Recenzje

Recenzja Grand Theft Auto IV

Opisywana gra skupia się na przemocy podanej w różnych formach. W związku z tym recenzja i sama gra adresowane są dla dojrzałych graczy.

Nadmierny optymizm…

Branży udzieliła się jakaś głupawka jeśli chodzi o GTA IV. Gra zbiera najwyższe noty, niektórzy okrzyknęli ją nawet najlepszą grą w historii, jej wad się nie wymienia argumentując, że nie warto się czepiać (Nie ma to jak profesjonalne podejście 🙂 ). Idąc dalej tym tropem doszedłem do wniosku, że najnowsze Grand Theft Auto zdobyło maksymalne oceny na długo przed premierą. Nie będę Was oszukiwał – ja również dałem się ponieść temu entuzjazmowi. I kiedy otrzymałem grę, szybko zerwałem niej folię, otworzyłem pudełko i wyjąłem pierwszą z dwóch płyt. Pięć minut później zaczął się koszmar.

Crysis z tym GTA :/

Logo „Games For Windows – LIVE” zawsze zwiastuje kłopoty. Instalację musiałem zacząć ręcznie, bo autostart pokazał mi jakieś chińskie krzaczki i kwadraciki – dosłownie! Trwała długo, nawet bardzo. Dodatkowo musiałem zainstalować dwa programy – wspomnianego LIVE’a oraz Rockstar Social Club. Bez nich gry po prostu nie uruchomimy… wyboru więc nie ma. Po instalacji? Rejestracja na wspomnianych serwisach (z czego LIVE nie obsługuje Polski. Przeklnijcie cicho i rejestrujcie się jako angole albo staniaki, czy jakiekolwiek inne licho, gdzie LIVE działa). Nie zapomnijcie też o Service Packu 3 dla Windy, jeśli używacie XP – kolejna godzina ściągania, później instalacja. Użytkownicy Visty mają tutaj trochę uproszczoną drogę. Właśnie takie momenty oznaczają niechybną konieczność zakupu tej właśnie niepopularnej Wiśty. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię, kiedy stawia się mnie pod ścianą nie dając wyboru. Przy okazji dowiedziałem się również, że pojawiły się sterowniki dla nVidii i ATI, które poprawiają framerate i wygląd GTA IV na kartach tych marek. Tia, wszystko pięknie, ale lojalnie uprzedzam: po zainstalowaniu sterów do nVidii padł mi system. Musiałem w trybie awaryjnym je wywalać i wgrywać poprzednie.
Cała ta tragedia trwała około czterech godzin. Uwierzycie? Cztery godziny frustracji po to, by zainstalować i uruchomić grę na porządnym sprzęcie. Komu nie żal czterech godzin z życia?

Później nie było lepiej. Przyzwyczajony, że póki co mogę sobie odpalić każdą grę w najwyższych detalach (m.in Crysisa…) wszedłem do menu ustawień graficznych. I tutaj kolejny zonk. Gra liczy „możliwości” Twojego komputera i na tej podstawie ustala limity ustawień, których nie można przeskoczyć. Dlatego na AMD X2 6000+, GeForce 8800 GTS oraz 2 GB Ramu mogę pograć sobie w rozdzielczości 1280×1024, w jakości tekstur dwa w pięciopunktowej skali oraz najniższym możliwym zasięgu widzenia. Toż to się nie godzi! Zdenerwowany poszperałem w necie i doszedłem do ciekawej informacji – sam Rockstar przyznał, że najwyższych detali nie uciągnie żaden istniejący obecnie komputer (najwyraźniej z pominięciem tych, jakimi sami dysponują). Obejrzyjcie sobie jeszcze raz obrazki, jakie dostaliście przy okazji zapowiedzi. Ładne? Nie macie szans zobaczyć tak wyglądającego GTA IV przez jakiś czas – dłuższy czy krótszy, to zależy tylko od zasobności Waszych portfeli.

Dobra, maszyny przyszłości maszynami przyszłości, czas pograć. Gram na tak śmiesznie niskich detalach, że oczekuję solidnego framerate. Chyba domyślacie się, co teraz powiem ;). Gra nie przycina, to sukces. Jednakże, framerate jest solidny tylko we wnętrzach budynków (których zbyt często się nie odwiedza) oraz na drogach po zmroku. W dzień da się grać nawet przyjemnie, ale zgrzyty są. Szczególnie, kiedy pomyślę o tym cholernym Crysisie i różnicach w grafice jego a najnowszego GTA. Kolejna rysa na szkle, która irytuje.

GTA IV mimo ogromnych nakładów pieniężnych jest prawie kompletnie schrzaniona pod względem optymalizacji. W Internecie mnożą się skargi i narzekania na kwestie techniczne a Rockstar póki co nic nie robi. Ostatnio wydana łatka naprawia trochę kłopotów, lecz nadal zostaje ich zatrważająca ilość. Najnowsze sterowniki do kart to póki co wersje beta, zostaje więc zaciśnięcie zębów i pogodzenie się z rzeczywistością. Czy jednak tego oczekiwaliście po grze za grubo ponad sto złotych? Czy tego oczekiwaliście po GTA IV?

Weź sobie wolne od ratowania świata…

Dalej jest już tylko lepiej. Jeśli schowamy dumę do kieszeni, pogodzimy się z tym okropnym światem i zaczniemy grać poczujemy się naprawdę dobrze. Już od pierwszych scen czuć klimat GTA, z tym, że jest on trochę… inny. Lepszy. Ciekawszy. Doroślejszy. Może to za sprawą głównego bohatera, może za sprawą zagadnień i problemów, poruszanych w trakcie rozrywki – wszystko tutaj wydaje się bardziej realne, bardziej swojskie i zrozumiałe.

Niko Belić jest biednym Serbem, imigrantem uciekającym przed przeszłością w poszukiwaniu przyszłości. Trafia do Liberty City mamiony iluzjami pięknego, nowego życia i zapomnienia o bolesnych wydarzeniach, których doświadczył. Iluzjami podsycanymi przez jego kuzyna, Romana, który tak naprawdę nie mieszka we wspaniałej willi, nie sypia z pięknymi kobietami, zaś Nika odbiera z portu starym, brudnym i tanim samochodem. Amerykański sen po raz kolejny okazuje się przereklamowaną propagandą, pojawiają się nowe problemy. W tym momencie przejmujemy kontrolę nad losem Belića. Muszę przyznać, że podejście twórców do fabuły zasługuje na naprawdę wysoką, jeśli nie najwyższą notę. Mamy tutaj przykład idealnej kreacji opowieści, która nie jest niczym nadzwyczajnym w porównaniu do realnego świat,a a to z kolei…jest nowością w grach komputerowych. Relacje pomiędzy bohaterami są ciekawe. Cutscenki i dialogi wzbudzają różne emocje – od rozbawienia po zakłopotanie. O ile interesujące postaci niezależne są standardem w GTA, to główny bohater dotychczas był popychadłem i raczej nie wzbudzającym respektu zbitkiem pikseli, którego przeznaczeniem było tylko dawanie się robić w konia na każdym kroku. Niko jest inny – bardzo charyzmatyczny, z silnym charakterem, doświadczony przez los. Potrafi się odgryźć, nikomu nie daje sobie w kaszę dmuchać – jeśli musi coś robić, to tylko dlatego, że otrzymuje za to zapłatę lub jest postawiony pod murem. To wszystko sprawia, że GTA IV jest bardziej interaktywnym filmem niż czymś kryjącym się pod prostym pojęciem „gra komputerowa”. To ambitna produkcja, z naprawdę ciekawie podaną historią. Nie jest to gra o niczym. Jak widać, wcale nie musimy ratować świata, by z zaciekawieniem zasiąść przed monitorem.

Ewolucja

Na pewno między bajki można wrzucić obietnice o pięknej grafice – o tym już pisałem. Szata graficzna to nic specjalnego, ale zupełnie nie przeszkadza w odbiorze całości. Oprawa audio trzyma poziom typowy do poprzednich części – jest po prostu świetna. Mnogość stacji radiowych przyprawia o zawrót głowy, podobnie jak ilość utworów, audycji, pogadanek. Do tego otrzymujemy jeszcze fajnie zrobioną telewizję oraz Internet z wieloma stronami możliwymi do odwiedzenia. By to wszystko ogarnąć przyda się choćby średnia znajomość angielskiego. Wtedy zyskujemy podwójnie, wyłapując rozmaite smaczki parodiujące naszą rzeczywistość. Mam jednak wrażenie, że poziom utworów muzycznych z Vice City jeszcze długo pozostanie poza zasięgiem – choć mogą to być tylko moje osobiste preferencje.

Jeśli chodzi o pozostałe aspekty, to Rockstar wybrał najlepszą z możliwych ścieżek. Na całe szczęście nie jesteśmy zmuszani do przemierzania całego stanu, jak to miało miejsce w San Andreas. Tutaj postawiono na jakość przedstawionych elementów rozgrywki, nie ich ilość. I tak też miasto nie jest jakoś przesadnie ogromne, nie uświadczymy już gadżetów typu tuning samochodów czy siłownia albo jazda na rowerze – psu na budę takie coś. Zamiast tego rozwinięto już sprawdzone zagadnienia, dodano ciekawe smaczki. Już śpieszę z przykładami: przestrzelona opona pęka dopiero po chwili, na karoserii samochodów widać nawet zadrapania czy krew potrąconych przechodniów, nie sprowokowany policjant trzymany na muszce podniesie broń, ale nie wystrzeli, pijany Niko przewraca się i zatacza, w niektórych samochodach znajdziemy głośnomówiący GPS a seks z prostytutkami nie jest ocenzurowany (to dziwne, bo seks po randkach – i owszem), możliwość wzywania i jazdy taksówkami ze świetną kamerą z wewnątrz czy nawet obecność Polaków w grze (przechodnie, jedna kobieta w radiu). Przykłady można mnożyć w nieskończoność, mam pewność, że GTA IV zaskoczy Was wiele razy.

Sama mechanika rozgrywki wiele się nie zmieniła. Nadal mamy zlecenia fabularne poprzedzone i poprzeplatane cutscenkami oraz dodatkowe misje, takie jak tropienie przestępców, dostarczanie narkotyków, praca w firmie taksówkarskiej Romana, ściganie się samochodami oraz wiele innych. Na nudę na pewno nie będziemy tutaj narzekać – zawsze przecież po ciężkim dniu można umówić się z kimś na, dajmy na to, bilard albo wypad do restauracji z dziewczyną, może nawet poznaną przez portal www.love-meet.net? Jasne, to wszystko się tutaj da zrobić.
Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że prędzej zacznę narzekać na brak wirtualnego czasu na różnorakie zajęcia zawarte w „czwórce” (które jakościowo trzymają poziom – grając w bilard czy darty można poczuć się jak w osobnej grze…) niż brak perspektyw wykorzystania tego czasu. Dostęp do tego wszystkiego jest śmiesznie łatwy – poprzez telefon komórkowy, który posiada Niko.

Cały świat przedstawiony najczęściej przemierzać będziemy w jakimś środku lokomocji. Wybór jest ogromny, zaś lwia część samochodów nawiązuje do tych naprawdę istniejących. Każdy fan motoryzacji rozpozna tutaj odpowiedniki takich marek jak BMW, Mercedes, Cadillac, Range Rover, Ferrari, Porsche oraz wielu innych. Co jeszcze? Śmigłowce i łodzie, a nawet znany już z trzeciej części pociąg. Jazda i pilotowanie sprawia wiele frajdy dzięki zaimplementowanemu w grze silnikowi fizycznemu. Można opisać go jednym słowem – świetny! To dzięki niemu możliwa jest teraz śmierć za kierownicą. To dzięki niemu pojawiły się dokładne hitboksy. Również dzięki niemu przechodnie upodobnili się do prawdziwych ludzi, więc rozjeżdżanie zaczyna godzić już w moralność samego gracza. Działa to pięknie i sprawnie – nowy model jazdy daje dużo frajdy nawet graczom korzystającym z klawiatury. Narzekać można tylko na kamerę, którą trzeba „poprawiać” korzystając z myszy.

Poprawione zostały również strzelaniny i akcja „on foot”, które do tej pory zbyt wysokiego poziomu nie trzymały. Niko w przeciwieństwie do jego poprzedników umie wspinać się na murki, przeskakiwać siatki czy niskie przeszkody, wspinać się po drabinach oraz kryć za przeszkodami, strzelając na ślepo bądź celując precyzyjniej. Kilka prostych zabiegów i od razu gra nabrała rumieńców.

Na koniec rzecz krótka acz ważna o bolączkach. Nie rzucają się w oczy, ale są irytujące – zupełnie nie rozumiem, czemu pomija się takie sprawy przy recenzjach GTA IV. Po pierwsze, ruch drogowy. Jest kilka newralgicznych punktów miasta, gdzie AI po prostu się gubi – samochody skręcają na barierki, jeden wjeżdża w drugi. Komputer nie ma również świadomości obecności gracza na ulicy. Jeśli zachce Wam się przejechać jakiś dystans przestrzegając choć podstawowych zasad ruchu, jak zatrzymywanie się na czerwonym czy ustawianie w korku zamiast jeżdżenia po poboczu to gwarantuję, że zarobicie kilka dzwonów i obtarć, a praktycznie każdy samochód będzie na Was trąbił za nic. Trochę to dziwne i denerwujące, odbiera sporo realizmu świata, który tak misternie buduje otoczka fabularna. Na ulicach jest również za dużo policji a poszukiwania zaparkowanego samochodu w niektórych miejscach mogą być bardzo długotrwałe – czy naprawdę w tym mieście parkuje tylko znikomy procent mieszkańców? Reszta śpi w samochodach? Jadących?

Posłowie

Czas na chwilę refleksji. Czytaliście dotąd o zmianach i usprawnieniach w stosunku do poprzednich części cyklu. Tak naprawdę nowości jest jak na lekarstwo, z czego znaczącą jest tylko jedna. To oczywiście multiplayer, który pojawił się w cyklu GTA po długiej przerwie (ukłon w stronę Rafera, dziękuję za sprostowanie z zapowiedzi 🙂 ). Mamy tutaj aż czternaście różnych trybów rozgrywki przeznaczonej dla 32 graczy, podzielonych na trzy kategorie: gry zespołowej, solowej lub w trybie kooperacji. Multiplayer z pewnością przedłuży i tak niemałą żywotność tytułu, o ile tylko będzie nam się chciało bawić w te wszystkie konta na LIVE i w Social Clubach. Wybór należy do Was, ja uważam, że mimo wszystko warto.

A co dalej? Nic. GTA ciągle ewoluuje i dąży do perfekcji. Miasto jest dopracowane i naprawdę żyje (spójrzcie choćby na przechodniów – każdy zajmuje się własnymi sprawami. Nie są to już tylko kukły, których jedynym sensem istnienia było dawanie się rozjeżdżać), mnogość detali i szczegółów budzi podziw. Gra jest wielka, dokładna, szalenie grywalna. Po prostu kompleksowa, jeśli można użyć tutaj takiego stwierdzenia. Odpowiada mi to dużo bardziej niż skupienie się na wciskaniu niepotrzebnych nikomu nowalijek, jak to miało miejsce w San Andreas.
Jest jednak druga strona tego medalu. Tak naprawdę Rockstar zachowuje się z GTA podobnie jak Electronic Arts z Need For Speed. Zasadnicza różnica polega na tym, że tutaj błędy się naprawia a świetne pomysły rozwija, tam z kolei karmi się nas ciągle tą samą papką. Jednak moje niezwykle wymagające paluszki chcą więcej dopracowanych i przemyślanych nowości! Może czegoś innowacyjnego? Proszę, drodzy programiści z Rockstar, zaskoczcie nas czymś następnym razem. Byle pozytywnie. Bo jeśli nie pozytywnie, to chcę dalej to, co serwuje mi GTA IV…

…czyli pyszny, odgrzewany kotlecik przyprawiony w najlepsze dodatki.

PS: Dobrym sposobem na zwiększenie limitu ustawień graficznych jest przeprowadzenie defragmentacji dysku/dysków oraz wywalenie niepotrzebnych programów z autostartu. Linki do dobrych stron poniżej:
1. Tweaks.pl (polecam cały czternastopunktowy kurs optymalizacji kompa)
2. poradykomputerowe.pl (porządkujemy autostart)


Grand Theft Auto IV


Rockstar Games

Cenega Poland


C2D 1.8GHz, 1.5GB RAM, GeForce 7900 lub lepszy


Szczegóły, detale, smaczki


Otoczka fabularna


Fizyka i wszystko, co z nią związane


Rozwinięcie dobrych pomysłów, rezygnacja z tych gorszych


Oprawa Audio


Multiplayer


Kolejne, świetne GTA wraz ze wszystkimi zaletami poprzednich części


OPTYMALIZACJA!


Graficznie nie powala *


W sumie żadna nowość


Małe bo małe, ale jednak irytujące bolączki


Jak na tyle szumu medialnego: mogło być lepiej

* – być może na wyższych ustawieniach wygląda bosko i w ogóle, ale co z tego, skoro żaden gracz nie może tego sprawdzić?

ocena z przekory 🙂

Ocena: 91 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments