Recenzje

Recenzja Euro Truck Simulator

Zostań królem bezkresnych szos! Zasiądź za kierownicą swego 18-kołowego (i co najmniej 18-tonowego) potwora, przemierzaj setki kilometrów, woź towary z miasta do miasta, zarabiaj kasę i poznawaj samotne życie kierowcy by w końcu dotrzeć na sam szczyt… Zieeeeeew, znowu?!

Trochę historii

Czeskie SCS Software to bardzo dziwna ekipa programistów. Przeszło 6 lat temu zadebiutowała – i od razu zasłynęła w światku – grą 18 Wheels of Steel. Grą może nie doskonałą, może nie porywającą, ale bazującą na co najmniej oryginalnym pomyśle i solidnym wykonaniu. Nagle okazało się, że wielu graczy marzyło o przygodzie za kierownicą osiemnastokołowca. Sam przyznam, że przy pierwszej odsłonie serii bawiłem przez wiele dobrych godzin.

Później jednak było coraz gorzej – SCS poszło za ciosem i dosłownie rok w rok raczyło graczy kolejnymi odsłonami sztandarowej produkcji. Problem w tym, że każda kolejna w gruncie rzeczy nie wnosiła niczego nowego, trochę lepszą grafikę, kilka drobnych detali, ew. jakiś nowy pomysł. Dla mnie (sądząc po opiniach internatów: nie tylko dla mnie) następne pozycje cyklu były coraz większym zawodem stagnacji i – niestety – szybko lądowały na półce starannie zbierając kurz. Iskierką nadziei był wydany w zeszłym roku Bus Driver. Gra może nie idealna, ale z pewnością łamiąca dotychczasowy schemat i dająca nadzieję, że skarbnica pomysłów w czeskiej firmie nie skończyła się na jednym. Nic więc dziwnego, że ze sporymi nadziejami oczekiwałem nadejścia Euro Truck Simulatora…

Start

Gra zaczyna się standardowo. Wybieramy swoją ciężarówkę i ruszamy do boju. W tym aspekcie nie było zaskoczenia – znów nie oddano do naszej dyspozycji oryginalnych, licencjonowanych wozów, a 12 tanich zamienników – modele A,B,C w 4 różnych fikcyjnych markach. Inna sprawa, że i tych mogłoby być więcej.

Bez dwóch zdań główną nowością i jedynym wabikiem, który mógłby przyciągnąć graczy do ETS jest wyczekiwana przez 6 lat Europa. Poruszać możemy się po 11 państwach naszego kontynentu, w tym po naszej pięknej Polsce. Niestety, przygotowana mapa nosi znamiona straszliwej fuszerki – zabrakło całej Wielkiej Brytanii, państw Bałkańskich, Grecji, Ukrainy, Rosji, Białorusi, Rumunii, Bułgarii, nie wspominając nawet o Skandynawii albo o mniejszych państwach jak Słowacja czy Estonia. Staram się zrozumieć twórców, w końcu musza sobie coś zostawić do zrobienia na ETS: Pedal to the Metal, ETS: Convoy czy ETS: Across Europe…

Nawet jednak to, co mamy, nie zachwyca. W wielu państwach jest zaledwie jedno miasto, jedynie w największych Niemczech i Francji dostaliśmy po trzy metropolie. Wszystkie są połączone raczej biedną siecią autostrad, brak tu licznych rozgałęzień, wiosek i miasteczek, przez które powinniśmy przejeżdżać. Fatalnie prezentują się również miasta – osobiście nie oczekuję od producentów skrajnego realizmu, bo po rzeczywistym Paryżu czy Madrycie można się włóczyć godzinami, zanim znajdzie się drogę wylotową, ale ograniczenie centrów naszego kontynentu do kilku uliczek na krzyż, stacji benzynowej, warsztatu i jednego elementu charakterystycznego (w Warszawie zobaczymy Pałac Kultury) to chyba ‘lekka’ przesada.

Kuleją również, co oczywiste, realia – Warszawa to spokojna mieścinka bez korków, w Wielkopolsce przejeżdżamy przez tereny górzyste a z Polski na zachód wyjeżdżają dwie nowoczesne, szerokie i w żadnym wypadku nie dziurawe autostrady. Świat gier jest piękny czyż nie? Mimo to z tego wykreowanego przez Czechów chciałem uciekać jak najprędzej…

Rozgrywka

Przejdźmy do soli produkcji, czyli rzeczywistej rozgrywki. Rewolucji, delikatnie rzecz ujmując, nie ma. Przewozimy różnorakie towary z punktu A do B kasując za to odpowiednią sumkę. Naturalnie tankujemy naszą furę, naprawiamy po stłuczkach, dbamy o to, by kierowca nie wyruszał zmęczony w trasę – jakaś nowość? Zarobioną gotówkę przeznaczamy również na zakup nowych maszyn albo tuning już posiadanych. Tenże element nie powala co prawda na kolana mnogością opcji, ale z pewnością wygląda zdecydowanie lepiej niż w sławnym ‘Truckerze’ hurtowni Play. (przypomnijmy, tam tuning zaczynał się i zarazem kończył na przyciemnieniu szyb albo dokupieniu ciężarówce… spychacza; wspominam o tym, gdyż owa produkcja powraca czasem do mnie w najgorszych koszmarach, czasem nawet w duecie z Warszawką Racer ;))
Z czasem jednak (u mnie to nastąpiło bardzo szybko) gra zaczyna nas nużyć i powabnie zachęcać do skorzystania z opcji „Wyjdź do Windows”. Aby zatrzymać łowców szos dłużej przed monitorem, w grze zaimplementowano prosty tryb kariery (do zrealizowania mamy serię średnio ciekawych zadań) oraz warstwę ekonomiczną. Tą ostatnią jednak tak okrojono, ze lepiej by chyba było, gdyby pominięto ją całkowicie. Nie możemy tutaj – jak bywało w serii 18WoS – założyć własnej firmy i zatrudniać innych kierowców. Za to duży, kolejny zresztą minus. Pieniądze z kolei musimy ciułać celem zdobycia licencji na bardziej wyszukane towary oraz na dostęp do poszczególnych państw. Koszt takiej to kilkadziesiąt tysięcy euro, a że za jeden kurs kasujemy około 5 tys., na zdobycie odpowiedniej przepustki musimy pracować kilka godzin! Mając na uwadze wszędobylską monotonię, narzucającą się graczowi nudę i zniechęcenie, to zadanie godne wręcz Syzyfa. Zaprawdę powiadam Wam– gdyby nie cele recenzenckie, nie podołałbym mu.

Technicznie rzecz biorąc

O warstwie technicznej szkoda się rozpisywać, bo ona jest tu najmniej ważna. Grafikę delikatnie poprawiono, jednak ciężko było o cuda, gdyż oprawę wizualną przygotowano na tym samym, wysłużonym jak „nasza szkapa” silniku, który napędzał również poprzednie gry SCS. Dodano kilka drobnych efektów, jednak nadal tekstury prezentują się biednie, nie mówiąc nawet o monotonnym i w żaden sposób nie zagospodarowanym otoczeniu autostrad. Tym bardziej dziwią mnie minimalne wymagania sprzętowe, które mimo braku postępu systematycznie rosną.

Podsumowanie

W takim razie, kupować czy nie kupować? O ile już poprzednie części gry mogły nudzić wielu, o tyle ta zwali z nóg najcierpliwszego mnicha. Dlaczego? Nawet to, co było ciekawe w cyklu 18WoS, tym razem nam bezczelnie zabrano. Brakuje m.in. CB Radia, czającej się w krzakach a następnie goniącej nas po szosach policji, upierdliwych motocyklistów itd.
Co więcej, poza okrojoną mapą Europy gra nie wnosi absolutnie nic nowego do straszliwie skostniałego cyklu. Być może gra zasługiwałaby przy odrobinie dobrej woli na ocenę 5-10km/h wyższą, ale bardzo niepokoi mnie postępowanie twórców, którzy zarobek i egzystencję przez kolejne lata wiążą z jednym, wielokrotnie odgrzewanym pomysłem. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, chyba będziemy musieli zapomnieć o niegdyś dobrze rokujących twórcach z Czech…

A że bodaj najczęstszymi słowami w powyższym tekście są „nuda” i „monotonia” we wszelkich związkach i odmianach, ciężko znaleźć mi powód skłaniający do zakupu. Może jeszcze gdyby cena była ze dwa razy niższa, ortodoksyjni fani mogliby się skusić, jednak dawać 5 dyszek za twór tak mierny i tak zniechęcający? Coś mi się zdaje, ze wydawca zaśpiewał cenę o przynajmniej dwie tony za wysoką. Zresztą, za rok, góra półtora, Euro Truck Simulatora będzie można nabyć zapewne w magazynie KŚ GRY, tak jak miało to miejsce w przypadku poprzednich edycji. Wtedy zdeklarowani kolekcjonerzy będą się mogli śmiało z nią zapoznać. Pozostali mogą – a nawet powinni – z czystym sumieniem o czymś takim, jak ETS zapomnieć. I tego Wam wszystkim życzę.


Euro Truck Simulator


SCS Software

TopWare Poland


P4 2.4GHz, 512MB RAM, akcelerator 128MB


Europa, w tym Polska…


…tyle że strasznie okrojona -_-


kiepsko wyważone ceny licencji


brak możliwości założenia firmy


cena – za nędzną budżetówkę 50 zł?


brak CB Radia


zero postępu


nuda. Nuda! NUDA!!!

Ocena: 35 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments