice o możliwości walki nawet z setką innych pojazdów była nieco myląca, bo tak naprawdę chodzi o to, że przejeżdżamy trasę zupełnie tak samo jak w trybie offline i po chwili możemy zobaczyć tabelę w której znajdujemy się na miejscu X pośród innych osób, które w tym samym czasie również jeździły na tym samym torze.

To nie koniec negatywów. Jeszcze przed przystąpieniem do regularnej części gry, widzimy tabelę na której głosuje się na którym torze chcemy jeździć. Lista za każdym razem jest losowo wybierana. Krótko mówiąc, nie dość, że nie możemy właściwie wybrać miejsca gdzie chcemy jeździć, to w dodatku nie ma również opcji wyboru pojazdu, którym będziemy się ścigać. Seria Colin McRae nigdy nie była znana z rewelacyjnego trybu multiplayer, ale tym razem, przy takim podejściu on praktycznie nie istnieje, co jest dużym zawodem biorąc pod uwagę wiele dyscyplin do wyboru dla pojedynczego gracza.

Słodkie podsumowanie

Dziwnie czuję się pisząc to podsumowanie. Naprawdę dawno nie testowałem gry, która byłaby tak bliska doskonałości jak Colin McRae DiRT. Praktycznie zawodzi tu tylko tryb multiplayer. Poza tym tytuł jest niesamowicie grywalny, a grafika powala w takim stopniu, że nawet na stopklatki związane z wysokimi wymaganiami po pewnym czasie już się nie zwraca uwagi. Najnowszy Colin to klasa sama w sobie i bez wątpienia powinien on się znaleźć w prywatnej bibliotece każdego fana wyścigów.

W tej chwili jest to zdecydowanie najlepsza część serii, która wprowadziła do niej powiew świeżości i sprawiła, że jeszcze długo o niej nie zapomnimy.


Colin McRae: DIRT


Codemasters

Codemasters


P4 3GHz, 1GB Ram, karta grafiki z PS 3.0


rewolucyjna grafika


dźwięk


świetne dyscypliny


tryb kariery


grywalność


multiplayer


wymagany high-endowy sprzęt

Ocena: 90 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments