Recenzje

Recenzja Crashday

Let’s Get The party started

Zasiadając do komputera, miałem przed sobą czystą i pachnąca nowością płytkę. Wrzuciłem ją do napędu, w pośpiechu zainstalowałem i drżącą ręką odpalam ikonkę dumnie podpisaną Crashday. Długo czekałem, aż wpadnie mi w ręce ten tytuł. Nie przeczę, że po przeczytaniu demotestu, nie żywiłem zbyt wielkich nadziei względem tego tytułu. No, ale wracając do testu. Oglądając intro byłem mile zaskoczony jakością grafiki i przygotowaniem scenek zapowiadających grę. Nie wytrzymałem napięcia i nacisnąłem ESC…

Zaczęło się

Przed moimi oczami, pokazało się ładnie wyglądające, intuicyjne menu główne. Po krótkiej chwili grzebania w ustawieniach, skonfigurowaniu grafiki i kontrolera, ruszyłem w dalsze zakamarki menu. Pierwszą rzeczą, jaka mnie niemile zaskoczyła, były zmienione nazwy samochodów, oraz same pojazdy. Nie są takie jak oryginały „znane” nam z dróg. Ale cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Postanowiłem więc wybrać „coś”, co wyglądało jak Lamborghini Diablo. Dalej czekało mnie już tylko wyruszenie na trasę…

Kto dał tyle masła!?

Jadę sobie po prostej drodze, niby nic nadzwyczajnego. Osiągi są dość przeciętne, jak na takie „monstrum”. Crashday na pewno symulatorem nie będzie, ale przecież nie miała to być gra symulacyjna. Samochód na każdym zakręcie ślizga się jak na lodowisku. Troszkę to irytujące i na początku bardzo ciężko się do tego przyzwyczaić. Jednak po kilku zaliczonych ślizgach i jeszcze większej liczbie wycieczek poza trasę, idzie to cudo opanować. Grafika w grze jest na wysokim poziomie, ale zdarzają się też małe niedopatrzenia, jak na przykład krzaczki na poboczach. Możemy na takiego „petenta” wjechać, a on będzie nam wystawał z dachu. Troszkę to mało realistyczne. Zapewne większość graczy nie zwróci uwagi na taki szczegół, ale na pewno zwróci uwagę na zachowanie się samochodu w zakrętach. Nasz pojazd przy wjeździe na nasyp z dużą prędkością, prawie w ogóle nie odrywa się od ziemi, a jeśli już to na bardzo krótki czas. Nie ma efektu wybicia, a górki na poboczach są naprawdę niemałe.

Karierę czas zacząć

Co by to była za gra, gdyby nie było w niej trybu kariery i możliwości odblokowania wielu akcesoriów do naszego ukochanego wózka oraz kilku zablokowanych na początku tras i minigier? Cała idea gry, opiera się więc na walce z rywalami i odblokowywaniu kolejnych tras.
W opcjach kariery możemy odwiedzać garaż oraz sklep. Przy odpowiednim stanie naszego portfela możemy nabyć tam wszystko, co będzie przydatne podczas wyścigów oraz zmagań. Od gadżetów rodem z Pimp my Ride, aż po akcesoria militarne oraz części do tuningu mechanicznego. Sam tuning nie jest raczej zbyt rozbudowany, opiera się bowiem jedynie na zmianach body-kitów, zawieszenia i wzmocnienia silnika w ogólnym tego słowa znaczeniu. Nie zmienia to faktu, że jest to kolejna gra, w której idea ulepszania samochodu została wzięta pod uwagę. Gdy już po czasie będzie nas stać na wszystkie ulepszenia do samochodu stanie się on „czołgiem” lub, jak kto woli „zabójcą na kołach”.

Uwaga jadę, czyli ratuj się, kto może.

Do dyspozycji gracza oddano 12 samochodów. Możemy je nazwać replikami, bo jak już wspomniałem autorzy nie wykupili licencji. Od imitacji starego Mustanga, aż po najnowsze cuda techniki, jak Lamborghini Gallardo, Nissan Skyline i Dodge RAM. Nie wymienię wszystkich, żeby pozostawić graczom troszkę satysfakcji z możliwości odkrycia samemu, co to jeszcze ich czeka.
W menu głównym, widnieje również ciekawa opcja, podpisana jako „Track Editor”. Za jego pomocą, możemy sami stworzyć swój tor, na którym będziemy ćwiczyć umiejętności. Stworzenie własnej trasy jest jak zabawa klockami Lego – szukamy elementu i dopasowujemy go tam, gdzie chcemy i tak powstaje nasza trasa. Potem ustawiamy miejsce startu i ruszamy na zwiedzanie naszego dzieła.

Single Event, czyli róbcie co chcecie…

Jak w każdej grze samochodowej, także tutaj odnajdziemy tryb pojedynczej jazdy. Mamy w niej do wyboru kilka trybów:
– Wrecking Match, czyli tryb, w którym musimy zniszczyć wszystko, co wjedzie nam przed maskę. W tym wyścigu nie ma zasad, strzelaj, uderzaj, zmiataj z powierzchni Ziemi. To główne założenia tego trybu.
– Stunt Show, tu kłania się dawna gra Stunt GP, bądź seria Tony Hawk’s Pro Skater, tylko zamiast deski dają nam furkę. Określona trasa i możliwość wykonywania przeróżnych tricków. Skoki, salta, przewroty, beczki, i wiele wiele innych, to od nas zależy, co będziemy robić.
– Hold The Flag, tryb do złudzenia podobny do gier FPP. Dwie drużyny, z których każda stara się zdobyć flagę i dowieźć ja do swojej bazy.
– Race, tu chyba nie trzeba wiele pisać, wyścig od startu do mety, kto pierwszy ten lepszy.
– Pass The Bomb, bardzo ciekawe zadanie. Wozimy na dachu bombę i zanim wybuchnie musimy ją przekazać innemu uczestnikowi wyścigu.
– Bomb Run, tryb, w którym jedziemy sami z bombą na dachu, po przekroczeniu określonej prędkości bomba zostaje uzbrojona. Motyw zaczerpnięty z filmu Speed. Nie wolno nam jechać poniżej tej prędkości, bo trafimy do piachu. Jedyną uwagą jest to, że po przejechaniu kolejnych Checkpointów, minimalna prędkość wzrasta.
– Test Drive, jak nazwa wskazuje, wolna jazda. Zabieramy nasz wózek, żeby się troszkę przewietrzył.

Dodatki i inne wynalazki

W grze dostępne jest również menu „Mini Games”, czyli zestaw małych gierek. Na samym początku mamy tam trzy zadania,. Każde jest podzielone na dwa poziomy, z tym, że drugi poziom musimy sobie odblokować. Tymi trybami są: skoki, jazda po prostej w wyładowanym po brzegi ładunkami wybuchowymi samochodzie oraz wyścig.
Pierwsza gierka, to popularna zabawa w Małysza, tylko zamiast nart dostajemy samochód i mamucią skocznie. Rozpędzamy się, jak najbardziej damy rade i lecimy, lecimy, lecimy, aż w końcu spadniemy.
Drugi wyścig to coś z stylu draga, tylko z niezbyt przyjemnym „pasażerem”. Mianowicie wieziemy ze sobą cała masę ładunków wybuchowych, które wybuchną w określonym odstępie czasu od momentu startu. Założenie jest takie, aby w tym czasie dojechać do rampy i wyskoczyć z niej. Podczas lotu rozsadzi nasze auto, a wynikiem będzie odległość, jaką przeleciał i prześlizgnął się nasz samochód.
Trzeci tryb to już klasyczny wyścig od jednego punktu kontrolnego do drugiego.

No to fruńcie

Muszę przyznać, że twórcy postarali się, aby stworzyć dobrą grę. Te małe minusy, które wymieniłem, nie wpływają znacznie na całość. Do sterowania można się przyzwyczaić, a te niewielkie błędy graficzne można pominąć. Jedynie zachowanie się samochodu w zakrętach budzi mieszane uczucia, ale na to nie mamy wpływu. Te uchybienia jednak są niczym w porównaniu do plusów tej gry. Można do nich zaliczyć między innymi rewelacyjne dopracowanie modelu samochodu, zniszczeń i zderzeń, wyglądu tras i pomysł połączenia tylu gier w jedną całość.
W skrócie, podsumowując grę, jeśli lubisz demolkę i fajne wózki, to bez wątpienia jest to tytuł dla Ciebie.


Crashday


Moonbyte

OniGames


P4 1.5GHz, 512MB RAM, akcelerator 64MB


genialny model zniszczeń samochodów


fotorealistyczna grafika 3D


oprawa dźwiękowa


intuicyjność


rozbudowanie trybów gry


dziwne prowadzenie samochodu


lekko nienaturalna fizyka jazdy


zmienione nazwy pojazdów

Ocena: 90 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments