Recenzje

Recenzja The Grand Tour Game

Lubię ogrywać interaktywne seriale. Heavy Rain, The Walking Dead, Black Mirror Bandersnatch i wszystkie te, które pozwalają mi na granie w sobotę wieczorem, gdy rodzice akurat też chcą odpocząć patrząc na ten sam ekran w salonie. Oni raczej nie chcą widzieć jak ciągle męczę biedny samochód na jednej trasie zbijając setne sekundy. I wcale im się nie dziwię. Naprzeciw moim oczekiwaniom wyszedł Amazon i ich najnowsze dzieło.

Zlepmy sobie grę

The Grand Tour Game to tak naprawdę wycięte co ciekawsze sceny hitu Amazona, sklejone z elementami gameplay’u właściwego i płynnie między sobą przechodzące. Jest to doskonały sposób na przekonanie się do nowych producentów show James’a May’a, Richarda Hammonda i Jeremiego Clarksona, jeżeli nie przemówił do was pierwszy sezon lub same trailery. To też idealny sposób na rewatch waszego ulubionego show i ucieczkę od uczucia, że ponowne obejrzenie niczym was nie zaskoczy. To jednak nie znaczy, że ten kawałek kodu jest sam w sobie grą wybitną.

Sezonowe trio

Przepis na tę grę był prosty – dajmy widzowi wcielić się w trójkę dziennikarzy motoryzacyjnych, kierowcę testowego eboladromu oraz każdego innego człowieka, który włada nad czterokołowymi potworami między każdym z trzech sezonów motoryzacyjnego show. Tak – trzech sezonów, gdyż obecnie kończy się trzeci i otrzymujemy cotygodniowe aktualizacje wraz z premierą kolejnych odcinków, co jeszcze bardziej upodabnia grę do serialu.

Kamera, akcja!

Zaczynając od dojazdu na pustynie pierwszego odcinka, po wcześniej niemożliwy do zrealizowania pojedynek najbardziej ekstremalnych tworów Porsche, Ferrari i Mclarena. Odcinki są skondensowane, odpowiednio przycięte i skrócone, nie pozwalając na zanudzenie nas wrzucaniem co minutę lub dwie za kółko. Same przejścia są doskonałe i nie uświadczymy ani sekundy loading screenu. Cała warstwa gameplay’u ładuje się „pod” filmem tworząc świetny efekt, na który patrzy się nie tracąc immersji.

Efekty

Trzeba przyznać, że uczucie bycia części serialu jest zwyczajnie wciągające, bo cokolwiek byśmy nie robili to przejdziemy do dalszej części, która jest po prostu interesująca samą swą treścią. Jednak czasem wręcz „przemęczamy się” tylko po to, by przejść dalej. Zapytacie, co tak męczy? Ano nudne segmenty gameplay’u. Zadania takie jak przejedź 48-konnym Fiatem Pandą (który i tak robi prawie 2 paki na drodze) z punktu A do punku B autostradą są po prostu usypiające.

Powtarzalność? Powtarzalność

Gra niesamowicie wręcz recykluje niektóre trasy. Dla przykładu, w pierwszym odcinku pierwszego sezonu przejeżdżamy kręte drogi Szwajcarii supersamochodami, a tymi samymi drogami przejeżdżamy „Francję” Citroenem C3 dwa sezony i siedem odcinków później. Do tego często zadania trójki bohaterów z trzema samochodami polegają na przejechaniu heh… zgadnijcie, ile razy tego samego odcinka.

Ciężkie zabawki

Fizyka prowadzenia to czysty, prostacki wręcz arcade, choć auta wcale nie prowadzą się jakoś najbardziej przewidywalnie. Mają duży ciężar, ale też nie mniejszą przyczepność. Dopiero podcięcie ręcznym jest w stanie wprowadzić w kontrolowany poślizg każdą maszynę. Ogólnie wszystkie samochody prowadzą się wręcz identycznie, nie ważne czy to prawie dwutonowy Urus czy lekki zwinny bolid formuły z lat 60’. Różnią się dosłownie tylko wagą i mocą. A i bym zapomniał – grawitacja jest jakaś horrendalna, bo auta wręcz nigdy nie odrywają się od ziemi i nawet terenówki prowadzą się jak na sztywnym gwincie.

Wizualnie…

… TGTG jest bardzo nierówne. Modele aut wyglądają doskonale a pejzaże są naprawdę niczego sobie. Jednak po bliższych oględzinach widać, że obiektom brakuje detali, powierzchnie są nienaturalnie płaskie a obiekty 2D na trasie widzi się parę metrów za nieprzekraczalną dla naszego pojazdu linią. Jednocześnie odbicia i refleksy wyglądają nawet nie najgorzej, choć kuleje jakość tekstur. Świat The Grand Tour Game na Xbox One S jest renderowany zdecydowanie poniżej rozdzielczości FullHD lecz sama gra działa bardzo płynnie. Ogólnie graficznie przez chwilę zachwyca, a po chwili jest zwyczajnie średnio. Na pewno trzeba pochwalić użycie filtrów i kolorystykę, która jest spójna z materiałami programu na tyle, że były momenty w trakcie przejścia nagrania wideo na silnik gry, gdzie nie poznawałem, czy to jeszcze jest serial czy już wstęp do gameplay’u.

Co tu się

Absolutnie nie spodziewałem się sekcji interaktywnych poza kierowaniem samochodem… lecz jednak się pojawiły. Myślałem, że nie będę musiał o tym wspominać, ale takie elementy pojawiają się dość często. Bywa, że wcielamy się na dosłownie 5 sekund w rolę fotografa celując analogiem i naciskając „A”, gdy zaświeci się interfejs „aparatu” na jakiejś części statycznej planszy. Nie muszę chyba mówić jak pasjonujące jest to zajęcie. Zdarzają się też momenty, gdy musimy wypełnić (ale nie przepełnić) znacznik by rozgrzać kapcie, pociągnąć jakiś obiekt lub wyjechać skądś. I jest to jakoś powiązane z tym co się dzieje w odcinku jednak czuć, że są to straszne zapychacze i sztucznie wydłużają rozgrywkę. Amazon mógł odpuścić, choć z drugiej strony… skróciłoby to i tak krótką produkcję.

Co do długości

Każdy odcinek trwa średnio ok. 20 minut. Zdążają się też o 5 minut krótsze jak i te „specjalne” długości dwóch. I szczerze ciężko wyciągnąć z tej formy cotygodniowego wydawania rozrywki cokolwiek więcej, jednak trzeba przyznać, że jest to po prostu mało. Byłbym w stanie przejść cały sezon w jeden wieczór i czułbym niedosyt. Ale nawet samo ogrywanie na złoto wszystkich przejazdów nie daje żadnych profitów, nic po zakończeniu odcinka nie zachęca nas do grania dalej. Gdyby nie lokalny split screen to gra dosłownie nie miałaby za grosz więcej zawartości niż to co opisałem wyżej. Sam podzielony ekran jest zaprojektowany tak jakby ktoś w Amazonie był takim ekstrawertykiem, że chciał nawet grę testować z kimś, byle tylko nie w samotności, bo tryb ten nie oferuje nic więcej poza rzuceniem nas na trasę z Tobą i znajomym/znajomymi obok i ewentualnie komputerowymi przeciwnikami.

Ba dum tss

Dla ciekawostki powiem, że czasem dzieło amerykańskiego giganta ma nieukończone etapy, które są zastąpione innym materiałem z przyszłego, jeszcze niedostępnego odcinka. Jak zgaduję występują też problemy licencyjne, ALE nie martwcie się – ‘mazoni zatrudniają najkreatywniejszych ludzi na świecie przez co można zobaczyć takie kwiatki jak test tego „Jaguara” poniżej.

No i tak wygląda Gra The Grand Tour. Tytuł nie będący wybitnym, bez szczególnie przyjemnego modelu jazdy, krótki, do którego raczej nie wrócę. Za to przecierający szlaki łączenia serialu z grą, który moim zdaniem będzie przyszłością gier fabularnych. Życzę wam i sobie by nadszedł godny następca tego tytułu, w którym będzie się jeździć przyjemniej, system punktowania gracza będzie bardziej satysfakcjonujący, a za samym tytułem będzie stała bardziej zaawansowana technologia.

Powyższy tytuł mogę polecić nielicznym – największym fanom trójki brytyjskich dziennikarzy motoryzacyjnych lub ty,m którzy odbili się od TGT i mają ochotę na lekkostrawną gierkę.

Plusy

+ Cena adekwatna do zawartości
+ Nie odstrasza graficznie
+ Po prostu świetne show
+ Dopracowanie techniczne, brak bugów etc.

Minusy

– Powtarzalna i recyklująca zawartość
– Kiepskie czucie pojazdów
– Nudne zapychacze
– Nierówne udźwiękowienie

Ocena: 65 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Jacek Piąstka
Wrocławski pasjonat rajdów, driftingu i stylu w motoryzacji. W przeszłości założyciel lokalnego klubu motocyklowego. Prowadzący Speed Zone Podcast. Od 3 lat pisze recenzje ściagłek. W wolnym czasie rozbija samochody w Beam.NG, fotografuje i nagrywa.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments