Motogry Recenzje

Recenzja Need for Speed Unbound, czyli Heat w przebraniu

Najnowsza odsłona Need For Speed o podtytule Unbound miała premierę 2 grudnia. Od samego początku promował ją A$AP Rocky, co zwiastowało garść klimatu oraz wiele nawiązań do współczesnej muzyki rozrywkowej. Pokazy przedpremierowe jednak, w mojej opinii, tego nie oddawały. Dziś jesteśmy już po premierze i możemy sprawdzić, w co tym razem EA ubrało NFS’a. Zapraszam do recenzji o prawdziwej twarzy NFS Unbound.

Znam to uczucie

Może zacznijmy od początku. Fabuła NFS Unbound toczy się w Lakeshore. Już tutaj widać bardzo dużo analogii do poprzedniej części patrząc na mapę. Układ miasta i terenów pozamiejskich od razu przypomniał mi dobrze wspomnianego Heat’a. Czy komuś się to podoba jest kwestią czysto subiektywną. Fanom tej serii może pozostawić niesmak i brak poczucia przypływu świeżości, natomiast dla casualowego gracza w zupełności to wystarczy. Przedstawione miasto usiane jest różnorakimi zawodami, począwszy od klasycznych wyścigów, kończąc na dostarczaniu aut do klientów. Można by rzec, że taka klasyka gatunku i nie będzie w tym określeniu nic złego. Aby przyjemniej przemierzało się nam ulice, znajdźki umieszczono w postaci graffiti, billboardów oraz pozostałych znajdziek. Oczywiście czymś po owej mapie należy się poruszać, więc mamy do wyboru 143 samochody. Zaskoczenie budzi brak takiej marki jak Audi, bo o Toyocie możemy tylko pomarzyć.

Fabuła

Dla koneserów fabuły powinno wystarczyć określenie – jest. Może nie najlepsza, ale też nie najgorsza, taka na 30%. Zaczynamy mając do wyboru 3 auta narzucone z góry oraz kilka modeli postaci z możliwością personalizacji. Jeździmy w nielegalnych wyścigach z naszą „przyjaciółką” Yaz. Okazuje się, że ona nas oszukiwała i kradnie nasze auto. Po dwóch latach pracy ponownie wkręcamy się w wyścigi dzięki Tess i pniemy się na sam szczyt, aby odzyskać samochód i wyjaśnić, co tak właściwie się stało kilka lat temu. Sam zamysł wedle którego jeździmy jest bardzo ciekawy. Tydzień podzielony został na sesje: dzienną i nocną. W ten sposób zbieramy pieniądze z wyścigów na ulepszenie auta do sobotnich kwalifikacji. Policja w niczym nie ułatwia zadania, bo seryjnym autem na początku gry już 3. poziom obławy stawia ciekawe wyzwanie. Niestety etap pierwszego samochodu ciągnie się dosyć długo a samochody, szczególnie przednionapędowe, nie dają tyle przyjemności z rozgrywki. Dopiero po dobrych 5 godzinach i zakupie szybszego wozu fabuła naprawdę nabiera tempa! Poziom AI zdecydowanie został poprawiony.

Dopisek Redaktora Jacka: Fabuła jak zazwyczaj nie powala, natomiast należy zauważyć, że w tej odsłonie prolog jest prawdopodobnie najdłuższy z całej serii NFS!

A prowadzenie?

Tym razem Criterion ujarzmił silnik Frostbite i nadał pojazdom odpowiednią masę i nawet działające zawieszenie. Pojazdy reagują na zmianę kierunku znacznie szybciej i są podatne na tuning zawieszenia w znacznie wyższym stopniu niż w poprzednich odsłonach. Nie jest to już tak bezmyślny arcade, gdzie zakręty 90 stopni można pokonać prostym brake to drift. Należy pomyśleć o odpowiedniej prędkości oraz przejechaniu po czystym asfalcie nie wadząc o krawężniki, czy trawiaste pobocze, gdyż auto może łatwo wypaść z obranej ścieżki. Jasne – nie skończy się to spinem i wygrzebywaniem się ze żwiru, ale czuć znacznie więcej „własności fizycznych” auta, za co wielki plus, gdyż perfekcyjne opanowanie wozu jest tu znacznie bardziej satysfakcjonujące.

Dajcie dziecku kredki…

… a to dziecko na pewno coś narysuje. Wchodzimy właśnie w najbardziej kontrowersyjny element tej gry. Postacie, dym spod opon i grafiki odnoszące się do tego co robimy z autem, są w stylu cel-shadingowym*. Pewnie nie tylko mnie to na początku zniesmaczyło, bo jak to pOwAżNa gra wyścigowa, a nawet dym spod opon nie jest dymem. Bije się w pierś. Jest to totalna nowość, orzeźwiła wizerunek Need For Speeda, lecz wątpię, aby zagościła w serii na dłużej. Dołączając do tego bardzo urozmaicony tuning i interesujące ciuchy dla naszej postaci, takie jak Versace, otrzymujemy grę, gdzie powaga wyścigów dobrze współgra z młodzieńczą zabawą.

Pierwszy plan drugiego planu

A mam na myśli wszystkie elementy, które dopełniają całokształt Unbound. Zacznę tym razem od muzyki. W soundtracku pojawiają się takie gatunki jak hip-hop, trap, house, drift phonk, rap, EDM, electro-dance i wiele wiele innych. Piosenek jest ponad 70 i składają się na niesamowicie różnorodną ścieżkę dźwiękową, przy której każdy kto nie jest starym prykiem wspominającym czasy, gdy rock dla nastolatków był „cool”, znajdzie coś dla siebie. Doczekaliśmy się też po tylu latach, a dokładnie po 13, również polskich wykonawców. Zagościli tutaj i oby na dłużej, Oki, Gedz, Oliver Olson i Gibbs. Miłym akcentem jest dodanie naklejki Olivera w edytorze winyli. Kiedy o edytorze mowa, warto pomówić o tuningu. Mało kto się spodziewał, że po Heacie da się dużo więcej dodać i na szczęście się myliliśmy. Mimo dobrych bodykitów i renomowanych producentów takich jak Rocket Bunny, Liberty Walk i BBS, twórcy dodali opcje, aby całkowicie pozbyć się zderzaków na rzecz dokładek lub innych elementów aero, a także możemy zamontować fikuśne wydechy w stylu bozosoku. Dźwięk wydechu można zmieniać suwakami i dostosować pod siebie, a brzmią one bardzo głęboko i wiernie oddają prawdziwe odpowiedniki. Szczególnie polecam wjechać do tunelu lub parkingu podziemnego. Jednak naklejenie znaczka M3 na stockowym aucie i poszerzenia go nie da nam tysiąc kunia bez zakucia. Dostaliśmy zaplecze części mechanicznych do kupienia i ulepszenia auta. Na sam początek dostępne są tylko części klasy sportowej. Zbierając pieniądze ulepszamy warsztat i odblokowujemy bardziej specjalistyczne części.

Now look at this

Przedstawimy wam grafikę i optymalizację z dwóch perspektyw. Zacznę ode mnie. Grę ogrywałem na PS5 z telewizorem Full HD. Zaznaczę, że nie ma obecnie opcji wyboru pomiędzy lepszą płynnością i detalami.
Poszarpane krawędzie dostrzeżemy jedynie po dokładnych oględzinach. Nie zauważyłem również sztucznej mgły, która ukrywa braki mocy sprzętu. Odbicia w wodzie jak na standardy konsolowe wyglądają obłędnie, a te na samochodach po prostu poprawnie. Woda w rzece w końcu wygląda jak woda. W kwestii optymalizacji trudno jest mi się mocniej przyczepić wiedząc, że to świeża gra. Nie zdarzyły mi się żadne ścinki, gra utrzymuje 60fps. Do dopracowania jest jednak wczytywanie tekstur. Nie raz budynki renderowały się na moich oczach. W moim odczuciu również słabo wykorzystano potencjał Dualsensa. Aktywne trigerry działają, lecz nie ma możliwości ustawienia ich intensywności, a jest ona jak dla mnie za mała i zbyt nieprecyzyjna.

Odczucia Jaceła

Na PC gra jest również w bardzo przyzwoitym stanie. Bug powodujący wyrzucenie gry do pulpitu lub wymagający zrestartowania programu zdarza się mniej niż co 4-5 godzin. Niewielkie błędy graficzne są również do wychwycenia, lecz ciężko jakkolwiek nazwać je problematycznymi. Mamy tu do czynienia z naprawdę świetnym stanem technicznym gry na premierę.

Wcześniej na Facebooku zamieściliśmy porównanie między konsolą od Sony, a PC. Zachęcamy do sprawdzenia.

To już jest koniec

Przed końcowym werdyktem wspomnę o trybie online. Jest on zupełnie oddzielony od fabuły. Dostajemy możliwość crossplayu i jeśli macie uzbierany gruby portfel w karierze to wchodząc tutaj jest się nikim. Startujecie od zera i na nowo zbieracie pieniądze oraz samochody.

Wybiła godzina podsumowania i ocenienia, czy Unbound jest faktycznie Heatem w przebraniu, a może fantastyczną grą na next geny. W mojej ocenie prawda leży gdzieś pośrodku. Gra nadal jest oparta na silniku Frostbite, a więc dużego skoku nie dało się osiągnąć, lecz przemodelować na tyle, aby stworzyć solidny tytuł. Murowane kilkadziesiąt godzin zabawy z poprawioną grafiką, płynnością i zdecydowaną świeżością na rynku ścigałek. Odpowiadając jeszcze na pytanie, czy gra jest związana ze współczesną muzyką? Raczej nie za bardzo, bo samo dodanie utworów światowej klasy rapera jako twarz produkcji nie czyni z niej hołdu dla szeroko pojętej kultury muzycznej.

Plusy

  • Grafika
  • Muzyka
  • Mapa
  • Tuning wizualny i mechaniczny
  • ± model jazdy

Minusy

  • Fabuła
  • Spory recykling dotychczasowych samochodów


* recenzja pisana po 10h wersji testowej EA Play przez dwóch redaktorów.
* cel-shading – rodzaj niefotorealistycznej techniki renderowania mającej sprawiać wrażenie, że grafika komputerowa została narysowana ręcznie.

Ocena gry

75 km/h
4 1 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Avatar photo
Alan Szyszka
Interesują mnie wszystkie gatunki jednak największą satysfakcję przynosi mi rywalizacja koło w koło. Lubię wyścigi, które wymagają skupienia oraz precyzji, a także luźną jazdę po mieście.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments