Relacje

Relacja z King of Europe Drift 2007

Ryczące auta przejeżdżające zakręty bokiem, słońce narkotyzujące się niebieskim dymem ze spalonych opon i szalejący tłum na trybunach. Kolejne urzeczywistnienie wizji hollywoodzkich filmowców? W żadnym wypadku… Mieliście w ostatni weekend przyjechać do Sosnove przy Czeskiej Lipie i sami się przekonać.

Miejscowa scena driftingowa zabawia publiczność już od ładnych paru lat i nawet organizuje tu własny puchar Czech Drift Series. Kto kiedykolwiek widział, jaki teatrzyk miejscowy squad wystawia ze starymi BMW serii 3 (E30 i E36) czy Mazdami RX-7, które powoli zasługują na blachy samochodów zabytkowych, na pewno potwierdzi, że było tylko kwestią czasu, kiedy staną do walki z najlepszymi zawodnikami w Europie. Na torze niedaleko Czeskiej Lipy odbył się już drugi wyścig europejskiego pucharu King of Europe Drift 2007 (po raz pierwszy w Czechach), na który przybyli zawodnicy z Polski, Węgier i Holandii.

Z ostatniej grupy wyróżniał się Paul Vlasblom, który dwa lata temu uzyskał tytuł mistrza Europy i zwyciężył w pierwszym wyścigu tegorocznej serii. Holender pali gumę w odciążonym BMW E36 Touring z silnikiem z M3 o mocy 380 KM. Oprócz modeli bawarskiej marki w wyścigu wzięły udział klasyki znane z japońskich jazd pokazowych, które można pooglądać na serwerze YouTube, czy anime Initial-D. Swoją zwinnością urzekały stare Toyoty Corolla AE86, nasi rodacy pokazali, że w Polsce najbardziej lubimy poszczególne generacje Nissana SX/Silvia. Nie zabrakło kilku egzotycznych samochodów takich jak Porsche 928 czy szalona przebudowa Trabanta 601 z 8-cylindrowym silnikiem Tatra o pojemności 3,5 l (nie spełnił wymogów technicznych).

Nie będę objaśniał, o co w driftingu chodzi, bo pewnie podważyłbym Wasze wiadomości, ale nie każdy pewnie orientuje się w regułach pucharu europejskiego. Z kwalifikacji przechodzi do finałów 16 najlepszych pilotów, którzy w parach rywalizują podczas jazd eliminacyjnych. Każda para odbywa dwa przejazdy, podczas których zmieniają swoje pozycje startowe. Nie jest tu ważna wyłącznie prędkość, kąt nachylenia auta względem zakrętu czy determinacja przejeżdżać zakręty kontrolowanym poślizgiem, ale także nacisk na zawodnika jadącego z przodu, żeby zrobił taki błąd, który umożliwi rywalowi wyprzedzenie. Kontakt z rywalem jest niedozwolony.

Finał wyścigów w Sosnove należał do Holendrów. Przyczyniła się do tego jednak awaria na samochodzie BMW M3 E36 Roberta Bezouška, który należy do czołówki czeskich drifterów i ma doświadczenia z międzynarodowych wyścigów. Doszedł do półfinałów, gdzie miał się spotkać z Holendrem Keesem Kokiem na BMW 325i E30 (270 KM), jednak skrzynia biegów w BMW M3 odmówiła pracy. W finale Kess pokonał swojego rodaka Vernona Zwanevelda jadącego Toyotą Corolla AE86 (140 KM), a trzecie miejsce uzyskał wspomniany wyżej Paul Vlasblom.

Więcej zdjęć na www.roadlook.pl

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments