Recenzje

Recenzja Colin McRae Rally 2005

Colin McRae – postać znana chyba wszystkim fanom motoryzacji i nie tylko. Jego nazwiskiem była sygnowana także jedna z najlepszych gier rajdowych. Była…bo o piątej części z tej serii nie możemy tego powiedzieć. Polityka Codemasters jest bardzo podobna do wyścigu rajdowego – pierwszą częścią podbili rynek, nie oglądając się na boki mknęli do przodu przez zakręty z maksymalną prędkością wydając część drugą, która na owe czasy była fenomenalna i wciąż taka pozostaje, na jednym z łuków najwyraźniej jednak kodziarze wypadli z trasy i wydali beznadziejną część trzecią, która rozczarowała wszystkich fanów tej serii. Mistrzowie kodu szybko się pozbierali i wrzucili najwyższy bieg wydając część 4, która była tak naprawdę wciąż grywaną częścią 2 w nowej szacie. Idąc za ciosem…i najwyraźniej za zapachem pieniędzy twórcy Colina postanowili w pół roku przygotować kolejną część. W tak krótkim czasie można co najwyżej zepsuć aniżeli poprawić – rozkręcić samochód i nie zdążyć go złożyć.

Pierwsza rzecz, którą przeklinamy już od początku to sterowanie. Czynnik, dzięki któremu jakby nie było gra Colin McRae odniosła sukces, tutaj został potraktowany po macoszemu. Jadąc jakimkolwiek autem mamy wrażenie, że sterujemy dużym, drewnianym klockiem na czterech kółkach, a nie nowoczesną maszyną WRC z napędem na wszystkie koła i aktywnymi dyframi. Przez jakiś czas gracz rozróznia tylko „drogę” i „teren poza nią”. Po pewnym czasie oczywiście idzie się przyzwyczaić i zaczynamy przed zakrętami ustawiać się po lewej czy to prawej stronie drogi, poślizgi kontrolujemy, a jadąc po poboczu omijamy znaki i drzewa. Omijamy choć wcale nie zawsze musimy. W porównaniu do części czwartej, tutaj jadąc z odpowiednio dużą szybkością, przydrożne znaki i słupki skosimy z niewielkim odchyleniem od toru jazdy. A co z drzewami ? Te wciąż pozostają „nieczułe” na nasze zabawy w drwala…no może nie do końca bo po uderzeniu ujrzymy parę spadających listków, a niewielkie krzewy trochę nas tylko przyhamują.

A w kosiarza znaków i małych krzaczków możemy bawić się w 9 krajach. Do rajdów Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Grecji, USA, Japonii, Szwecji, Australii i Finlandii został dodany rajd Niemiec wraz z osadzonym w nim odcinkiem pokazowym, które są jeszcze tylko w USA, Japonii i Szwecji. Trzeba przyznać, że trasy w Niemczech są ciekawe i dość zróżnicowane. Wyjeżdżając z szutrów w lesie trafimy na asfalt i płyty betonowe, które ciągną się wzdłuż niemieckich wiejskich krajobrazów, a te są naprawdę ładne. W Australii czujemy wysoką temperaturę, słońce świeci nam po oczach, a kurz ciągnie się za samochodem przez cały czas. W Szwecji natomiast wszędzie biało aż po horyzont. Kibice opatuleni stoją przy barierkach podziwiając auta jadące… prosto na nich. Na niektórych trasach rozmieszczenie kibiców jest wręcz idiotyczne i często powodowało u mnie pianę na ustach. Czasem nie sposób nie wjechać w nich jeśli stoją po zewnętrznej zakrętu ! Wtedy pozycja auta jest resetowana, a my tracimy cenne sekundy. Sekundy, które i tak pewnie odrobimy, bo na normalnym poziomie trudności przejście całej Kariery nie jest trudnym wyczynem. Dopiero gdy przestawimy go na „wysoki” zaczynają się schody w przechodzeniu poszczególnych szczebli kariery, która jak gwarantują napisy na pudełku, jest nieliniowa. Bo jest, tyle że aby ścigać się w rajdach o wyższej randze musimy zdobyć punkty w rajdach o niższego stopnia co sprowadza się do tego, że i tak podczas tych 12 godzin, bo średnio właśnie tyle potrzeba czasu na przejście tego trybu, weźmiemy udział w prawie wszystkich imprezach jakie są na drzewku naszej kariery. No ale tylko w ten sposób możemy odblokować wszystkie samochody (nie licząc kodów), a jest ich naprawdę dużo za co należy się spory plus.

Wszystkie 34 auta są podzielone na kilka grup. Jak zawsze możemy pojeździć Imprezą WRX, Lancerem, 206, Focusem oraz Xarą. Z pozostałych aut należy wymienić takie rodzynki jak Celica GT-Four, Lancia Stratos, Alfetta GTV, Audi Quattro, a także kilka nowych aut jak Fiesta Concept, Golf V GTI, Celica GT-S czy Audi A3. Do dyspozycji oddano nam także aż trzy wozy terenowe: Land Rover Freelander, Mitsubishi Shogun Montero i Nissan Pickup. W pozostałych trybach gry nic się nie zmieniło. Wciąż mamy do dyspozycji próbę czasową oraz normalne Mistrzostwa. W „Wyzwaniu” może grać aż czwórka graczy jednocześnie na dzielonym ekranie lub w trybie alternatywnym.
Jak już wspomniałem, krajobrazy w Colinie są naprawdę ładne. Sama grafika jednak nie powala na kolana. Kibice to wciąż płaskie kartony. Nadal nie mogę pojąć dziwnego zabiegu, który polega na rozmazaniu otoczenia przy starcie oraz w powtórkach, nie za ciekawy efekt. Zrozumiały jest on natomiast w momencie uderzenia auta w jakąś przeszkodę. Wówczas ekran nieco się rozmazuje i przechyla na boki. Samochody są dopieszczone. Zdrapuje się nawet lakier z tym że pozostawia po sobie tylko białe plamy co nie wygląda zbyt realistycznie. Zniszczenia jednak są niewspółmierne do siły uderzenia – cały rajd można przejechać bez strefy serwisowej. Czasem się coś wgniecie mocniej przy uderzeniu z prędkością 50 km/h niż przy dzwonie ze 150 km/h. Podczas całej kariery ani razu nie odpadło mi nawet koło co w poprzedniej części zdarzało się dość często. Wciąż drażni latający na wszystkie strony tłumik. Ogólnie rzecz biorąc w tej kwestii „Kodziarze” znowu popsuli.

Kolejną denerwującą rzeczą jest kamera zza samochodu. Jadąc z górki jedziemy po prostu na czuja. Całą drogę przysłania nam auto. Do ręcznej skrzyni biegów też trzeba się przyzwyczaić gdyż przerzucanie biegów nie jest zbyt płynne, a i nie zawsze działa ona jak należy nawet w sprawnych w 100% autach.
Do dźwięku nie można się zbytni przyczepić bo za wiele go nie ma. Same wskazówki pilotów są wyraźne i zrozumiałe. Silniki to jednak wciąż bzyczące komary a nie 300 konne rajdówki. Wracając do pilotów, w polskiej wersji mamy aż czworo do wyboru: Nicky Grist, Leszek Kuzaj, polski lektor oraz… typowa blondynka, która potrafi rozśmieszyć podczas jazdy swoimi komentarzami, a to głównie za sprawą CD Projekt, która jak zwykle odwaliła kawał dobrej roboty profesjonalnie spolszczając grę.

Podsumowując, piątą odsłonę serii Colin McRae można zaliczyć do nieudanych. Poczynając od sterowania, które psuje całą zabawę, kończąc na beznadziejnym modelu zniszczeń, gra nie przyciąga na dłużej do monitora. Ma oczywiście swoje plusy jednak nie są one tak znaczące i jest ich o wiele mniej od wad. No bo kto przecież zdecyduje się na kupno wolnego i cały czas się psującego auta bez kierownicy ale za to z najnowszym odtwarzaczem CD i skórzaną tapicerką?

Colin
McRae Rally 2005

Codemasters CD-Projekt

P4 2 GHz, 512MB RAM, karta grafiki 64 MB


dużo zróżnicowanych
aut


ładne krajobrazy


szczegółowa
odwzorowanie aut


model zniszczeń


sterowanie
niezniszczalne drzewa
dźwięk silników

Ocena: 75 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments