Recenzje

Recenzja Race Driver: GRID

Hello, Boss!

Uciekając do filozoficznego patosu: Race Driver GRID jest jak liść na wietrze zmian. Mistrzowie Kodu zrezygnowali z kolejnego numerka przy nazwie Race Driver, na okładce umieścili wyjątkowo tylko jeden samochód (kojarzący się raczej z serią zaczynającą na Need a kończącą na For Speed), miasteczko i bliżej niezidentyfikowany znaczek. Nawet czarny kolor pudełka zwiastuje nam mro…ekhm, zmiany. Kosmetyczka, ale przecież liczy się pierwsze wrażenie. Całość raczej przypomina okładkę wspomnianej przed chwilą serii od EA.

Engine – Start

Na potrzeby tej recenzji zasiadłem do GRIDa ponownie. Wcześniej katowałem go na Momo Racing i było naprawdę nieźle. Aby być obiektywnym (przecież nie każdy może sobie pozwolić na dobrą kierownicę… albo w ogóle na jakąkolwiek), tym razem skorzystałem z klawiatury.

Zanim zaczniemy grę, przydałoby się poustawiać kilka rzeczy. Dźwięk, grafika, sterowanie… nic specjalnego. Wszystko łatwo i przyjemnie. Menusy przejrzyste, dynamiczne tło również trzyma poziom. Tu garaż, tam serwisant, samochodzik, jakiś inny ludzik przechadzający się w promieniach słońca. Nijak niestety ma się to do menusów z poprzedniej części Race Drivera, gdzie różne sprzęty były interaktywne. Pamiętacie telewizor w pierwszym RD? No właśnie. Tutaj pod tym względem gorzej. Już na początku poczułem pismo nosem – klimat gdzieś uleciał?

Jedną z rzeczy, za które zawsze ceniłem serię Race Driver, to właśnie otoczka. Czuliśmy się w niej jak prawdziwy kierowca w prawdziwym teamie. No i te filmiki dopełniające efekt. Kłótnie z innymi kierowcami, ale też wsparcie naszego teamu, ładne dziewuchy. Można było zagłębić się w świat wyścigów i poszczególnych teamów, poczuć to święto i wręcz presję spoglądających na nas widzów. Do dzisiaj pamiętam filmik z dwójki, gdzie Five-O podczas medytacji wykonuje dość jednoznaczny gest do innego kierowcy. Świetna sprawa!

W GRID tego po prostu nie ma. Codemasters zrezygnowali z otoczki fabularnej i filmów. Rywalizacja między teamami zbladła i stała się tylko kosmetyką, by wypełnić jakimiś nazwami tabelę po wyścigu. Nie znamy naszych rywali, nie odczuwamy zacięcia by ich pokonać. Najczęściej mamy ukończyć wyścig przed określonym kierowcą. Ot i cała filozofia. Ten świetny klimat z poprzednich Race Driverów zniknął. Nie czujemy już się kierowcą w zyskującej reputację drużynie, nie czujemy trudów sezonu, rywalizacji, presji… GRID w 100% skupia się na jeździe, pozostawiając klimat wyścigowego święta na uboczu. A może poboczu?

Technikalia

Szkielet gry to okienka. Przed wyścigiem skaczesz z jednego na drugie – by kupić samochód, umyć go, poobklejać naklejkami (tutaj jeden z baboli graficznych – podczas malowania samochodu lub obklejania go naklejkami sponsorów całe auto stawało się czarne a zaaplikowanych zmian nie było widać. Denerwujące! Dopiero w wolnej wizualizacji lub na wyścigu mogłem zobaczyć, jak to wygląda… a później znowu się cofać do ustawień wyglądu i dalej w ciemno strzelać). Do wspomnianych okienek nie ma sensu przykładać więcej uwagi. Można tutaj porobić kilka rzeczy, ale raczej zbędnych i mało istotnych. Dla przykładu: naklejki to jak podpisanie kontraktu ze sponsorem (ma określone cele. Wypełniasz – zarabiasz). Samochody można wymyć, sprzedać, kupić (również na E-bayu. Niezła reklama serwisu. Swoją drogą odnoszę wrażenie, że reklama to główna funkcja tej opcji i jest tutaj wciśnięta na siłę). Możemy obejrzeć sobie tabele sezonu wyścigowego, dostępne zlecenia dla kierowców (wyścigi pod sztandarem różnych teamów. Nieopłacalne, ale dla ciekawości można pojeździć). Na koniec każdego sezonu otrzymujemy również ofertę wystartowania w Le Mans. Jak dla mnie – bombowa sprawa :).

Cała wyścigowa kariera to podział na trzy kategorie: USA, Europa, Japonia. Twórcy postawili na jakość (prawie, ale o tym za chwilę). Mamy więc wyścigi na serpentynach i drogach publicznych (Japonia), muscle cars, samochody turystyczne (ciekawe, czemu jest tylko BMW 3 i Chevy Lacetti? Z poprzednich części pamiętamy więcej samochodów), Destruction Derby, wspomniane wcześniej Le Mans i jeszcze kilka innych trybów, a wśród nich…

…Drift

Tak, to nie żart. Drift w Race Driver! Niestety, dla mnie to dość duży minus gry. Gdybym chciał sobie podriftować, to wybrałbym jakiegoś nowszego Need For Speed’a. Zresztą podobnie ma się ze wszystkimi wyścigami w Japonii. Nie pasują do serii, a stanowią jedną trzecią dostępnych imprez. Drifty znajdziemy również w USA.

Do każdej z trzech kategorii mamy osobny park maszyn (co nie oznacza, że nie pojeździmy sobie po Europie w Mustangu… pojeździmy i będzie fajnie 😉 ). Ilość samochodów to trochę ponad czterdzieści.

Strony mocne…

Powoli zmierzamy do wielkiego finału, jakim jest jazda. Po drodze zwróćmy jeszcze uwagę na oprawę audio-wizualną. Jeśli chodzi o grafikę, to jest świetnie! Bez wątpienia najładniej wyglądająca samochodówka dostępna na jakąkolwiek platformę. Wiem, że za dwa-trzy lata wyda się to śmieszne, ale jest prawie fotorealistyczna. Szczególnie na dobrym monitorze o dużej przekątnej. Uczta dla oczu, którą po prostu trzeba zobaczyć. Ogień z rur wydechowych, rozgrzane do czerwoności hamulce, odpadające koła i inne części samochodów, gęsta chmura dymu po kraksach, w którą wjeżdża się na ślepo… Takie niesamowite wrażenia zaskakują nas na każdym kroku. Podczas wyścigu nie damy rady zwrócić na to wszystko uwagi, dlatego z pomocą przychodzą świetnie zrobione powtórki.
Po prostu najwyższa półka, podobnie jak fizyka. Należy jednak zaznaczyć, że na niższych i średnich poziomach trudności kraksy wyglądają poważnie, ale podzespoły samochodu wychodzą z nich prawie bez szwanku. Alternatywą jest tryb PRO, gdzie naprawdę można nieźle samochód skatować.

Audio również trzyma poziom, ale tylko podczas wyścigów. Muzyczka w menusach drażni na tyle, że szybko została przeze mnie wyłączona.

Ogólnie rzecz biorąc, za oprawę audio-wideo gra zbiera prawie najwyższe noty i jest to jej wielka zaleta. Ale, poznajcie jeszcze większą…

…i mocniejsze!

Jeśli chodzi o model jazdy, Race Driver GRID broni się sam. To po prostu ewolucja wcześniejszych trzech części, czyli doskonałość i frajda z jazdy z każdą kolejną częścią podana lepiej, szybciej i bardziej emocjonująco. Już od startu na torze trwa walka o miejsce. I to nie tylko w czołówce! Komputerowi kierowcy walczą jak mogą, a przy tym – chwała Codemasters – popełniają błędy. Przykładowa sytuacja: prowadzisz, jeszcze trzy zakręty do mety. Zdenerwowany spoglądasz w lusterko – masz na ogonie rywala, którego miałeś pokonać. Zagapiony w niego zapominasz zmienić biegu, obroty męczą silnik, auto zwalnia. Twój rywal jak błyskawica mknie do przodu, widząc sytuację do wyprzedzania. Obaj bierzecie zakręt, ale Ty wychodzisz z niego szybciej. Jedziecie prawie łeb w łeb, na kolejnym zakręcie masz dogodniejszą pozycję – zmuszasz pędzącego rywala do błędu! Hamujesz i precyzyjnie wchodzisz w łuk, rywal zaś go ścina i wypada z trasy. Kątem oka dostrzegasz jeszcze chmurę kurzu i piachu z pobocza. Ostatnia prosta, gnasz do mety. Wygrywasz. Po chwili siadasz w fotelu wygodniej, by przeanalizować powtórkę.

Jak widzisz, przeżycia na torze są niesamowite. Jest kilka poziomów trudności, które można odpowiednio ustawić „pod siebie”. Dodatkowo można wyłączyć w samochodzie elektroniczne systemy wspomagania lub załączyć tryb profesjonalny, który jeszcze bardziej zwiększa realizm wyścigów. Kiedy już znajdziemy odpowiedni poziom dla siebie, zmagania na torze będą dla nas wyzwaniem potrafiącym dawać satysfakcję ze zwycięstw.

Pod tym względem GRID jest najlepiej „jeżdżącą” samochodówką, szczególnie na kierownicy. Tutaj czujesz samochód, jego masę. Doskonale wiesz, kiedy nie masz szans hamować. Próbujesz oszczędzać go jak tylko możesz, bo błędy kosztują Cię cenne sekundy. To, jak przyspieszasz na prostej czy wchodzisz w zakręty, zależy tylko od Ciebie. Zmienisz bieg za późno – zwalniasz o ułamki sekund, które działają na korzyść Twoich rywali (tutaj niestety irytujący minus produkcji: jeśli zmienisz bieg idealnie, nie zyskasz żadnej przewagi nad rywalami. Po prostu będziesz tak samo szybki jak oni. To dziwne, że tutaj Codemasters nie przewidział pomyłek samochodowych przeciwników. Zawsze idealnie zmieniają biegi), źle wejdziesz w łuk – wypadniesz z trasy, albo będziesz zmuszony ostro skręcać (utrata prędkości, przyczepności, poślizg) albo po prostu mocno hamować, co zaowocuje spadkiem o kilka pozycji, albo nawet groźnym wypadkiem, po którym nie da się już nic nadrobić. Możliwe, że nie będziesz mógł nawet kontynuować jazdy! W formule Open-Wheel stracić koło jest niezwykle łatwo – do dzisiaj pamiętam jak rozpędzony do 300km/h wjechałem w chmurę dymu, za którą stało kilka samochodów po wypadku. Skontrowałem, ale miejsca było za mało. Uniknąłem bezpośredniego zderzenia lecz zaczepiłem jednego z nich kołem, które dosłownie wystrzeliło w drugą stronę, szybując gdzieś poza trasę. Zrobiłem jeszcze kilka obrotów wokół własnej osi i wylądowałem gdzieś na poboczu, żałośnie wpatrzony w sterczącą belkę, która jeszcze przed chwilą trzymała w cuglach moje śliczne koło. Niesamowite… w tak emocjonujących chwilach nie zastanawiasz się nad wadami tej gry. Od chwili wejścia na tor myślisz tylko o wyścigu. Żyjesz jazdą i tym, czego doświadczasz na torze. I właśnie w tej chwili najbardziej boli brak jakiegoś skrojonego na miarę trybu kariery.

Każdy samochód kieruje się trochę inaczej, co daje się odczuć podczas wyścigu. W Panozie Esperante dodanie gazu, gdy choć jedno koło znajduje się poza trasą, skutkuje rozpoczęciem poślizgu. Wjazd na trawę to kręcenie bączków lub uderzenie w bandę. Z kolei samochody turystyczne kierują się jak po sznurku, tam główne skrzypce gra rywalizacja na torze i odpowiednie wyczucie momentu do wyprzedzania. Jadąc z kolei bolidem cieszymy się niesamowitymi przyspieszeniami i zwrotnością, ale każda kraksa niesie ze sobą ryzyko uszkodzenia samochodu. Różnorodność pojazdów to kolejny plus tej gry.

W tym miejscu chciałbym coś zaznaczyć. Są na rynku dostępne symulatory, które wierniej odwzorowują zachowanie pojazdu, również wiele innych czynników w takich grach wpływa na zachowanie pojazdu. Race Driver GRID to nie symulator, lecz posiada więcej elementów urealniających rozgrywkę od jej konkurencji. A przykład symulatora? Recenzowany niedawno rFactor.

Warto też wspomnieć o bardzo fajnym pomyśle „cofania się w czasie”. Coś takiego widzieliśmy już w S.C.A.R, ale tutaj jest to bardziej dopracowane. Polega to na tym, że po wypadku możemy obejrzeć „szybką powtórkę” ostatnich kilku sekund. Po przeanalizowaniu sytuacji cofamy się do dowolnego momentu z tej powtórki, wciskamy F12 i po chwili znowu siedzimy w samochodzie, otrzymując drugą szansę, by błędu uniknąć. Zależnie od poziomu trudności takich powtórek może być mniej, więcej lub wcale ich nie być.

Uproszczenia… niestety

Zmiany w serii Race Driver niestety kojarzą się z uproszczeniami. Nie możemy grzebać w naszym aucie, nie możemy dopasować go do naszego stylu jazdy. Samochody po prostu są. Nie czujesz więzi z nimi, po prostu kupujesz kolejne i kolejne i malujesz je sobie we wzorki. Dla mnie to kolejny minus oraz pomnik zerwania z poprzednikami.

Ponadto, pieniądze zarabiamy machinalnie, bez większego wysiłku. Nie cieszą coraz większe sumy wpłacane na konto ani punkty reputacji, które służą tylko temu, by odblokowywać następne wyścigi. Nie bawi prowadzenie własnej drużyny, która jest po prostu kolejną nazwą na liście. To wszystko konsekwencje tego, że zamiast rozwinąć element karierowo-fabularny, Codemasters go porzuciło. Dlatego zarabiając pieniądze, zdobywając reputację oraz naklejając kolejne naklejki na samochód nasuwa się pytanie: po co mi to wszystko? Mogliby dać już gotowe samochody, zrezygnować z tej całej reputacji, mycia samochodów, kupowania na eBayu, ponieważ są to elementy po prostu niepotrzebne w takim podejściu do trybu „kariery”.

Irytuje również fakt, że nie można pojechać kwalifikacji. W wyścigach nasza pozycja jest ustalona odgórnie. Na wyższych poziomach trudności, przy niewielkiej liczbie okrążeń, bardzo ciężko wyprzedzić np. 15 przeciwników, żeby dobić do pierwszego miejsca i jest to trudność wynikająca właśnie ze zubożenia tytułu, nie naszych umiejętności czy zbalansowania poziomu trudności.

Jednym słowem, Race Driver GRID traci sporo w porównaniu z poprzednikami.

Dla kogo, podsumowanie, ocena

Niewątpliwie GRID to gra z najbardziej dopracowanym modelem jazdy wśród dostępnych obecnie na PC (pomijam symulatory, zaznaczam jeszcze raz). Tutaj jazdę oszlifowano perfekcyjnie, podobnie jak radość z prowadzenia samochodów. Nawet kraksy z naszym udziałem sprawiają radochę – wyglądają przepięknie (spójrzcie na screen).

Z drugiej strony, Codemasters spłyciło grę, pozbawiło rozgrywki „zakulisowej” – nie ma złudzenia uczestnictwa w wielkim samochodowym święcie, jakim są wyścigi. Nie czujemy się Race Driverem.

Gra upodobniła się do serii Need For Speed. Z jednej strony, stała się bardziej przystępna (da się grać na klawiaturze bez połamania palców, czasem nawet uda się kogoś wyprzedzić :P), z drugiej – straciła swoją magię i została uproszczona. Nietrafionym pomysłem wydają się drifty, które zupełnie nie pasują do tej serii. W niektórych wyścigach mamy wrażenie, że to kolejny NFS, tyle, że samochody zachowują się realistyczniej. Po serii Race Driver oczekiwałem czegoś innego.
Kto więc będzie się dobrze bawił grając w GRID’a? Każdy, kto lubi samochodówki – jeden dobrze, drugi lepiej. Ja bawiłem się dobrze tylko podczas wyścigów, całokształt wypadł „zaledwie dobrze”. Sens ścigania się tylko dla samego ścigania gdzieś umknął i wróciłem do Test Drive Unlimited oraz innych gier. GRID poleciał z dysku, bo się znudził.
Kto jednak nie ma wielkich wymagań odnośnie fabuły, ma mało czasu na rozrywkę komputerową lub po prostu chciałby się pościgać w najładniej wyglądającej grze samochodowej, z doskonałym modelem jazdy, bez zwracania uwagi na to, co się dzieje poza wyścigiem – będzie się bawił lepiej i przejdzie całego RC:G.

Filozofię nowego Race Drivera mogłoby opisywać hasło: Po prostu jedź. I podczas tej jazdy baw się dobrze.

Gra posiada również tryb multiplayer. Ma kilka fajnych detali (system doświadczenia), a jazda z żywymi przeciwnikami to dodatkowa frajda, bo tutaj każdy może popełnić błąd. Nie zatrzymał mnie jednak przy grze na dłużej. Ot, wysoka jakość, ale bez rewelacji na dłuższą metę.

A co do oceny końcowej… jeśli bardziej odpowiada Ci moje spojrzenie na grę, jest ona dla Ciebie. Jeśli jednak należysz do ludzi, o których powiedziałem, że będą się bawili lepiej – dodaj 15km/h.

Na koniec – wymagania. Testowana na maksymalnych detalach przy konfiguracji: Athlon X2 6000+, Evga GeForce 8800GTS 320, 2 GB RAM, Windows XP działała płynnie, bez najmniejszych przycinek. Silnik jest dobry i wydajny. Minimalne wymagania sprzętowe – do przełknięcia.


Race Driver: GRID


Codemasters

Codemasters


C2D 2,66Ghz, 2GB RAm, akcelerator 512MB


Jazda! Kraksy! Zmagania na torze!


Samochody!


Audio-Video!


Ogólna miodność „na torze”


Ogólne zubożenie gry i spłycenie rozgrywki


Drifty…


Brak klimatu, fabuły


Brak kwalifikacji

Ocena: 80 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments