Recenzje

Recenzja DIRT 5 – najpiękniejszy, zmarnowany potencjał jaki widziałem

DIRT 5 to mokry sen marketingowca. Gra przepiękna, o świetnej optymalizacji i z masą zawartości oraz trybów. Dopracowana, z doskonałym dźwiękiem, a nawet głośnymi nazwiskami w roli narratorów. Skusi się na nią też masa osób zwabionych głośną marką, chęcią wytestowania trybu 120hz na konsolach nowej generacji lub wyciśnięcia ostatnich soków z karty graficznej komputera. I pozornie wszyscy będą zadowoleni.

Wodotryski

Nowa odsłona Codemasters to zdecydowanie magnum opus w kwestii prezentacji. Szczegółowość i jakość konwencjonalnej grafiki została podniesiona do poziomu, w którym ciężko skrytykować jakikolwiek jej aspekt, poza subiektywnymi odczuciami względem kolorystyki produkcji. Piszę o „konwencjonalnej” grafice, gdyż studio nie pokusiło się o obliczanie cieni z pomocą ray tracingu. Mimo to odbić jest pełno, a gra cieni i kontrastu kolorów to główny aspekt strony artystycznej. Nie trzeba się martwić dbałością o detale pojazdów, wszakże Codemasters kilka już gier temu wyniosło ten aspekt na wyżyny. Natomiast w tej produkcji największym skokiem jakości są niesamowite trasy, na których widać odległe panoramy niespotykanej do tej pory szczegółowości. Pejzaże malujące się na trasach Chin, Utah, czy we Włoszech to najdoskonalsze widoki jakie widziałem tego roku w grach i to nie tylko tych wyścigowych.

Efektownie

Osobny akapit muszę poświęcić na efekty graficzne. Sprawiły one, że jeszcze bardziej można przypieczętować pozycję w topce najładniejszych gier tego roku. Zaczynając od odbić, których jest masa – są doskonale osadzone w świecie za sprawą dopracowanego silnika graficznego DIRTa 5, a spotęgowane przez oświetlenie tras. Od lampionów na trasach Azji, przez flary świecące się wśród tłumu gapiów, aż po race wystrzeliwane wokół tras. Kolejnym aspektem są efekty pogodowe. Deszcz potrafi być niesamowicie gęsty, a chmury w mgnieniu oka zamieniają delikatnie pochmurny dzień w ponury burzowy wieczór. Śnieg, burza, czy wicher – mistrzowie kodu potrafią ukazać naturę z charakterem.

Test dla nagłośnienia

Doskonale się złożyło, że kupiłem niedawno nowe słuchawki i akurat wpadł mi w ręce DIRT 5. Omawiana produkcja okazała się dla nich doskonałym narzędziem testowym. Pierwsza sprawa: muzyka – doskonały dobór „starych dobrych” elektronicznych i gitarowych brzmień, jak obecne w ścieżce dźwiękowej The Prodigy oraz The Chemical Brothers. Twórcy postarali się też o nowe, choć znajomo brzmiące kawałki zespołów jak Dinosaur Pile-Up, czy NOISY. To świeże i świetnie wpasowujące się w klimat nuty, doskonale korelujące z tym „kozackim” i lekkim charakterem gry. Na dodatek podawany jest nam dźwięk w bardzo nieoczywisty sposób – muzyka jest generowana z rozstawionych głośników na trasie co dodaje immersji. Naprawdę świetne doświadczenie w słuchawkach lub z zestawem 7.1!

Druga sprawa: doskonałe efekty na słuchawkach!

Dźwięki dochodzące z pojazdu to ta słynna „muzyka dla uszu„. Jest równie solidnie jak w GRID’zie (2019), który w mojej opinii był udźwiękowiony wybitnie. Dźwięki skrzyni, silnika, pracy zawieszenia – dosłownie wszystko co związane z mechaniką samochodu czuje się organoleptycznie. W szczególności z kamery wewnątrz auta. Niestety nie każdy aspekt został oddany tak doskonale – odgłosy uderzeń są bardzo stłumione, bez charakteru i odpowiedniego wydźwięku. Nie czuć, że inny samochód w ciebie „przysadził”, a jedynie delikatne odbicie, niczym puknięcie balona w głowę. Niestety jest to dopiero pierwsza część casual’izacji tej gry…

Dla wszystkich…

…czyli dla nikogo. Tak bym określił model jazdy. Codemasters bardzo uprościł fizykę i nie opiera się wręcz w żadnym stopniu na poprzednich odsłonach serii.  Jest po prostu nieprzyjemna, a przy dużych prędkościach traci przewidywalność. Nie zdenerwuje raczej niedzielnych graczy, bo nie jadąc „na limicie” trudno to zauważyć, ale już przy biciu rekordów trasy to bardzo irytuje. Samochody też otrzymują niewielkie przyspieszenie lądując po skoku, a do tego w locie są stabilizowane. Sprawia to, że dachowanie jest prawie niemożliwe, a uderzenie o przeszkodę odbija nas od niej. Jest to bardzo podobny system prowadzenia co w Mario Kart, tyle że tu zupełnie nie pasuje i jest zrobiony ubogo. Uszkodzenia są kosmetyczne, a gra nie karze w żaden sposób za jazdę kontaktową. Tak samo dozwolone jest odbijanie się od barierek, czy wyhamowywanie samochodu na ścianie. Dochodzi też spore opóźnienie w reakcji na pada.

DIRT to zawsze głośne nazwiska

Narrator (którego głosem został Nolan North, znany choćby z roli Nathana Drake z serii Uncharted) oraz jego „przeciwnik” (Troy Baker), którzy prowadzą nas przez „fabułę”, tworzą klimat, który niesamowicie uatrakcyjnia zabawę. Dodatkowo w tle podczas przeglądania menu możemy też posłuchać naprawdę świetnych podcastów połączonych z wywiadami, które prowadzi James Pumphrey i Nolan Sykes z Donut Media. Naprawdę nie raz, nie dwa złapałem się na tym, że słuchałem dalszej myśli prowadzonej w podcaście, zamiast kliknąć „start race”. Genialny zabieg i bardzo chciałbym, aby pojawił się w większej ilości produkcji.

Kariera trzyma ostatkiem sił przy ekranie

Ponieważ jazda nie sprawia należytej satysfakcji, grać można dla kariery. I o dziwo nawet to udało się twórcom. A przypomnijmy jak ciężko było o to w Dirt’cie Rally 2.0 czy GRID’zie, gdzie kiepska progresja zanudzała nas po paru godzinach. Natomiast tutaj rzucanie gracza po różnych kontynentach w różnych kategoriach ma swój urok, mimo że ekonomia gry jest kiepska, nie stawiając żadnego szczególnego wyzwania. Chyba naprawdę trzeba byłoby dojeżdżać ciągle na ostatnim miejscu, żeby na coś zabrakło kasy. Większość wyścigów i tak stoi przed nami otworem , gdyż od startu posiadamy w garażu auta z prawie wszystkich klas. Mimo to, jakoś ta cała otoczka sprawia, że chce się jeszcze odkryć co „czyha na nas za rogiem”. Jak już mówimy o samochodach – tych jest 63. Przemierzymy nimi około 70 tras w 10 lokacjach na całym świecie. Niestety rajdy są mało „cool” i zupełnie wykastrowano je na rzecz zamkniętych tras.

A po zakończeniu kariery…

…pozostaje świetny tryb Playground, w którym możemy tworzyć doprawdy abstrakcyjne trasy i dzielić się nimi z innymi graczami. niestety pula dostępnych klocków nie jest zbyt duża, ale z odrobiną wyobraźni, jesteśmy w stanie stworzyć niezłe wariactwa. Przejazdy po samodzielnie wymyślonych trasach to doskonała zabawa dla kreatywnych. I mam nadzieję, że w przyszłych aktualizacjach zostaną dodane nowe części do rozbudowy kreatora tras oraz zostanie poprawiona stabilność. Gra w ostatni dzień testów wykrzaczyła się do pulpitu 4 razy.

Twardy orzech do zgryzienia

Gra tak dopracowana, z taką grafiką, udźwiękowieniem, wieloma trybami rozgrywki i klimatem powinna zasługiwać na same 9tki, jak nie 10tki. Niestety ta beczka miodu podlana została sporą ilością dziegciu w postaci żenująco dziecinnego i niekoherentnego modelu jazdy, psując wszelką chęć do dłuższego obcowania z tą produkcją. Jedynym ratunkiem byłaby aktualizacja dająca możliwość opcjonalnego włączenia fizyki jazdy z części drugiej, trzeciej, czy nawet czwartej. Niestety tak się raczej nie stanie (a obym się mylił). Dlatego nie mogę polecić DIRTa 5. Po prostu źle się w niego gra. To najbardziej zmarnowany potencjał roku – w mojej opinii.

Gdyby DIRT 5 był samochodem

Przyjmijmy, że kupujesz samochód. Masz dużo opcji na rynku, ale niewiele z nich spełnia większość twoich oczekiwań. W końcu znajdujesz ten, który zadowala Cię niemal w pełni.. Ma wspaniałe wyposażenie, wygląd, wykonanie, pozbawiony jest błędów konstrukcyjnych i nie pali dużo. Nagłośnienie jest doskonałe, a kiedy trzeba, wkręcając na obroty przyjemnie buczy. Jest pojemny, łatwy do utrzymania w czystości, a sąsiad jak widzi go na podjeździe, to aż się czerwony robi z zazdrości. Ale ma jedno ALE… Jeździ się nim fatalnie i odechciewa ci się wyruszać gdziekolwiek, gdy tylko do niego wsiadasz. Taki właśnie jest DIRT 5.

Komu zatem mogę polecić DIRTa 5? Osobom w wieku 7-15 lat oraz tym niewymagającym, niedzielnym fanom wyścigów terenowych. Tym bardziej, że dostępny jest tryb dzielonego ekranu i przechodzenie całości kariery wspólnie ze znajomym może rekompensować brak satysfakcji z prowadzenia samochodów. A przecież po to niby gramy w ścigałki, nie?

Plusy

  • Doskonała grafika i dźwięk
  • Dopracowanie techniczne gry
  • Zapadająca w ucho muzyka
  • Różnorodność pojazdów
  • Genialny tryb tworzenia tras à la Trackmania
  • Dobrze poprowadzona kariera

Minusy

  • Fatalny, niesatysfakcjonujący model jazdy, psujący całe doświadczenie
  • Brak poczucia prędkości
  • Kiepska ekonomia gry
  • Brak języka polskiego
  • Toporna fizyka kolizji
  • Niezbyt bystre A.I.

Dziękujemy wydawcy Koch Media Poland za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Ocena gry

60 km/h
4 5 głosy
Oceń artykuł
Podziel się:
Jacek Piąstka
Wrocławski pasjonat rajdów, driftingu i stylu w motoryzacji. W przeszłości założyciel lokalnego klubu motocyklowego. Prowadzący Speed Zone Podcast. Od 3 lat pisze recenzje ściagłek. W wolnym czasie rozbija samochody w Beam.NG, fotografuje i nagrywa.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
View all comments
Darek
Darek
21 dni temu

Człowieku, pisząc dopracowanie gry w plusach, logiczne jest że nie ma żadnych minusów. To takie trudne?

Sebix
Sebix
20 dni temu

Dla mnie za kolorowa…