Recenzje

Recenzja GT Legends

Powrót do złotej ery

Wyścigi – występują w kilku odmianach: od amerykańskich wyścigów Nascar, przez niemieckie DTM, F1, wyścigi terenowe, na wyścigach na 1/4 mili kończąc. Ale czy czegoś im nie brakuje? Mimo, że jest napięcie, ryzyko kierowców, wielkie emocje i bardzo duża prędkość. Jeżeli pomyślałeś teraz o unikalnym klimacie wyścigów, który ostatnio czasami z lekka zagubił się, możesz czytać dalej.

Co przede wszystkim zabija klimat wyścigów? Moim zdaniem to, że podczas ich trwania bardziej liczą się ułamki sekund, dziwna taktyka zespołów czy jakieś graty i rozmaite systemy montowane w samochodach. Gdzie umiejętności kierowców? Czy liczą się mniej? Złota era dla samochodowych wyścigów – lata 60-te, 70-te i 80-te. Wtedy naprawdę mistrz był mistrzem, a nie tylko farciarzem, któremu dopisało szczęście. Wtedy teoretycznie dużo słabszy samochód z powodzeniem mógł konkurować z większymi i mocniejszymi, bo oprócz koni mechanicznych liczyło się także to, jak kierowca z daną maszyną sobie radzi. Jeżeli w wyścigach widzisz to „coś” i wolisz wyścigową symulację, gdzie liczy się to co umiesz, od zręcznościówek, gdzie liczy się szybkość walenia w klawisze, to już teraz zdradzę Ci, że GT Legends jest grą, w którą powinieneś zagrać!

Muszę przyznać, że naprawdę ucieszyłem się z możliwości zrecenzowania GT Legends. 90 oryginalnych licencjonowanych samochodów, 25 prawdziwych tras, licencje FIA-GT-TC i prawdziwie realistyczne wyścigi, podziałały na moją wyobraźnię. Głównie dlatego, że ostatnio mało było prawdziwych symulacji wyścigów. Jedną z tych nielicznych był GTR – FIA GT Racing Game stworzony przez Simbina. Gra była dobra, ale i przy okazji piekielnie trudna. Gdy nie miałeś minimum miesiąca na nauczenie się w niej podstaw kierowania, to nie miałeś po co do niej podchodzić. Jednak Simbin zapowiedział grę, w której sterowanie, mimo braku kompromisów, miało być trochę łatwiejsze. Dlatego tytułem GT Legends interesowałem się już od jakiegoś czasu. W końcu spełniło się moje małe marzenie i opakowanie z najnowszą produkcją Simbina wylądowało u mnie w domciu. Włożyłem płytkę do napędu DVD (gra wydana jest tylko na DVD), zapuściłem instalację gry i zająłem się opakowaniem i instrukcją. Przyjrzałem mu się dobrze po czym zacząłem czytać kilka słów od twórców umieszczonych na opakowaniu. Nie jestem wybitnym znawcą polskiej ortografii, ale niektóre umieszczone weń zdania wydawały mi się lekko

dziwne. I mimo, że bądź co bądź nie mogłem się do nich doczepić, to do napisu: „ponad 25 różnorodnych torów, identycznych jak te w prawdziwe” mam zupełne takowe prawo. Nie wiem kto był odpowiedzialny za tłumaczenie gry, ale momentami mu to niezbyt wyszło (drugi przykład: „specjlanmi” zamiast specjalnymi czy dziwnie brzmiące nazwy widoczne już w grze. A macie na klawiaturze przyciski „szare”? według tłumacza obsługuje się nimi „spolnienie” – czymkolwiek by ono nie było). Ale oprócz kilku małych błędów, zauważyłem, że instrukcja do gry tutaj odgrywa większą rolę niż niektóre zadrukowane nikomu nie potrzebnymi pierdołami karteczki dodawane do innych gier. Tutaj, mimo że jest czarno-biała zawiera poradnik do gry, objaśnienie zasad gry czy list od koordynatora FIA-GTC-TC. Razem instrukcja zawiera bite (drukowane :P) 32 strony raczej przydanego tekstu. Ciekawostką jest, że screeny umieszczone w instrukcji były robione przy pomocy… kodów! Skąd takie przypuszczenie? Gdy dokładnie się przyjrzycie zdjęciom, widać, że mimo że ClassicDriver nie zaliczył ani jednego wyścigu, to ma już cztery samochody, a stan jego konta wynosi… 99,923,000 kredytów. Nice 😀

Problemy natury technicznej

Po zakończonej instalce czym prędzej odpaliłem grę. Zanim jednak dane mi było obejrzeć intro z gry, musiałem odczekać swoje, a nawet restartować kompa z powodu sprawdzania dysku, które przeprowadzane jest za każdym razem gdy odpalamy grę (na szczęście restart czeka nas tylko za pierwszym razem). Na szczęście dalej gra odpaliła się bez żadnych problemów i po wyświetleniu średniej jakości intra czekała na moje rozkazy. O menu gry nie można powiedzieć złego słowa, chyba że ktoś się uprze… Jest ono zrobione w starszym stylu, ale raczej ze względu na charakter gry, to efekt zamierzony. Doszedłem jednak do wniosku, że ulubionymi kolorami grafika pracującego nad GT Legends były pomarańczowy z niebieskim, ponieważ taki kolor dominuje i w menusach gry, i na okładce, i na płytce. Ale to taka mała uwaga. Jednak zanim zasiadłem do pierwszego wyścigu czekała mnie mała niespodzianka. Moja kierownica na 4 urodziny postanowiła zrobić mi prezent i odmówiła współpracy. Na szczęście przeciwnik był słaby a walka krótka i już po trzech godzinkach wróciłem do menu głównego GT Legends. Nie tracąc cennego czasu rzuciłem się na karierę …

Kariera starego drivera

W GT Legends, kariera jest wprost najważniejsza – to na niej opiera się cała gra. Nawet w trybie multiplayer jeździmy tylko tymi samochodami, które kupiliśmy w karierze, która jest podzielona na 5 części: A – początek; B – samochody TC z lat 60-tych; C – samochody GT z lat 60-tych; D – samochody GT i TC z lat 70-tych i dopiero na końcu E – Mistrzostwa GTC TC i Zawody Specjalne. Tak oto prezentuje się droga, którą czeka nas do… przejechania. Oczywiście dostęp do kolejnych zawodów uzyskujemy dopiero po skończeniu tych poprzednich. Nie namyślając się za długo, zacząłem swoją przygodę z GT Legends w części A nazwanej początkiem. Tutaj należą się Wam kolejne objaśnienia. W GT Legends mamy do przejścia 5 części (o których już wspominałem) składających się razem z 23 zawodów, a każde zawody składają się od 2, 3 do nawet 6 i więcej wyścigów! Za każde wygrane zawody dostajemy puchar i kredyty, za które kupujemy samochody. Najłatwiejszym pucharem do zdobycia jest Puchar Plastikowy, najtrudniejszym natomiast Puchar Diamentowy, który możemy wygrać jedynie na profesjonalnym poziomie trudności. Bankructwo w ogóle nam nie grozi, ponieważ w każdej chwili możemy ponownie wziąć udział w zawodach, które już przeszliśmy. Ilość wygranych kredytów zależy od poziomu trudności na który się zdecydujemy. W pierwszej części gry miałem do wyboru: Bitwę Mini (o podtytule: Sprint Unikalnych Mini), Królowie Pędu (Mistrzowie Poślizgu) oraz Zieloną Brytanię (Klasyczne Brytyjskie Samochody). Zdecydowałem się na Bitwę Mini, głównie ze względu na przednionapędowość małego samochodzika, którym po ulicach Londynu jeździł i śmieszył Pan Fasola.

Przy każdych zawodach oprócz wyboru jednego z dopuszczonych samochodów (które trzeba mieć już kupiony w garażu) czeka nas także wybór poziomu trudności. Jest to w miarę ważna decyzja, ponieważ nie możemy już cofnąć naszego wyboru i musimy z nim zostać, lub ewentualnie rozpocząć zawody od nowa, oczywiście tracąc przy okazji zaliczone w danych zawodach wyścigi. Przed wyścigami decydujemy jeszcze czy w danych zawodach chcemy brać udział w treningach i kwalifikacjach. Jednak podobnie jak przy poziomie trudności raz podjęta decyzja obowiązuje na całe zawody. W ogóle poziomowi trudności należy się jeszcze kilka zdań. Do wyboru mamy 5 poziomów: od nowicjusza aż do profesjonalisty. Jego wybór określa jak będą się spisywać nasi przeciwnicy, jak bardzo nasz samochód będzie podatny na uszkodzenia oraz jakie ułatwienia będą nam pomagać w kontrolowaniu naszych potworów. Niektóre z tych ułatwień można wyłączyć z poziomy gry, i odwrotnie niektóre można uruchomić, choć tylko na niższych poziomach „skomplikowania” gry. W ogóle gra nie idzie na ułatwienia, np. nawet podczas czasówek czy treningów za duże ścięcie toru równa się nie zaliczeniu okrążenia. O ile na treningach zbyt wielkim problemem to nie jest, o tyle na wyścigach czasem nerwy mi siadały, gdy musiałem powtarzać cały wyścig z powodu wypadnięcia z trasy.

Jak to z wyścigami w GT Legends jest…

Teraz zajmiemy się najważniejszą częścią GT Legends, wyścigami. Przed każdym wyścigiem, treningiem, kwalifikacjami mamy możliwość „pogrzebania” w ustawieniach samochodu. W GT Legends, jak przystało na cywilizowaną, ale przede wszystkim zaawansowaną grę, mamy dostęp do wielu opcji. Począwszy od ustalenia strategii (ile litrów benzyny zabieramy na start), przez długość danych biegów, na czułości kierownicy skończywszy. Ale to jeszcze nie wszystko. Możemy także pobawić się ciśnieniem w hamulcach, lub osobno tym w przednich lub tylnych oponach. Na szczęście w razie gdy się zapędzimy, możemy jednym kliknięciem przywrócić standardowy setup wozu. Działa to także w drugą stronę, możemy zapisywać setup i wykorzystywać go wielokrotnie cały czas go doszlifowując. W ogóle takie porządne ustawienie przydaje się na wyższych poziomach trudności w zawodach gdzie jest dopuszczony tylko jeden konkretny model samochodu, czy w grze w sieci. A co najważniejsze, każda zmiana ma wpływ na jazdę. Idzie ją odczuć. Jednak z zmianami zaczekajmy do momentu, gdy staniemy się doświadczonym i profesjonalnym kierowcą.

Żeby nie przesadzić, pierwszy wyścig (Bitwa Mini-Cooperów) postanowiłem przejść na drugim poziomie trudności (nowicjusz), by dać sobie czas na oswojenie z grę. Jak się okazało dla nowicjusza przeciwnicy nie są prawie żadnym problemem – praktycznie nie liczą się oni w walce. Gorzej jest z czym innym. Gdy zrobisz pierwsze okrążenie w grze na pewno się z lekka przerazisz. Będzie bardzo dobrze jeżeli wypadniesz z trasy mniej niż trzy – cztery razy, ale wcale nie będziesz mógł mieć o to pretensji do gry. Czemu? Bo w GT Legends samochody nie jeżdżą od tak sobie. Kierujemy nimi my, ale także zaawansowana fizyka, która jak najbardziej jest obecna w grze. Gdy zrozumiemy już, że nie uda nam się wygrać żadnego wyścigu jadąc cały czas na maksymalnie wciśniętym gazie będzie już znacznie lepiej. Tak było i ze mną. Po pierwszych dwóch kółkach, zaliczeniu paru wylotów i uderzeń w bandę wziąłem się do jazdy „na poważnie”. Zacząłem od przeczytania uwag od profesjonalnego, znającego się na rzeczy, kierowcy, które są umieszczone w instrukcji. Doug Aranao – bo tak się ów kierowca się nazywa – przedstawia w niej podstawowe zasady, których musisz przestrzegać jeżeli chcesz coś tu osiągnąć. Musisz nauczyć się być elastycznym, musisz działać płynnie w stosunku do samochodu i swoich reakcji. Zacząłem myśleć i to przełożyło się na jakość jazdy. W zakrętach nie dodawałem gazu na maksa, przeciwnie zwalniałem przed nimi i kontrolowałem poślizgi auta, gazem i hamulcem. Mimo, że brzmi to skomplikowanie jest bardzo proste i tak jak ja nauczycie się tego w mig. Wtedy jesteście gotowi do pierwszego wyścigu, który po mniejszych bądź większych bólach wygracie. I właśnie wtedy zrozumiecie co jest esencją gry! W GT Legends niesamowicie wręcz przyjemny jest model jazdy, który można dostosować do swoich wymagań i potrzeb! To sprawia, ze jeździ się bardzo fajnie i przyjemnie. I oto właśnie chodziło, takiej właśnie gry szukałem, gdzie model jazdy będzie dobry i sympatyczny zarazem! GT Legends spełnia te cechy głównie dlatego, że jak już pisałem model ten dostosowujesz pod siebie.

Trasy po których przyjdzie nam rozwalać nasze drogie i dopieszczone samochody, wykonane są bardzo dobrze i faktycznie przypominają te prawdziwe. A w ogóle gdzie będziemy się ścigali? Na ponad 25 zróżnicowanych torach np. Imola, Monza, Magny-Course Club, Hockenheim, czy Donington Park i wielu innych, które znacie z relacji TV. Niektóre trasy występują w kilku wariacjach, i tak na przykład są trzy trasy z Monzą w roli głównej.

Nie ma gier idealnych…

W końcu gdy wygracie pierwszy wyścig, pierwsze zawody i z etapu A przechodzicie do etapu B, odkrywają się przed Wami nowe tory, dostajecie ładną pieniężną premię oraz gratisowy samochód. Jednakże, macie już tyle pieniędzy, że czas najwyższy zainwestować w coś poważniejszego. Tak i ja pomyślałem i po raz pierwszy odwiedziłem dealera. Mając nadzieję na długie odwiedziny (w końcu 90 samochodów do obejrzenia to nie przelewki) przeżyłem mały szok. Dostępnych samochodów było jedynie około 26, w tym każdy w kilku wersjach. Oszustwo? Miało być 90 samochodów a nie 26… Nie! Owszem jest 90 bryk, ale dopiero wtedy gdy policzycie wszystkie dostępne wersje tych samych maszyn. Czym one się różnią w takim wypadku? Niektóre niczym, niektóre ceną, niektóre osiągami… Jednak 26 licencjonowanych, dobrze oddanych legendarnych samochodów brzmi dobrze i tak jest. Dla każdego coś miłego. Do wyboru są m.in. Ford Mustang, Shelby GT350, BMW 3.0 CLS, TVR Griffith, Ferrari 275 GTB/C, DeTomaso, różne odmiany Porsche czy Ford GT 40! Co najważniejsze każdy samochód prowadzi się z goła inaczej, a już na pewno idzie wyczuć różnicę pomiędzy samochodami FWD i RWD. Pod tym względem GT Legends należy do ścisłej czołówki wyścigowych gier samochodowych i zasiada w tej loży koło takich sław jak NFS: Porsche. Zresztą fani części NFS z „Prosiakami” w roli głównej powinni się zainteresować GT Legends.

Ale jak każda inna gra, produkcja Simbina nie jest wolna od wad. Jest jedna wada i to bardzo duża. Nazywa się grafika. Obrazki, które mamy przyjemność oglądać podczas wyścigów (nie mam tu namyśli torów tylko ogólnie grafikę) nie napawają przesadnym zadowoleniem i nie emanują pięknością. Graficznie gra prezentuje się średnio, gdzieś na poziomie gier rodem z 2003 roku. Zależy to jeszcze troszkę od ustawień graficznych i rozdzielczości w jakiej odpalimy grę. Na najpiękniejsze z możliwych graficznych cudów pozwolą sobie jedynie osoby posiadające bardzo mocne komputery (minimalne wymagania to 1.3 Ghz, 512 mb ram, karta graficzna 64 mb i jej kompatybilność z DirectX w wersji 8.1 Natomiast zalecane to już procek 2Ghz, 1 GB pamięci ram i karta graficzna z 256 mb ramu kompatybilna z DirectX w wersji 9.0c). Ja taki nie jestem i musiałem zadowolić się średnią grafiką, co osobiście mi nie przeszkadzało, choć trochę w oczy się rzucało. Piszę to głównie ze względu na osoby oceniające grę po grafice. Mnie osobiście nie przeszkadzały nawet błędy w wyświetlaniu grafiki spowodowane najprawdopodobniej albo moją kartą graficzną albo jej sterownikami. Innym mankamentem na który zwróciłem uwagę jest to, że samochody (gdy im się dobrze przyjrzymy) czasem wyglądają jakby „płynęły” po torze zamiast ładnie po nim sunąć. Wygląda to niezbyt realnie, ale nic nie poradzimy. Ale trzeba pamiętać, że tej gry nie kupuje się ze względu na grafikę, tylko przeżycia jakie nam zaserwuje.

Meloman ze mnie żaden, jednak zwróciłem uwagę, że odgłosy, które słychać podczas jazdy są wykonane bardzo, ale to bardzo dobrze. Słychać piski gum, hamowanie i piękne warczenie silników (silnik Mustanga to wręcz poezja). Muzyka w grze jest doskonała. I nie dlatego, że na trackliście umieszczone są tylko wspaniałe i znane zespoły bo nie są. Wręcz odwrotnie, piosenki są niby fajne, ale nie przykuwające uwagi. To co miałem na myśli przed chwilą? Możliwość wrzucenia do gry swoich ulubionych utworów w formacie mp3! Wtedy faktycznie muzyka lecąca w menu lub podczas jazy wyda się nam idealna, bo sami ją wybierzemy.

Osoby mające stały dostęp do Internetu zapewne ucieszy fakt, iż w GT Legends nie tylko idzie, ale wręcz należy zagrać w sieci! Do wyboru jest dużo serwerów o różnych stopniach trudności. Zarówno początkujący jak i profesjonalista bez trudu znajdą graczy odpowiednich do siebie. Zanim jednak przystąpi się do sieciowej rozgrywki należy nauczyć się panować nad samochodem no i dokupić do swojej kolekcji jakieś „porządne” maszyny, które pozwolą nam grać bez kompleksów i z szansami na wygraną. Maksymalnie w wyścigu może brać udział 15 osób (36 po zainstalowaniu łatki 1.1). Nic nie stoi na przeszkodzie, byście założyli swój serwer tylko dla znajomych. Ja się na to nie zdecydowałem, ponieważ zalecane do tego wymagania do prędkość 512 kb/s, której ja nie posiadam. Ale nawet moje 128kb/s pozwalało na grę „prawie” bezproblemową. Polecam zainstalowanie łatki 1.1, która usuwa wiele błędów z grą w multi związanych.

Czy wszystko co dobre szybko się kończy?

Nadszedł czas na podsumowanie. GT Legends jest grą skierowaną do osób szukających symulacji, ale nie koniecznie zaawansowanych w kierowaniu samochodami. O ile ktoś nie jest wybredny na grafikę, to będzie się świetnie bawił bez względu na to, czy dopiero zaczyna swoją przygodę, czy jest absolutnym profesjonalistą. Mnogość opcji pozwala dostosować grę do własnych wymagań. Nawet muzykę ustawimy taką jaką chcemy. Ja osobiście świetnie spędziłem czas przy GT Legends i wcale nie zamierzam odstawić jej na półkę. Wręcz przeciwnie, biorę się ostro do roboty, by zostać mistrzem FIA-GTC-TC i walczyć w sieci. Nowa produkcja Simbina sprawiła mi naprawdę wiele przyjemności i jestem pewien, że Wam też jej dostarczy. Jednak, do komfortowego grania przydaje się kierownica! Najlepsze jest to, że nawet po skończeniu trybu dla pojedynczego gracza (troszkę Wam to zajmie) możemy dalej grać w multi co sprawia, że gra się nigdy nie skończy. Co najwyżej może się nam znudzić.

Na pewno nie uda się uniknąć porównanań pomiędzy GT Legends a ToCA Race Driver 3. Jednak nie umiem powiedzieć, kto wychodzi zwycięsko z tego pojedynku. ToCA chyba jest grą oferująca dużo więcej typów wyścigów, natomiast w GT Legends jest unikalny klimat wyścigów z lat 60-tych i 80- tych XX wieku. Jedno jest pewne, przy obu na pewno świetnie spędzicie czas. A teraz cofam się w czasie i wracam do kolejnego wielkiego wyścigu. Już na sam koniec dodam, że GT Legends dostało tytuł najlepszej rajdowej gry 2005 roku. Czy słusznie? Moim zdaniem tak.


GT Legends


SimBin Development

LEM


1.3GHz, 512MB RAM, akcelerator 64MB


świetny system sterowania


wysoka grywalnośe


realistyczna


momentami grafika wygląda mocno średnio


bez patcha występują problemy przy graniu w internecie

Ocena: 88 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments