Newsy

Spór Nissana i Porsche na Nürburgringu. Część 3.

W poprzedniej części dałem link do artykułu, który powinien rozwiać wątpliwości i wszelkie pytania na temat tak dużych różnic czasowych w przejazdach Nissanem GT-R po Nurburgringu w rękach Porsche oraz w rękach Nissana. Przypomnę, że różnica wynosiła aż 25 sekund. Artykuł jest jednak długi i w języku angielskim. W tej części postaram się go streścić w języku polskim.

Zacznijmy od tego, że nie ma czegoś takiego jak „rekord okrążenia wśród samochodów produkcyjnych”. Nie ma, nie było i nie będzie. Dlaczego? Bo prawdziwe rekordy są ustanawiane przez sprawdzone i homologowane systemy pomiarowe, podczas organizowanych imprez pod okiem sędziów lub podczas zawodów i przy tych samych warunkach fizycznych, w tym samym czasie. I dlatego lekkoatleci biegną na setkę razem, a nie w 5 różnych miejscach na Ziemi, a w Formule 1 wszyscy mają kwalifikacje tego samego dnia i w tych samych warunkach.

Najpierw był nieprawdopodobny czas Nissana GT-R – 7:34, po czym świat zaszokowany został kolejnym rekordem w postaci 7:29. W odpowiedzi na to Porsche wzięło seryjnego GT-R i pojechało nim… 7:54. Firma, która od wczesnych lat 50′ testowała tam swoje auta. Która zna „Zielone Piekło” jak własną kieszeń. Firma z ogromną tradycją w sportach motorowych wyzwała Nissana na pojedynek i oznajmiła, że japoński koncern musiał oszukiwać. Czy rzeczywiście tak było?

Nie. Bo niemożliwym jest oszukiwać, jeśli nie istnieją żadne zasady. To co zrobił Nissan, było zwykłą manipulacją mediami i możliwościami ich nowego dziecka – GT-R. Nie jest to ich pierwszy raz ale nie są też jedynymi winowajcami w tym sporze.

Porsche jak już wspomniałem testowało swoje modele na Nurburgringu od wczesnych lat 50′. Rozwijali tam swoje modele i stawiali sobie za cel coraz to niższe czasy okrążeń. Ale nigdy ich oficjalnie nie publikwali, bo kogo wówczas obchodził czas na jakimś torze auta, które jest przeznaczone na ulicę? Polityka Porsche była prosta – każdy kolejny model musiał być szybszy od poprzedniego.

Nissan jednak spostrzegł, że żadne seryjne auto nie pokonało 'Ringu w czasie poniżej 8 minut i postanowiło zrobić z tego komercję. Posadzili więc w 1996 za kierownicę Nissana R33 GT-R Dirka Schoysmana, który po wielu męczących przejazdach w końcu przejechał metę z czasem 7:59. I tak narodził się właśnie „rekord Nurburgringu dla samochodów produkcyjnych”. Mniej więcej w tym samym czasie dziennikarz i kierowca wyścigowy – Horst von Saurma – zaczął publikować jego własne rezultaty na 'Ringu w samochodach, które testował. Od tego czasu, pierwszym, głównym wyznacznikiem tego jak szybkie jest auto, był czas na Nurburgringu.

Skupmy się trochę na czasach okrążeń. Autor artykułu podczas zeszłorocznego NASA National Championships w USA ustanowił czas najszybszego okrążenia w klasie Spec Focus – 1:45.620. W tym roku rekord wynosił 1:48.170, pomimo tego, że w tym roku rozstaw kół mógł być większy oraz zawieszenie jeszcze bardziej obniżone. Czy naprawdę ktoś z Was myśli, że autor artykułu był szybszy o 2.5 sekundy i to w praktycznie wolniejszym aucie? Oczywiście, że nie. W tym roku, na torze w Ohio, dzień wcześniej padał deszcz i pomimo dobrej pogody w dniu wyścigu, cała guma z opon została zmyta z toru co było wynikiem gorszych czasów. Pomyślcie – na torze długości 'Ringu, różnica byłaby jeszcze większa. Czasy okrążeń ustanowione w różne dni, podczas różnych warunków atmosferycznych są po prostu nieporównywalne i tyle! Niektóre dni są gorące, niektóre zimne, czasami jest więcej gumy na torze, czasami mniej, czasami jest ślisko, ten sam kierowca może mieć tego samego dnia nawet do 15 sekund różnicy na 'Ringu podczas dwóch sesji treningowych. Daje do myślenia?

Teraz weźmy pod uwagę fakt, że czasy prezentowane przez Porsche, bądź von Saurma, są zwykle rezultatem jedno-dniowego wypadu na tor. Wsiadają w samochód, przejeżdżają kilka okrążeń i notują najlepszy czas. Filozofia Nissana już w 1996 była zgoła odmienna. Zrozumieli, że mogą zaatakować te „oficjalne” czasy na 'Ringu używając całkowicie innej metodologii. Przyjeżdżali na 'Ring na tak długo, jak tego potrzebowali. Mieli ze sobą całe zaplecze mechaników, zapasy opon, narzędzi i zmotywowanych kierowców. Jest powszechnie wiadome, że podczas pracowitego weekendu wyścigowego, zespół jest w stanie urwać nawet 5 sekund na 2-minutowym okrążeniu dzięki ciągłym testom. Na Nurburgringu ta różnica urasta do 20-25 sekund!

Początkowo Porsche ignorowało całe to zamieszanie. Jednak kiedy do konkursu przystąpiły inne marki jak Chevrolet czy Dodge, musieli bronić swojego honoru. I tak doszło do całego sporu. W reszcie artykułu autor opisuje to, o czym już wcześniej pisałem – o kolejnych rekordach, oskarżeniach i.. kolejnych rekordach 😉

Podczas gdy producenci samochodów na dobre wciągnęli się w jeżdżenie po „Zielonym Piekle” i wykręcanie kolejnych rekordów, my możemy tylko usiąść wygodnie w fotelu i się temu przyglądać. Teraz kiedy jesteśmy już w stanie zrozumieć, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak „rekord okrążenia dla samochodów produkcyjnych”, możemy spać spokojnie i czekać, aż któryś z kierowców w końcu skończy na bandzie próbując przekroczyć barierę 7 minut… oby tylko wyszedł z tego cało.

0 0 głos
Oceń artykuł
Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments