Recenzje

Recenzja Need For Speed Undercover

„A miało być tak pięknie”

Takimi właśnie słowami można w skrócie opisać najnowszą odsłonę Need For Speed. EA zapewniało, że po niezbyt udanym ProStreecie, gdy został wprowadzony „dwuletni cykl produkcyjny”, kolejne gry z serii będą o niebo lepsze od poprzedniczek. Możliwe, że twórcy mieli tu na myśli NFSy o numerkach np. 20 – 30, bo na pewno nie tyczy się to ostatniej, dwunastej odsłony, czyli Undercover. Gra, która jak zapowiadali twórcy miała powrócić do korzeni, po raz kolejny okazała się odgrzewanym kotletem, w którym znowu nie ma nic innowacyjnego (a tak przy okazji, chyba EA ma bardzo krótką pamięć skoro korzenie serii to według nich Most Wanted…) No ale zacznijmy od początku.

Pod przykrywką

Fabuła nowego Need For Speed’a nie jest niczym odkrywczym. W grze wcielamy się w tajnego agenta, który działając pod przykrywką, ma za zadanie przeniknąć do świata przestępczego i pomóc w zdemaskowaniu i schwytaniu kilku niedobrych panów. Cos a’la Driver. Szkoda tylko, że sama fabuła nie ma w zasadzie nic wspólnego z główną rozgrywką. Tylko co jakiś czas otrzymujemy specjalne zadanie do wykonania. Jest to najczęściej dostarczenie jakiegoś samochodu w dane miejsce, bądź też po prostu zwykły wyścig. Czasami zdarza nam się również działać po stronie prawa i musimy wyeliminować pojazd bądź pojazdy przeciwników, np. już zdemaskowanych szefów ulicznych gangów. Więc jak widać nie jesteśmy „ani dobrzy, ani źli”, co jest hasłem przewodnim najnowszej osłony NFS. Przedzierając się przez fabułę, od czasu do czasu (na szczęście dosyć rzadko) mamy również „przyjemność” obejrzeć „świetnie zrealizowane” i ”wciągające” przerywniki filmowe. Podobno pracowali nad nimi sami spece z Hollywood. Hmm… ja jakoś tego nie zauważyłem. Filmiki te są pozbawione klimatu, a gra aktorska jest co najwyżej średnia. Gdyby filmy zza oceanu były tak realizowane, to wątpię aby zdobywały jakakolwiek popularność.

Witamy w „trójmieście”

Areną, na której odbywają się zmagania jest fikcyjne miasto Tri-City. Składa się ono z trzech dzielnic: Palm Harbor, Port Crescent i Sunset Hiils, które są połączone autostradami. Początkowo rozgrywkę rozpoczynamy w pierwszej z nich, jednak warto zaznaczyć, że całe miasto jest od razu dostępne do wolnej jazdy. Nie ma już dziwnych blokad, jak to miało miejsce w poprzednich częściach. Sama topografia miasta jest, można powiedzieć, trochę nierealna. Ulice są tutaj ułożone tak jakby były stworzone typowo do wyścigów. Niewiele tu ostrzejszych zakrętów, a wiadomo że w prawdziwych metropoliach to głównie one dominują. Znajdziemy tu natomiast sporo skrótów i ukrytych alejek, których większość w magiczny sposób się ze sobą łączy. Ruchu ulicznego też nie ma tu za wiele… Czasami trzeba się nawet naszukać, aby trafić na jakiś cywilny samochód. (głównie podczas swobodnej jazdy). Można śmiało przyznać, że Tri-City to wymarzone miasto dla streetracerów 🙂 Może pod względem grywalności takie rozwiązanie jest dobre, ale gra traci na realizmie.

W sumie do dyspozycji graczy zostało oddanych ponad 120km dróg. No ale co z tego skoro i tak większości podczas wykonywania powierzonych nam misji nawet nie zobaczymy? W trakcie typowej rozgrywki otwarte miasto jest prawie niewykorzystywane (za wyjątkiem kilku trybów). Na drogach podczas wyścigów pojawiają się betonowe ściany oddzielające trasę. Czujemy się więc, jakbyśmy się ścigali po zwykłym torze. Mało tego. Sama gra ogranicza się do wygrywania wyścigów oraz szukania kolejnych na mapie GPS (która dostępna jest pod klawiszem G, a nie M – i niestety nie ma możliwości zmiany). Można również zrezygnować z ręcznego szukania kolejnych eventów i w celu jak najszybszego osiągnięcia wyższego poziomu kierowcy, a co za tym idzie postępu w karierze, klikamy klawisz TAB i automatycznie bierzemy udział w najbliższej imprezie. Nie jesteśmy zmuszeni (jak to miało miejsce np. w Most Wanted lub Underground 2) do jazdy po mieście w celu znalezienia interesujących nas wyścigów. Podobnie ma się sprawa z salonami samochodowymi i warsztatami tuningowymi. W zasadzie nie ma między nimi żadnej różnicy, bo i tak wszystko czego potrzebujemy możemy zrobić z poziomu Garażu, wybierając odpowiednią opcję w menu. A co możemy zrobić? Na przykład zakupić nowe samochody.

Samochody

A tych w grzej jest całkiem sporo. Zostały podzielone na trzy kategorie: amerykańska, w której znajdziemy auta typu muscle, czyli np. Chevrolet Camaro, Dodge Challenger czy też Ford Mustang. Następnie kategorię europejską, do której zaliczają się takie maszyny jak Audi, BMW, Lamborghini czy Porsche. Niestety po raz kolejny zabrakło w nowym NFSie Ferrari, a szkoda. Może przy kolejnej odsłonie… Trzecią i ostatnią kategorią jest japońska czyli np. Mazda, Mitsubishi, Nissan. Warty odnotowania jest fakt, że Nissan 370z pojawił się w grze jeszcze przed jego oficjalną premierą. W sumie mamy do dyspozycji mamy ok. 60 licencjonowanych samochodów. Oczywiście, każdy z nich można poddać modyfikacjom, zarówno mechanicznym jak i wizualnym.

Tuning

Niestety zbyt wielkiego pola manewru nie mamy. Tuning wizualny daje nam w prawdzie kilka możliwości, jednak zwiększanie osiągów zostało bardzo uproszczone. W zasadzie mamy tylko możliwość kupowania lepszych paczek ulepszeń do poszczególnych części (silnik, nitro, turbosprężarka, zawieszenie, układ napędowy, opony) oraz lekką modyfikację ich ustawień, czyli np. zmianę twardości zawieszenia, bądź ustawień silnika. Na tym kończy się tuning mechaniczny w NFS Undercover. Nie mamy już dostępu do różnych producentów lub dokładnego ustawiania skrzyni biegów.

Poprawiając wygląd swojego samochodu możemy natomiast zmienić lakier, dodać różnego rodzaju naklejki i winyle oraz zmienić wygląd karoserii. Ilość dostępnych części nie zachwyca, więc ci, którzy oczekują tuningu a’la Underground 2 będą zawiedzeni. Tylko w przypadku felg mamy całkiem spory wybór. Przy modyfikacjach nadwozia po raz kolejny w serii mamy możliwość skorzystania z narzędzia Autosculpt. Ja osobiście jednak nie użyłem z tej opcji ani razu, ponieważ dopasowanie wyglądu według własnego uznania jest dosyć uciążliwe i zajmuje sporo czasu. Jakoś w poprzednich częściach było to łatwiejsze w obsłudze.

Rozgrywka

Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli samej rozgrywki. W grze mamy możliwość zmierzania się z przeciwnikami w kilku trybach. Należą do nich znane z poprzednich części: Circuit, Sprint, wyścig z czasem (Time trial), eliminacja gliniarzy, demolka otoczenia, ucieczka przed policją oraz dwa teoretycznie nowe „Bitwa na autostradzie” i „Wyprzedzanie”. „Teoretycznie” ponieważ i z jednym i z drugim mieliśmy już styczność w poprzednich NFSach, jednak w trochę innej formie. „Bitwa na autostradzie” polega wyprzedzeniu przeciwnika oraz odstawieniu go na 300m, co już znamy. Nowość polega na tym, że cały wyścig odbywa się na zatłoczonej drodze poza miastem, gdzie poruszając się z olbrzymią prędkością, musimy wymijać wszystkie pojazdy, które sprawiają wrażenie, że stoją w miejscu. Dzięki specjalnie ustawionej kamerze, wrażenie prędkości jest niesamowite. Jest to chyba najlepszy tryb w nowym NFSie. Natomiast „Wyprzedzanie” to coś podobnego jak „Bitwa na autostradzie”, lecz odbywa się w mieście i należy utrzymać się na prowadzeniu przez określony czas. Niestety w Undercoverze zabrakło dwóch świetnych trybów znanych z poprzednich części serii, czyli drag i drift. A szkoda, bo wielu graczy właśnie je ceniło najbardziej.

Jak już wspomniałem, co pewien czas otrzymamy jakieś specjalne zadanie do wykonania. Jest to najczęściej dostarczenie samochodu do kryjówki, bądź też eliminacja zbirów. W pierwszym przypadku ważną rolę odgrywają zniszczenia samochodu. Tak zniszczenia! Niektórzy zapewne w tym momencie bardzo się ucieszyli, jednak już sprowadzam Was na ziemię. Uszkodzenia w grze są, i to nawet zawsze, jednak tylko podczas dostarczania samochodu odgrywają jakąś rolę. Jeżeli pasek uszkodzeń dojdzie do końca, po prostu kończymy misję (tak naprawdę trzeba się sporo namęczyć, żeby to osiągnąć. Czasami dostarczamy pojazd kompletnie zdemolowany, ale wszystko jest ok). W pozostałych trybach, auta się obijają i wgniatają, jednak zaraz po zakończeniu wyścigu mamy z powrotem nowiutką i czyściutką furę. Szkoda, że twórczy nie pokusili się np. o warsztaty naprawcze. Myślę, że byłoby to o wiele ciekawsze niż samonaprawiające się samochody. Według mnie mogli już ze zniszczeń zrezygnować całkowicie.

Policja

Oczywiście podczas każdego ze zmagań w osiągnięciu celu przeszkadzają nam stróże prawa. W pościgach biorą udział różne jednostki odpowiadające poziomom poszukiwania, tak jak to miało już miejsce w NFS:MW. Tz. na początku ścigają nas zwykłe radiowozy, jednak jeżeli będziemy łamać prawo coraz bardziej, do gry włączają się mocniejsze jednostki policyjne np. śmigłowce lub FBI. Niby fajnie, ale co z tego skoro stróże prawa i tak nie są za bardzo rozgarnięci. Najczęściej zgubienie ich ogranicza się do przejechania przez specjalne punkty w mieście, obejrzenia kiepskiej animacji i cieszenia się ze zgubionego pościgu. Łatwizna.

Technikalia

Przejdźmy teraz do strony technicznej najnowszego NFSa. Na początek grafika. Jaka jest, każdy widzi na streenach. Według mnie o wiele lepsza była na przykład w ProStreecie, a o GRIDie nie wspominając. Poza tym często pojawiają się błędy w postaci przesuwających się cieni budynków lub nagle pojawiających się znikąd przedmiotów (i wieżowców też…). Ponadto jest tu stanowczo za wiele odblasków, a motion blur, który towarzyszy nam non stop, po pewnym czasie po prostu męczy. Na szczęście istnieje możliwość zmniejszenia poziomu detali, na co zapewne wielu graczy się zdecyduje. Dodatkowo gra nie jest zbyt dobrze zoptymalizowana i czasami znacząco zwalnia. Podczas testów na dobrym sprzęcie (C2D, 2GB RAM, 8800GT), framerate co jakiś czas spadał do ok. 25 klatek. Od razu przychodzi mi na myśl porównanie z GRIDem, który mimo lepszej grafiki, bez problemu śmigał na 60 fps’ach. Odnośnie oprawy audio, dźwięki w grze są co prawda w porządku (samochody brzmią jak należy itp.), jednak nie przypadła mi do gustu muzyka. Są to oczywiście licencjonowane kawałki, jednak według mnie, nie pasują one do klimatu rozgrywki. Są trochę za mało „undergroundowe”. No ale cóż, są gusta i guściki. Mnie osobiście coś tu nie pasuje.

Podsumowanie

Nie oszukujmy się, nowy Need For Speed nie zachwycił, a nawet bardzo zawiódł. Miał być powrót do korzeni, a po raz kolejny otrzymaliśmy to samo, tylko w trochę zmienionej formie. Ponadto gra jest po prostu nudna i stanowczo za łatwa. Każdy z wyścigów z reguły zaliczamy z pierwszym razem. Czasami tylko zdarzają się trudniejsze wyzwania, ale i one dla trochę wprawionych graczy nie sprawiają żadnego problemu… Dodatkowo duża liczba błędów przemawia na niekorzyść nowego NFSa. Według mnie EA powinno pójść z tą serią w całkiem innym kierunku. Mam tu na myśli prawdziwy powrót do korzeni (NFS Porsche lub Road Challenge). Wyścigi w mieście już się trochę przejadły.


NFS Undercover


EA Black BOx

EA Polska


P4 3.0 GHz, 1GB RAM, GeForce 6500/Radeon 9500


ilość samochodów


spore miasto


„bitwa na autostradzie”


nastepny NFS może być chyba tylko lepszy 🙂


błędy, błędy, błędy


kiepska optymalizacja


grafika nie zachwyca


małe możliwości tuningu


za łatwa


brak dragu i driftu


NUDA!


znowu nic nowego…

Ocena: 48 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Rafał Peroń
W ekipie SZ jestem praktycznie od początku, jeszcze gdy portal pojawiał się jako zin w magazynie CD-Action. Lubię zarówno wymagające symulatory jak i typowe zręcznościówki. Swego czasu mocno fascynował mnie pierwszy Need For Speed Underground, w którego grałem (można powiedzieć) profesjonalnie 🙂
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments