Recenzje

Recenzja TT Isle Of Man: Ride on the Edge

Isle of Man Tourist Trophy to jedne z najniebezpieczniejszych wyścigów motocyklowych na świecie. Corocznie rozgrywane są niemal nieprzerwalnie od 1907 roku na brytyjskiej wyspie Man. Charakteryzują się przede wszystkim tym, że odbywają się na publicznych drogach, które na czas zawodów są zamykane. Drogach pełnych wąskich uliczek i ciasnych zakrętów. To jednak nie przeszkadza śmiałkom w pokonywaniu ich z prędkością ponad 200km/h. Oczywiście tak olbrzymie prędkości wiążą się z jeszcze większym ryzykiem. Zawody od czasu ich uruchomienia pochłonęły życia ponad 200 kierowców. To chyba najlepsza statystyka mówiąca o tym, jak niebezpieczne są to zmagania i jaką odwagą wykazują się ich uczestnicy. Zobaczcie sobie zresztą kilka filmików na YouTube – po prostu mrożą krew w żyłach.

Duże ryzyko wpływa oczywiście na wysoką popularność Tourist Trophy. Co roku na wyspę Man przyjeżdżają tysiące kibiców. Nic więc dziwnego, że tematem zainteresowali się również producenci gier. W 1997 roku pojawiło się Manx TT Super Bike od SEGA, a w 2005 roku otrzymaliśmy TT Superbikes: Real Road Racing na konsolę PlayStation 2. Później pojawiły się jeszcze dwa sequele: TT Superbikes: Real Road Racing Championship i TT Superbikes Legends, oba w 2008 roku i również na konsolę Sony. Po tym czasie temat Isle of Man w świecie gier ucichł na 10 lat.

Trzeba przyznać, że stworzenie gry, która w odpowiedni sposób odzwierciedli klimat Tourist Trophy może być nie lada wyczynem. W końcu nie jest najprostszym zadaniem odtworzenie ulicznego toru o długości ponad 60km. A takim właśnie jest Snaefell Mountain Course, na którym corocznie ścigają się prawdziwi zawodnicy. Wyzwania tego podjęło się jednak francuskie studio Kylotonn Games, specjalizujące się w grach wyścigowych. I tak na początku marca 2018 otrzymaliśmy TT Isle of Man: Ride on the Edge, początkowo na konsole PlayStation 4 i Xbox One, a później na komputery PC.

Tytuł oparty jest na licencji TT Isle of Man, także możemy w nim znaleźć wszystkich oficjalnych motocyklistów i zespoły biorące udział w tym wydarzeniu. Mamy na przykład Michael’a Dunlop’a, czyli rekordzistę TT Isle of Man, który pokonał cały kurs w mniej niż 17 minut. W sumie do dyspozycji graczy oddanych zostało 25 kierowców i 38 motocykli. Pojazdy zostały podzielone na dwie klasy: Supersport i Superbike. Znajdziemy wśród nich m.in. takie maszyny jak: Honda CBR600RR, Kawasaki ZX-6R, Yamaha YZF-R6 w klasie Supersport, czy Honda CBR1000RR, BMW S1000RR, Kawasaki ZX-10R, Norton V3 RR w klasie Superbike. Warto zaznaczyć, że zaraz po uruchomieniu gry mamy dostęp do całej jej zawartości, tzn. nie ma odblokowywania kolejnych maszyn, motocyklistów i tras. Można od razu wybrać ulubioną postać i skoczyć na pełny odcinek Mountain Course.

I to ten odcinek jest tutaj główną trasą, na której będziemy rywalizować. Oprócz niej jest jeszcze 9 innych, dużo krótszych torów zlokalizowanych na wyspach brytyjskich o podobnej charakterystyce, jednak to Mountain Course gra tutaj główne skrzypce. Do odtworzenia toru, Kylotonn zastosowało technologię skanowania laserowego i tysiące zdjęć referencyjnych. Trzeba przyznać, że zrobili kawał dobrej roboty. Szukałem w Internecie fotografii z rzeczywistego toru i faktycznie można znaleźć odzwierciedlenie tych miejsc w grze. Dodatkowo na jednym z forum internetowych znalazłem wypowiedź człowieka, który twierdzi, że mieszka na wyspie Man i „ma wrażenie jakby tu jeździł bez wychodzenia z domu”. Co prawda, nie możemy mieć 100% pewności co do odtworzenia toru, jednak to nie jest tutaj najważniejsze. Ważne jest, że wygląda on po prostu świetnie. No, może poza kibicami, którzy wyglądają trochę drętwo i czasem się powtarzają. Podczas pokonywania całego kursu przemierzamy wiele miejscowości, z bardzo wąskimi uliczkami i ciasnymi zakrętami. Nie brakuje również tras prowadzących przez pola i lasy oraz bardzo długich prostych, na których swobodnie możemy przekroczyć prędkość 300km/h. I właśnie, co do prędkości. W tej grze naprawdę ją czuć. Gdy już zbliżymy się do maksimum, czuć jakbyśmy po prostu płynęli przez przestrzeń. Wszystko dookoła nagle cichnie, a my słyszymy tylko silnik i skumulowany odgłos wiatru. Gratulacje dla studia za ten efekt. Fajnie to wyszło.

Jak już wspomniałem, w TT Isle of Man ścigamy się na torach ulicznych. Jest więc wąsko i ciasno, a motocykl nie jest najłatwiejszą maszyną do opanowania. I tutaj jest tak samo. Muszę przyznać, że przejechanie dłuższego odcinka trasy, bez wywrotki to nie lada wyczyn. Gra jest naprawdę trudna, nawet na niższym poziomie trudności z włączonymi wszystkimi asystami i wspomagaczami. Zbyt dużo gazu przy wyjściu z zakrętu – leżysz. Zbyt gwałtowne hamowanie przed zakrętem – leżysz. Nierówno wjedziesz na wzniesienie – leżysz. Zbyt bardzo się pochylisz – leżysz. No cóż, łatwo nie jest i naprawdę trzeba potrenować, aby osiągnąć jakieś sensowne rezultaty. Frustracja na początku jest na porządku dziennym i podejrzewam, że część osób może się przez to zrazić do gry. Zwłaszcza ci mniej cierpliwi. No bo jak się nie zdenerwować, gdy już jakimś cudem prowadzisz przez większość wyścigu, by na końcu wejść zbyt ostro w jeden z zakrętów, przewrócić się i spaść na ostatnią pozycję. To jest jedna z tych gier, w których przydałaby się opcja ‚Rewind’, czyli cofnięcie czasu, w celu naprawienia swojego błędu. Takiej tutaj niestety nie ma i po błędzie cały wyścig musimy powtarzać od początku.

Jeżeli chodzi o samo sterowanie motocyklem, to mamy kilka opcji. Możemy oczywiście przyspieszać i hamować (zarówno przednim jak i tylnym hamulcem, chociaż ten tylny działa tak jakby chciał, a nie mógł) oraz pochylać się na boki. Możemy także zmieniać pozycję motocyklisty do przodu i do tyłu, dzięki czemu, po odpowiednim balansowaniu gazem możemy spróbować jazdy na jednym kole. Mnie osobiście nie udało się tak przejechać zbyt długiego dystansu, ale kto wie, może Wam się uda. Wszystkie nasze ruchy, mają oczywiście wpływ na to jak motocykl się zachowuje. Ogólnie fizyka jest bardzo przyzwoita (zwłaszcza po wyłączeniu wszystkich asyst), jednak można się przyczepić na przykład do pracy zawieszenia i animacji kierowcy. Tylny amortyzator wygląda jakby w ogóle nie pracował. Jeżeli natomiast chodzi o motocyklistę, to wygląda on dość sztywno. Animacje mogły by być trochę lepsze i bardziej naturalne, zwłaszcza przy przyspieszaniu i hamowaniu, gdzie na kierowcę oddziałują odpowiednie siły. W grze natomiast jest on cały czas w jednej pozycji, przyklejony do siedzenia.

W TT Isle of Man mamy do dyspozycji kilka trybów rozgrywki. Jest oczywiście tryb single-player, gdzie możemy spróbować swoich sił w Szybkim wyścigu, poprawiać swoje czasy na poszczególnych odcinkach w Próbie czasowej lub powalczyć o trofeum TT w trybie Kariery. W pojedynczych wyścigach możemy je swobodnie dostosowywać tzn. wybrać typ pomiędzy TT a wspólnym startem (o których za chwilę), określić ilość okrążeń oraz jedną z trzech pór dnia. Jest również samouczek, w którym w praktyce możemy zapoznać się z podstawami kierowania motocyklem, czyli de facto to co napisałem w poprzednim akapicie. Wracając jednak do trybu kariery. Cóż, myślę, że ten tryb jest jednym z najgorzej dopracowanych w grze. Ogólnie nasza kariera polega na kupnie motocykla, odbieraniu wiadomości od naszego agenta i akceptowaniu kolejnych zaproszeń na wydarzenia, następnie braniu w nich udziału i tak w kółko. To w zasadzie tyle. Na początku możemy sobie dostosować barwy naszego kierowcy i motocyklu, ale już później nie możemy ich zmienić. Nie możemy również konfigurować ani tuningować naszych maszyn. Naprawy po wyścigach są automatyczne, więc nie mamy na nic wpływu – po prostu kasa schodzi nam z konta. Kariera sprowadza się więc do zarabiania kasy i przechodzenia kolejnych eventów. Jest więc tutaj pewien niedosyt. Nie czuć żadnego konkretnego celu. W kółko powtarzamy te same rzeczy, więc szybko może się znudzić.

Jeżeli chodzi o samą rywalizację, w grze mamy dwa typy wyścigów: TT i wspólny start. W opcji TT wygląda to tak, że zawodnicy startują z linii startu mniej więcej co 10 sekund, czyli tak jak w realnych wyścigach i ustawiani są w klasyfikacji na podstawie osiągniętego czasu. Drugą opcją są natomiast starty wspólne, czyli wszyscy startują naraz. Tego typu wyścigi (mam tutaj na myśli tryb single), mogą czasem przyprawić o ból głowy, a jest to spowodowanie niezbyt dopracowaną sztuczną inteligencją. Gracze AI po prostu dość często popełniają błędy, „wjeżdżają nam w tyłek”, przez co z reguły lądujemy na ścianie. Mam tylko nadzieję, że ten aspekt zostanie jak najszybciej poprawiony w jakimś patchu.

Oprócz trybu single, a grze mamy oczywiście multiplayer. Mamy dostępne dwie możliwości: offline i online. W trybie wieloosobowym offline, możemy porywalizować przy jednej konsoli z siedmiorgiem przyjaciół, jednak nie działa to na zasadzie split-screena, a kolejnych startów, co oznacza, że każdy po kolei przejeżdża określoną trasę. Szkoda, że nie ma dzielonego ekranu chociażby dla dwóch graczy. W trybie online możemy natomiast dołączyć do istniejącej gry lub utworzyć własny pokój i zaprosić do niego swoich znajomych. Wtedy możemy jechać wszyscy razem. Fajnym aspektem w grze jest również tablica wyników, na której mamy możliwość podejrzenia najlepszych czasów graczy z całego świata oraz sprawdzenia naszej aktualnej pozycji w rankingu. Tablica jest aktualizowana po każdym wyścigu i wtedy także możemy ją podejrzeć.

Na koniec poruszę jeszcze temat kwestii technicznych TT Isle of Man. Grę testowałem na standardowej konsoli PlayStation 4 i pierwsze co rzuciło mi się w oczy i jednocześnie zirytowało to animacja 30fps. Nie do końca rozumiem, jak można nie zadbać o podstawowy warunek płynności (60fps) w tak dynamicznej grze. Dodatkowo, te 30fpsów potrafi czasami spaść, zwłaszcza podczas przejeżdżania przez miejscowości. Optymalizacja mogłaby być więc trochę lepsza. W tej kwestii polecam grę na PC, gdzie na odpowiednim sprzęcie spokojnie uzyskamy 60fps. Jeżeli natomiast chodzi o samą grafikę to wygląda ona bardzo estetycznie. Jest ładnie i kolorowo, aż chciałoby się odwiedzić wyspę Man w rzeczywistości. Odnośnie dźwięków, to już wcześniej wspomniałem o fajnym efekcie podczas wyższych prędkości, jednak same dźwięki motocykli, zmiany biegów są odpowiednio dopracowane. Co do błędów, to znajdzie się ich kilka np. motocykle potrafią czasami przenikać asfalt, ale gorszą rzeczą był glitch, który spotkał mnie w trybie kariery. Jak już ukończymy wyścig i oczekujemy na pozostałych kierowców, istnieje możliwość przyspieszenia tego procesu – klikamy i od razu otrzymujemy czasy pozostałych zawodników. Błąd, który zauważyłem polegał na tym, że jeden z tych zawodników nigdy nie dojeżdżał do mety i to powtarzało się za każdym razem w jednym z eventów. Ostatecznie nie byłem w stanie ukończyć wydarzenia i musiałem anulować.

Podsumowując, TT Isle of Man to bardzo przyzwoita produkcja. Posiada pewne niedociągnięcia m.in nudny tryb kariery, aczkolwiek może sprawić wiele radości, jeżeli będziemy chcieli na maxa doszlifować swoje umiejętności i w jak najszybszym tempie pokonać legendarny Mountain Course. Z drugiej zaś strony może szybko do siebie zrazić, jeżeli ktoś jest mniej cierpliwy. Jest po prostu dość trudna i wymaga sporo treningu. Jeżeli jednak lubisz wyzwania i nie boisz się, że w pewnym momencie rzucisz padem w telewizor, to jest to gra dla Ciebie 🙂

Podsumowanie

Plusy:
+ 60km Mountain Course
+ oficjalni kierowcy i motocykle
+ oprawa audio-wizualna
+ odwzorowanie tras
+ uczucie prędkości

Minusy:
– nudny tryb kariery
– brak możliwości dostosowania motocykla
– animacje kierowców
– AI „wjeżdża nam w tyłek”
– brak split-screena w multi
– 30fps na konsolach
– trudna (ale może to nie minus?)

Ocena: 70 km/h

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Rafał Peroń
W ekipie SZ jestem praktycznie od początku, jeszcze gdy portal pojawiał się jako zin w magazynie CD-Action. Lubię zarówno wymagające symulatory jak i typowe zręcznościówki. Swego czasu mocno fascynował mnie pierwszy Need For Speed Underground, w którego grałem (można powiedzieć) profesjonalnie 🙂
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments